Gliwicki Festiwal Bachowski

Gliwicki Festiwal Bachowski już od 15 lat gromadzi melomanów, na koncertach muzyki dawnej wykonywanych przez różnorodnych artystów. W środę 23 lipca w (starym) kościele św. Bartłomieja wystąpił zespół „Gambasada”, czyli Justyna Krusz, Krzysztof Firlus i Mateusz Kowalski. Młodzi ale z górnej półki wirtuozi violi da gamba, po studiach w kraju doskonalili się także w renomowanych ośrodkach europejskich (Grenoble, Salzburg, Haga) i pewnie m.in. dzięki temu mają szczęście robić to, co jest ich pasją! Muzyka wielkiego Jana Sebastiana zabrzmiała w ich wykonaniu zaraz na początku, a obok niej także dzieła M. Marais i J.Ph Rameau oraz mniej znanego Th. Schwartzkopffa. Pierwszy raz mogłem przekonać się z bliska, jak oddech artysty może odgrywać rolę w zespołowym wykonywaniu muzyki. Wykonania były przednie: precyzyjne, gdzie trzeba – zdyscyplinowane ale zawsze bardzo wirtuozerskie. Artykulacja, jakże by inaczej, bardzo stylowa: to było blisko 90 minut baroku! Słuchając takich wykonań, można śmiało zadać sobie pytanie: czy aby na pewno kompozytor tez tak potrafił?? Wielkie wrażenie robiło zaangażowanie publiczności objawiające się momentami absolutnej ciszy, zwłaszcza w dwóch momentach: pierwszy – kiedy instrumenty zostały już podstrojone i artyści zbierali się do rozpoczęcia utworów ale jeszcze mocniejszy był drugi moment ciszy – kiedy mianowicie utwory się kończyły i wybrzmiewały ostatnie dźwięki uzyskane dłuższymi pociągnięciami smyczków i bardzo starannie wycieniowane dynamiczne – cisza w tym miejscu była jeszcze bardziej ujmująca. Wrażenia artystyczne pozytywne!

Mały (stary) kościół św. Bartłomieja ma ten urok, że posiada jedynie około 100 miejsc siedzących, a na tym koncercie – tak się złożyło – niemal wszystkie były zajęte, nawiasem mówiąc, jedno z ostatnich zajął pewien spóźniony słuchacz z Zabrza. Wracając do tematu: niektórym pojedynczym, gęsto usadzonym słuchaczom zdarzało się niestety trochę zapominać. Np. dwie baaardzo długoletnie koleżanki przez dłuższą chwilę nie mogły dojść do porozumienia w sprawie koca: czy mianowicie na nim usiąść czy lepiej nakryć nim kolana – w negocjacjach prowadzonych przeszywającym szeptem niechcący uczestniczyli także wszyscy siedzący obok, oraz parę ławek z przodu i z tyłu. Finał negocjacji był taki, że koc został tak poskładany, że jedna z pań na nim usiadła z druga nakryła sobie nim kolana. Pewien wcześniej urodzony meloman chciał z kolei wyjść jakoś zaraz po Bachu ale bileter akurat na moment opuścił posterunek, na wszelki wypadek zamykając drzwi wejściowe (aby ktoś przypadkiem nie wszedł nie płacąc 18 zł/os). A że meloman asertywnym był, raczył – wykorzystując moment ciszy – otwarcie zażądać otwarcia drzwi! Niestety, nie posłuchano go, więc po kilku chwilach zmienił zdanie i jednak został do końca. No i jednej z młodszych melomanek, po blisko godzinie słuchania muzyki, prozaicznie zachciało się na chwilę wyjść, więc osoba towarzysząca z nią wyszła (bileter już był przy drzwiach), a potem z nią wróciła. Wszystko to jednak rozgrywało się w głębokim tle muzyki dawnej. Poziom artystyczny koncertu – bardzo dobry!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>