Waldemar Krawiec – konkluzje pofestiwalowe

Minęły niemal dokładnie trzy tygodnie od zakończenia tegorocznego XIX Międzynarodowego Zabrzańskiego Festiwalu Organowego im. ks. Antoniego Chlondowskiego. Miałem niewątpliwą przyjemność poprowadzić w tym roku część koncertów, za co dziękuję dyrektorowi artystycznemu festiwalu! Kilka dni temu udało mi się nakłonić tegoż dyrektora – Waldemara Krawca (biogram – zob. niżej) do kilku zdań podsumowania tego jednego z najstarszych wydarzeń kulturalnych w Zabrzu. Podsumowanie zrobiło się szersze – rozmawiamy też o poprzednich edycjach festiwalu. Zapraszam do poczytania!

Jak oceniasz tegoroczny festiwal organowy trzy tygodnie po jego zakończeniu?

Oceniam go bardzo dobrze. Gdyby zacząć od wydarzeń, które miały miejsce niedawno – cieszę się, że udał się drugi już koncert w Kopalni Guido. W tym roku zagrał tam prof. Andrzej Chorosiński, świetny wirtuoz, otwarty człowiek. Nie mówiłem o tym wcześniej ale prof. Chorosiński miał początkowo pewne opory, żeby zagrać na elektronicznym instrumencie – a tylko taki można zastosować w kopalnianych podziemiach. Pozytyw, który moglibyśmy pewnie wypożyczyć od ks. Piotr Klemensa, nie spełniał oczekiwań wykonawcy – byłby za mały. Ale kiedy profesor przyjął do wiadomości, że koncert odbędzie się w prawdziwych kopalnianych podziemiach – zgodził się. Cieszę się, że był ze swoją szwagierką – znaną aktorką. Obydwoje wykonawcy byli bardzo zadowoleni z miejsca, w którym występowali. Uważam też że pierwszy koncert festiwalowy był znakomity – koncert organowy na 4-ręce zdarza się nie zwykle rzadko, na naszym festiwalu zdarzył się już to po raz drugi. Nie tylko początek i koniec festiwalu ale wszystkie tegoroczne koncerty były bardzo udane.

Czym różni się nasz festiwal od innych tego typu imprez z regionie?

Przede wszystkim rzadko zdarza się, żeby festiwal organowy odbywał się wielu instrumentach. Normą jest jedno miejsce i jeden instrument. Gliwice organizują festiwal organowy na 2 instrumentach, a my w Zabrzu na siedmiu! Nie wiem, czy gdziekolwiek w Polsce jest drugi festiwal, który odbywałby się na tylu instrumentach? Dodatkowo – u nas nie było dwóch koncertów na tym samym instrumencie – każdy był na innym. To też zasługa zabrzańskich proboszczów – dzięki nim jest tak dużo dobrych instrumentów do wykorzystania w ramach festiwalu. Po drugie, dzięki naszej formule festiwalu lepiej niż inni wychodzimy naprzeciw mieszkańcom poszczególnych dzielnic. Dzięki koncertom w różnych kościołach dajemy możliwość udziału w festiwalu ludziom, którzy być może nie pojechaliby na koncert na drugi koniec miasta lub do centrum.

Czy w XIX-letniej historii festiwalu zdarzył się jakiś szczególny wykonawca, którego do dziś pamiętasz?

Tak, bez wątpienia takim wykonawcą był Christoph Bossert – jeden z najwybitniejszych współczesnych interpretatorów muzyki Maxa Regera. Skierowałem do niego zaproszenie, bo jakiś czas temu miałem przyjemność uczestniczyć w prowadzonym przez niego kursie mistrzowskim. Pamiętam ten koncert, bo jeden z utworów został wtedy niemal powtórzony! Profesor Bossert jako perfekcjonista, chciał wykonać Fantazję Regera wzorowo i kiedy już w trakcie gry okazało się, że rejestracja została przez jednego z registratorów zmieniona, przerwał wykonanie, poprawił brzmienie i zaczął jeszcze raz. Tym drugim registratorem był – nawiasem mówiąc – uczeń profesora. Nie zazdrościłem mu wtedy.

Czyli rozumiem, że miała miejsca drobna wpadka. Czy inne tego typu historie zdarzały się w ciągu 19 lat festiwalu?

Nie przypominam sobie, to była sytuacja, którą dobrze zapamiętałem ale innych raczej nie było. Pamiętam jeszcze grupę wykonawców – instrumentalistów, którzy na jednym w koncertów mieli towarzyszyć organiście w kościele św. Jadwigi. Przyszli oni na koncert minutę przed jego rozpoczęciem! Okazało się, że udali się do centrum miasta i źle obliczyli czas potrzebny na punktualny powrót. To były stresujące chwile.

A jak oceniasz występ Wolfganga Seifena – słynnego niemieckiego improwizatora?

