Alfabet

Alfabet to pozornie zwykły film, jedna z wielu opowieści o szkole, uczniach i nauczycielach. Tylko pozornie. W rzeczywistości jest to radykalna krytyka rozpowszechnionych systemów edukacji, opartych o zatwierdzone programy nauczania i systemy egzaminacyjne. Krytyka jest radykalna ale i gruntownie przemyślana. Film składa się z wypowiedzi osób, które na różne sposoby przemyślały, zbadały i przepracowały temat szkolnictwa. Ich opinie robią wrażenie – nie są to znane nam z doświadczenia (np. z dyskusji o 6-latkach czy o likwidacji gimnazjów) uproszczone, szczątkowe argumenty i kontrargumenty, rodem z przeciętej publicystyki dla szerokich mas. Bohaterowie filmu są bardzo przekonujący, przekonują nawet, a może przede wszystkim tych, którzy w tej problematyce siedzą.

Chiński profesor, doradca chińskiego rządu twierdzi, że system egzaminacyjny zabija kreatywność, że tamtejsi uczniowie wyrastają nie na ludzi kreatywnych, pełnych pasji ale na maszyny do zdawania egzaminów. Presja egzaminacyjna, której poddawani są chińscy uczniowie od najmłodszych lat, jest niezgodna z ludzką naturą – człowiek dąży bardziej do budowania więzi z innymi niż do ostrej rywalizacji. Powstaje ostry osobowościowy dysonans, którego skutkiem jest m.in. zwiększająca się liczba samobójstw w okresie egzaminów wstępnych na studia.

Ekspert niemiecki wywodzi współczesną filozofię kształcenia z dawnych kontekstów industrialnych i wojskowych. Od wielu dziesięcioleci utrwalił się model kształcenia, w myśl którego ludzi należało kształcić tak, aby płynnie, automatycznie wykonywali polecenia. Potrzebowano wielu pracowników fizycznych, niewielu do zarządzania nimi i garstkę rządzących państwami. System nadal działa wg tej pseudo-piramidy. Dziś staramy się niejako równoważyć ten gospodarczy, zawodowy filar kształcenia filarem akademickim ale ten dychotomiczny podział nie wnosi do systemu żadnej zmiany. Wielu próbuje identyfikować siebie i swoje predyspozycje bardziej po jednej lub po drugiej stronie, tymczasem sam ten podział jest błędny.

Francuz niemieckiego pochodzenia, Arno Stern, który od dziesięcioleci prowadzi wolne studio malarskie dla chętnych w różnym wieku (od lat kilku do blisko 70) twierdzi, że życie dzieci powinno ogniskować się wokół tańca, muzyki i malarstwa właśnie. Reszta przychodzi później, w swoim czasie, w sposób naturalny. W swoim studio zbiera pieczołowicie prace wychowanków i prowadzi nad nimi (pracami) badania – potrafi wskazać, przy którym obrazie dziecko się bawiło, a gdzie starało się zachować zasady i spełnić czyjeś oczekiwania. Żywą ilustracją jego poglądów jest jego syn, także bohater filmu. Dorosły dziś mężczyzna, na skutek konsekwentnej postawy ojca i matki, nie poszedł nigdy do szkoły. Sam (z pomocą rodziców) odkrywał litery, sam układał je w słowa i zdania, sam uczył się języka obcego. Czuł się wolny od przymusu porównywania się i rywalizacji. Dziś pracuje jako lutnik.

Światowej sławy mówca motywacyjny, ekspert od edukacji i brytyjski szlachcic Ken Robinson, też dokłada w filmie swoje trzy grosze. Nie widać go wprawdzie ale słychać parę razy. Trzy mocne wejścia zostały mi w pamięci. Po pierwsze Robinson twierdzi, że tym, co nas, ludzi popycha cywilizacyjnie i kulturowo do przodu jest nasza wyobraźnia. System edukacji redukuje jednak naszą wyobraźnię, zmuszając nas do wąsko rozumianych, automatycznych nawyków myślowych. Po drugie – z badań wynika, że potencjał do bycia kreatywnym (myślenie dywergencyjne) zanika wraz z wiekiem i z postępem na szczeblach edukacyjnej kariery. Źle to świadczy o systemie edukacji. Po trzecie wreszcie Ken Robinson przytoczył przykład Kalifornii. Ten jeden z najbogatszych stanów USA w roku (bodaj) 2004 przeznaczył na uniwersytety 3 mld dolarów, przeznaczając jednocześnie na więziennictwo 9 mld dolarów. „Czy to oznacza, że rodzi się więcej potencjalnych przestępców niż potencjalnych absolwentów uniwersytetów?” – pyta retorycznie Sir Ken.

Ważnym głosem jest też wypowiedź gimnazjalistki z Hamburga, która krytykuje szkołę za brak wolnego czasu. Przez zaangażowanie na rzecz szkoły, chcąc przygotować się odpowiednio do zajęć, nie może sobie pozwolić na rozwijanie zainteresowań, bo nie ma na nie czasu. Czas po lekcjach musi przeznaczać na naukę. Dziewczyna obawia się, że jest częścią pokolenia bez zainteresowań, wychowanego na Facebooku, które nie będzie miało czego przekazać swoim potomkom. Jej dramatyczny apel wydrukował jakiś czas temu dziennik Die Welt.

Film nie przynosi błyskotliwej puenty, choć niewątpliwie wypowiedzi bohaterów krążą wokół kilku wspólnych tematów: egzaminy źle wpływają na rezultaty nauczania, szkolna rywalizacja źle wpływa na relacje międzyludzkie, programowa i metodyczna urawniłowka nie pozwala rozwijać talentów… Ktoś ma pomysł, jak to przetworzyć, żeby było lepiej…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>