Archaiczne związki

W jednej z nielicznych – niestety – książek Jana Wróbla, mojego oświatowego Autorytetu, znalazł się akapit o dzwonkach szkolnych, które autorowi kojarzą się z organizacją pracy w XIX wiecznych fabrykach. Tam prace wykonywano od dzwonka do dzwonka pod surowym nadzorem nadzorujących nadzorców. Rozpoczęcie pracy z opóźnieniem, po dzwonku, powodowało nałożenie kar, tak samo zakończenie jej przed dzwonkiem. Rytm pracy i przerw był bardzo radykalny, sztywny, pod groźbą sankcji. Wg Wróbla, likwidacja szkolnych dzwonków byłaby znakiem ostatecznego przezwyciężenia fabrycznej mentalności w szkołach. Podoba mi się ten pomysł.

Chyba jakoś wówczas, w XIX w. zrodził się ze wszech miar szlachetny ruch obrony robotników przed niesprawiedliwym traktowaniem. Nie było jeszcze współczesnych standardów prawa pracy, pracodawcy ustalali więc dowolnie zakresy obowiązków, harmonogramy dnia i wszystkie związane z tym regulacje, obciążenia i prawa. Związki zawodowe, kiedy już powstały, odegrały wtedy ważną rolę, stając się z czasem realnym partnerem do prowadzenia rozmów z pracodawcami. Ruch związkowy był wówczas bardzo potrzebny, zwłaszcza w realiach pierwotnego, negatywnie rozumianego kapitalizmu. Całe szczęście, że związki zawodowe wówczas powstały. Czy jednak są dzisiaj – np. w szkołach – potrzebne? Może gdyby walczyły dziś o zniesienie dzwonków i inne innowacje organizacyjne? Ale one walczą na zupełnie innym froncie. Mało tego – dzisiejsze mutacje związków zawodowych same tworzą sobie fronty walk, same określają wroga i od niego żądają, żeby karnie stawał naprzeciw, następnie oskarżają go o różne złe czyny, zaniechania i intencje i żądają, żeby udowadniał swoją niewinność. Związki chcą rządzić nie ponosząc odpowiedzialności – ochoczo przerzucają ją na tamtych, onych, innych – wiadomo których, tych złych.

Wczoraj ZNP ogłosił, że wszczyna protest. Chodzi o to, że starodawni związkowcy postanowili przyznać nauczycielom 10% podwyżki od 2016 r. Zamiast jednak podjąć na ten temat uczciwy dialog, postanowili jedynie fakt podwyżki zakomunikować minister Kluzik – Rostkowskiej, która rozsądnie uznała go (w złożonej formie) za pomysł nie do przyjęcia. W związku z tym – będzie protest, bo rząd nie szanuje nauczycieli…

Żeby było jasne – jestem za 25% podwyżką płac nauczycieli i dyrektorów szkół. Jeśli ktoś jest za tym, aby wzrost był jeszcze wyższy – deklaruję poparcie pod warunkiem jednak, że przynajmniej ogólnie wskażemy skąd wziąć pieniądze na 10% wzrost płac. Jeśli ktoś całkiem na poważnie domaga się podwyżki kosztującej budżet nie mniej niż 3 mld PLN, to należy zakładać, że wie, skąd te pieniądze wziąć. Jak powiedziała jedna mądra, żelazna premier, rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, więc jeśli ma komuś coś dać – musi innym odjąć. Nie mogę, chcąc zachować przynajmniej pozory powagi, domagać się tak radykalnych podwyżek, sugerując jednocześnie, że nic mnie nie obchodzi skąd rząd te pieniądze, których ja chcę, weźmie. Albo stawiając ultimatum: „podwyżka, bo jak nie, to ryja” – w ten sposób dochodzili do porozumień nasi przodkowie w jaskiniach.

Sytuacja finansowa nauczycieli nie jest wymarzona ale nie jest też beznadziejna – jest taka sobie, ze wskazaniem na dodatni plus. Był kilkuletni okres zamrożenia przez rząd wszystkich podwyżek w sferze budżetowej, za wyjątkiem nauczycieli. Od kilku – niestety – lat, także nauczycielskie pensje trwale ustabilizowały się. Czy to jest powód do wychodzenia na ulice? Dla związkowców – tak. Wspomnianym plusem nauczycielskich etatów jest cała masa niedostępnych dla nikogo innego walorów, gwarantowanych szczególnymi przepisami oświatowymi. Nie chcę ich przypominać, bo powtarzane są do znudzenia. Żądanie poszanowania zawodu nauczyciela wydaje się – w kontekście tych różnych nienaruszalnych przywilejów – kompletnie niezrozumiałe. Wszczynanie głośnego protestu przez związkowych liderów (zamiast rzeczowych rozmów) jest grubo nietaktowne.