Owszem, dobrze pamiętam ten koncert – był to jedyny w dotychczasowej historii festiwalu koncert w całości improwizowany. Żeby pozwolić sobie na taki artystyczny wyczyn, grając w dodatku – tak jak prof. Seifen – przekrojową stylistycznie muzyką, trzeba być naprawdę wybitnym organistą. Takim niewątpliwie jest prof. Wolfgang Seifen. Cieszę się, że udało się wówczas zaprosić go do Zabrza. Profesor zagrał na jednym z najlepszych instrumentów w Zabrzu – na organach w kościele oo. Franciszkanów.

Jak na przestrzeni lat układa się współpraca dyrektora artystycznego festiwalu z księżmi proboszczami, którzy udostępniają organy?

Absolutnie nie można narzekać. Koncerty odbywają się w tych kościołach, w których proboszczowie życzą sobie koncertów i są otwarci na moje propozycje. Oczywiście koncerty organizuję tam, gdzie są odpowiednio przygotowane instrumenty. Kontaktuję się proboszczami w sprawach organizacyjnych, czasem trwa to krócej, czasem dłużej ale zawsze udaje się skutecznie wszystko dopiąć. Niektórzy proboszczowie poświęcają więcej czasu i serca festiwalowym koncertom: serdecznie witają lub żegnają wykonawców, organizują poczęstunek lub nawet osobiście w koncertach uczestniczą – to jest szczególnie miłe.

Kim jest publiczność zabrzańskich koncertów organowych? Czy to jest stała grupa, która pielgrzymuje za kolejnymi koncertami, czy raczej są to odrębne publiczności?

Chyba jest to grupa w miarę stała, która uczestniczy w kolejno zaplanowanych koncertach. Niektórzy stali bywalcy piszą do mnie maile z pytaniami szczegółowymi dotyczącymi godzin i miejsc koncertów. Jest też na każdym koncercie grupa parafian z kościoła, w którym koncert się odbywa. Także uczniowie, z którymi prowadzę zajęcia w szkołach muzycznych, są zapraszani do udziału w koncertach organowych – jest to dla nich zaproszenie nie do odrzucenia, chcę bowiem, żeby traktowali te koncerty, jako uzupełnienie szkolnych zajęć. Na koncertach pojawiają się także uczniowie szkoły muzycznej, którzy nie uczą się gry na organach – to dobra praktyka, godna polecenia.

Jesteś od początku dyrektorem artystycznym festiwalu. Na czym polegają twoje obowiązki? Co jest największym wyzwaniem do pokonania, żeby festiwal się odbył?

Staram się przygotowywać festiwal „od a do z”. Choć są także sojusznicy i pomocnicy, którzy wspierają mnie na różnych odcinkach. Szczególnie miłe jest otwarcie zupełnie nowej przestrzeni dla festiwalowych koncertów w Kopalni Guido. Cieszę się, że mi w tym pomogłeś. W ciągu roku dużo cierpliwości wymaga ode mnie uzgodnienie terminów z wykonawcami. Każdy z artystów posiada swoje plany, wstępne zobowiązania, swoje oczekiwania – zgranie w jedną całość naszych 7-8 koncertów zabiera mi wiele długich miesięcy.

Najwięcej pracy, którą trzeba wykonywać na co dzień, mam oczywiście w okresie trwania festiwalu. Aby umówić organistę na próbę trzeba uzyskać numer telefonu do kościelnego,  umówić z nim otwarcie i zamknięcie kościoła. Zagranicznych organistów trzeba przywieźć i zawieźć na lotnisko. Często też organizuję dla nich (zagranicznych organistów) jeszcze jeden koncert w innym miejscu, żeby przyjazd do Polski był dla nich bardziej opłacalny. Także kwiaty – prozaiczna sprawa – ale przed koncertem muszę pamiętać, aby odebrać je z kwiaciarni; wręczenie ich wykonawcy po koncercie to już sama przyjemność. Urząd Miejski, który finansuje całość festiwalu, przygotowuje też i zleca druk plakatów i festiwalowych folderów ale ich kolportaż to już moje zadanie.

Jak wybierasz organistów na festiwalowe koncerty? Jakie stosujesz kryteria wyboru?

Bardzo różne. Chcę aby na festiwalu zawsze wystąpił ktoś nowy, ciekawy. W tym roku rewelacją festiwalu był Włoch Walter D`Arcangelo, świetny wirtuoz. Po kilku latach zapraszam też organistów, którzy już u nas byli i sprawdzili się. Staram się po prostu zapraszać dobrych organistów.

Czy w związku z przyszłoroczną edycją – czeka nas XX festiwal – planujesz jakieś nowe, oryginalne pomysły?

Wszystko zależy od finansów. Chciałbym, żeby koncerty miały charakter mieszany, tzn. aby organista występował z towarzyszeniem instrumentalistów, wokalistów, z chórem. Publiczność takich koncertów jest zwykle większa i zwykle też bardziej usatysfakcjonowana. Bardzo imponuje mi postawa naszego chóru Resonans con tutti, który mimo niezwykle gęsto zapisanego kalendarza koncertów nigdy jeszcze nie odmówił wstępu na festiwalowym koncercie. Marzy mi się, aby utrzymać regularność występów Resonansu. Więc, gdyby finanse pozwoliły – nie robiłbym w przyszłym roku koncertów solowych tylko mieszane. Są jeszcze inne pomysły ale dziś za wcześnie o nich mówić.

