Agresja jako objaw słabości

To fakt – zwykło się mówić – „autentyczny”, fakt niezbity, potwierdzany na co dzień egzystencjalnie, medialnie, a czasem i naukowo. Nie ma żadnych wątpliwości, że agresywne zachowania wskazują na jakiś rodzaj bezradności napastnika. Agresja to stan, w którym strona napadająca nie potrafi konstruktywnie przetworzyć jakiegoś kwantum pozyskanej wiedzy lub skumulowanych emocji i wybucha. Oczywiście agresja agresji nie równa: można ostro coś wykrzyczeć, można też brutalnie zamordować. Nie chcę jednak potraktować tego tematu tak ogólnie ale bardzo szczególnie.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu (mierzonego w setkach lat?) sąsiadujemy z suwerennym krajem, który prowadzi wojnę. Nasz sąsiad jest w stanie wojny. Dziwna to jest wojna, bo niewypowiedziana. Na zewnątrz to jakby wojna domowa – dwa peryferyjne ale świetnie zorganizowane województwa wypowiedziały wojnę reszcie kraju i wygląda na to, że wygrywają. Sytuacja ma wyglądać mniej więcej tak, jakby pospolite ruszenie w lubelskim i podlaskim wygrywało z regularną polską armią, a to możliwe nie jest. Mamy jednak do czynienia z agresją, która poza polem bitwy obejmuje także media: „państwo napadnięte przez Rosję to agresor, a ukraińscy obrońcy to faszyści” (Jarosław Kurski).  Na peryferiach Ukrainy z ukraińską armią walczą (bez znaków identyfikacyjnych) rosyjscy żołnierze, a w przestrzeni medialnej rosyjscy propagandyści (już bez ukrywania się) prezentują „rosyjski punkt widzenia” na te tragiczne wydarzenia, cynicznie fałszując rzeczywistość. Reakcja tzw. państw Zachodu, w tym także nasza reakcja na agresję Rosjan, też jest cyniczna: oburzeniu, pogróżkom i sankcjom towarzyszą wieloletnie, lukratywne kontrakty handlowe i nic nie wskazuje na to, że będą solidarnie zrywane. Rosja jest bowiem dla Europy nie tylko stacją benzynową ale też dużym rynkiem zbytu. Sankcje sankcjami ale żyć z czegoś trzeba. Dzisiejsza „Wyborcza” pisze o polskich producentach objętej sankcjami żywności, którzy z powodzeniem sprzedają swoje produkty Białorusi a Białorusini, których rosyjskie retorsje nie dotyczą, sprzedają towary dalej. I biznes się kręci. Trudno to potępić.

Rosjanie, przywiązani do historycznej pamięci, boją się, że kolejna dawna republika radziecka stanie się demokratycznym krajem, może nawet – w perspektywie – członkiem Unii Europejskiej. Obywatele Rosji mogliby wówczas zobaczyć, że system demokratyczny, mimo różnych ułomności, przynosi całkiem dobre rezultaty. Mogłoby się okazać, że ludziom na Ukrainie żyje się z czasem lepiej niż w Rosji. To obnażyłoby słabość tamtejszego – opartego na korupcji i układach – systemu władzy. Agresja na wschodnią Ukrainę to uderzenie wyprzedzające. Rosja, bojąc się hipotetycznego rozwoju wydarzeń, ewolucyjnych zmian prowadzących sąsiada ku Europie, postanowiła te starania zawczasu storpedować. Trzeba przyznać, że agresja w dużej mierze okazała się skuteczna. Osamotniona Ukraina tę wojnę przegrała. Państwa Zachodu, silnie oburzone choć formalnie neutralne, otrzymały solidną nauczkę na temat możliwości prowadzenia współczesnych konfliktów. Przede wszystkim okazaliśmy się bezbronni wobec machiny propagandowej Kremla. Okazało się, że jeśli brakuje oficjalnego ultimatum, oficjalnego wypowiedzenia wojny, a w dodatku agresor mówi, że to nie on, nic nie można mu zrobić, bo – zgodnie z prawem międzynarodowym – jakby to wyglądało?

Sytuacja posiada jeszcze jeden wymiar, który na razie możemy brać z dystansem. Ale co zrobimy, kiedy zabłąkani wojskowi w kupionych w każdym sklepie mundurach albo niezidentyfikowane pociski zaczną pojawiać się także przy granicach innych naszych sąsiadów albo bliżej naszych granic albo wręcz w naszych granicach? Teraz naturalny jest język dyplomacji, w dobrym tonie są publicystyczne polemiki ale co będzie, jeśli agresor postanowi pójść dalej? Publicyści będą pisać ostrzej? Politycy będą mówić dosadniej? Rosja rozbudowuje globalną machinę propagandową – szkoda, że nikt nie przeciwstawia się tym agresywnym manipulacjom – to akurat nie byłoby wbrew międzynarodowym standardom.

Ups, właśnie sobie przypomniałem: przecież w mediach można mówić, co się chce, wolność wypowiedzi nie może być w Europie ograniczana, bo jakby to wyglądało. Jak widać, dotyczy to także tych, którzy przy pomocy profesjonalnie zorganizowanych mediów – profesjonalnie kłamią. Nie można nie tylko zakazać im działalności ani tym bardziej ich cenzurować ale też nie wypada nachalnie polemizować. Profesjonalizm polega na zestawieniu różnych przekazów i pozostawieniu oceny odbiorcom, niech sami wybiorą, co jest prawdą. Zbyt pryncypialny przekaz byłby wbrew naszej kulturze wolności. Czy zgoda na medialną agresję nie jest oznaką słabości Zachodu i zapowiedzią naszej przyszłej katastrofy?

http://pl.sputniknews.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>