Czy możesz podzielić się z czytelnikami mojego bloga swoimi planami artystycznymi na najbliższe miesiące, na kolejny rok?

Chciałbym nagrać płytę z muzyką Bruno Steina. To szerzej nieznany ale znakomity kompozytor śląskiej muzyki organowej. W przyszłym roku mija 100 rocznica jego śmierci. W zasadzie w dużej mierze sam odkryłem jego twórczość i bardzo wysoko oceniam jej wartość muzyczną. Zadałem sobie trud i odnalazłem dużą część nut wydanych z muzyką Steina. Gdyby udało się nagrać tę płytę byłaby to znakomita promocja śląskiej organowej i promocja Zabrza przy okazji, bo płytę chciałbym nagrać w kościele św. Wawrzyńca, gdzie właśnie rozpoczął się remont dużych 45-głosowych organów Carla Berschdorfa – ten instrument idealnie nadawałby się do wykonania muzyki Bruno Steina.

A poza płytą? Jakieś plany koncertowe?

Mam kilka propozycji na przyszły rok ale nie zostały jeszcze sprecyzowane daty. Najprawdopodobniej zagram m.in. w Świętej Lipce, w Czechach, we Włoszech – myślę, że te plany doprecyzują się w najbliższej przyszłości.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

Waldemar Krawiec – zabrzański organista, urodził się w 1964 r. w Kędzierzynie Koźlu. Naukę gry na organach rozpoczął w Studium Organistowskim przy Kurii Biskupiej w Opolu, pod kierunkiem Barbary Ślęczek. Ukończył z wyróżnieniem PSM II stopnia w Zabrzu w klasie organów Łucji Krosny – Widerowej. Następnie studiował w Akademii Muzycznej w Katowicach pod kierunkiem prof. Juliana Gembalskiego. Ukończył także studia podyplomowe pod kierunkiem prof. Juliana Gembalskiego; w czasie ich realizacji przygotował do druku rękopis Fantazji op. 14 autorstwa cieszyńskiego muzyka, kompozytora Jana Gawlasa. Uczestniczył w wielu kursach mistrzowskich poświęconych interpretacji muzyki organowej w Polsce, Niemczech i Belgii, prowadzonych przez wybitnych profesorów. W 1994 r. otrzymał wyróżnienie na I Międzynarodowym Konkursie Organowym im. Feliksa Nowowiejskiego w Poznaniu za najlepsze wykonanie utworu „Mater dolorosa”. Co roku daje kilkanaście koncertów w kraju i za granicą. Dotychczas występował m.in. w Niemczech, Austrii, Włoszech, Węgrzech, Czechach, Słowacji, Łotwie, Finlandii oraz w Rosji. Brał udział w wielu koncertach jako solista i kameralista w kraju i za granicą. Szczególnie interesuje się muzyką organową kompozytorów śląskich, którą też uwiecznił na płycie CD, którą nagrał w kościołach diecezji opolskiej: w Kórnicy, Kozłowicach, Krośnicy i Popielowie, w ramach serii Organy Śląska Opolskiego. W 1996 r. brał udział w koncercie poświęconym 25 rocznicy śmierci śląskiego kompozytora Fritza Lubricha. Brał udział w V Festiwalu Kompozytorów Śląskich w Opolu, gdzie wykonał monograficzne koncerty poświęcone twórczości organisty i kompozytora wrocławskiego Moritza Brosiga. W roku 2000 otrzymał nagrodę Prezydenta Miasta Zabrze za osiągnięcia pedagogiczne i za wkład w rozwój kultury w mieście. Z jego inicjatywy zapoczątkowano w 1995 r. koncerty organowe w Zabrzu, które przekształciły się w Międzynarodowy Festiwal Organowy im. ks. Antoniego Chlondowskiego, jest dyrektorem artystycznym Festiwalu. Prowadzi klasę organów w PSM II st. w Zabrzu, jest także nauczycielem gry na organach oraz liturgicznego akompaniamentu organowego w Studium Muzyki Kościelnej oraz Diecezjalnej Szkole Organowej II stopnia w Gliwicach. Jest członkiem ważnych gremiów diecezjalnych i międzydiecezjalnych: komisji odbioru organów oraz komisji redakcyjnej nowego chorału „Droga do Nieba”.

Komentarze

  1. Październik 17, 2014

    Marek Odpowiedz

    Festiwal organowy to niesamowite wydarzenie. Każdemu polecam wybranie się tam chociaż raz.

  2. […] asystujący wtedy przy organach organmistrz Jan Wyleżoł. Po koncercie Wolfgang Seifen wraz z szefem zabrzańskiego festiwalu poszli na kolację. W restauracji było akurat pianino, a przy nim pianista, którzy zgrabnie […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>