Nie licząc na odzew, odezwałem się wczoraj do przewodniczącego Broniarza, dzieląc się zwięzłą refleksją na temat wizerunku nauczycieli, który przez działania związkowców staje się w odbiorze społecznym niekorzystny. Pan przewodniczący był łaskaw również podzielić się ze mną zwięzłą refleksją, z której wynika, że pojęcie konstruktywnej rozmowy jest mu zdecydowanie obce. Sławomir Broniarz preferuje konfrontację: chce wzburzać, rozwalać, niszczyć, o ile rozumiem, na złość minionej epoce?

Nie jestem za ograniczeniem przywilejów nauczycielskich, bo nie licząc lekkiej zazdrości czuję, że to się im należy – za ciężką (wbrew pozorom) i przede wszystkim odpowiedzialną pracę. Natomiast jestem zdecydowanie za fundamentalnymi zmianami w funkcjonowaniu oświatowych związków zawodowych. Atrakcyjne i niedrogie wyjazdy integracyjne są zawsze miłym gestem ale do istoty funkcjonowania oświatowych związków zawodowych nie należą. W codziennej pracy szkół związki są systemowo nieobecne. Ich aktywność wzmaga się tylko w sezonie ruchu kadrowego (wkrótce zacznie się na dobre!). Demografia jest jednak nieubłagana.

Jest też taki drobny szczegół, który niknie z oczu w natłoku medialnych wrażeń z frontu związkowej walki – otóż w Polsce szkołami kierują dyrektorzy. Właśnie dyrektorzy – nie związkowi liderzy, ale tym drugim zdaje się to w ogóle nie przeszkadzać. Ich roszczeniowość nie zna granic. Często też organy prowadzące oczekują prowadzenia wobec związków przyjaznej polityki informacyjnej, konsultacji otwartych aż do granic przyzwoitości, poszerzającego traktowania przez dyrektorów swoich rutynowych zobowiązań, żeby tylko zadowolić (uspokoić) cynicznych związkowych liderów. Związki mówią więc, że nie protestują przeciwko dyrektorom ani nawet przeciwko samorządom, choć to akurat dziwnie brzmi, bo treści na ich stronie internetowej mówią co innego.

 

Chyba logika nie jest mocną stroną pana prezesa.

Wyróżniające traktowanie związkowych liderów, czyli te powitania na lokalnych uroczystościach, te miejsca w pierwszych rzędach, te kurtuazyjne teksty wygłaszane przy różnych okazjach – wszystko to pozwala im żywić przekonanie, że stanowią realny partnerski podmiot, który bez podnoszenia odpowiedzialności będzie współdecydował o kluczowych dla szkół sprawach. Nie przypominam sobie, żeby związki protestowały przeciwko zidentyfikowanym przez media niestosownym postawom niektórych nauczycieli, nie było też z ich strony żadnej konstruktywnej, dalekowzrocznej inicjatywy legislacyjnej. Obrona Karty Nauczyciela przypomina już teraz „obronę Częstochowy”. Czasem organizują wartościowe szkolenia – ale to za mało.

W dotychczasowej formule działalność związków jest raczej szkodliwa niż w czymkolwiek pomaga. Cyniczne wykorzystywanie zbliżających się wyborów, jest polityczną gangsterką. Chcą wymusić podwyżki pod płaszczykiem zwalczania urojonych przeszkód w wykonywaniu zawodu. Hasło „protestuję, bo lubię uczyć” to jeszcze jeden dowód oderwania związkowych liderów od rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie innej grupy zawodowej protestującej pod podobnie infantylnym hasłem (Pielęgniarki: „protestuję, bo lubię opiekować się chorymi” albo policjanci: protestuję, bo lubię łapać złodziei” – jakoś fałszywie to brzmi). Żądanie zahamowania likwidacji szkół i przedszkoli też brzmi, jakby przesłane na Ziemię z Marsa. Mogę przyjąć, że związek ma gdzieś realia i twarde dane demograficzne i budżetowe ale nikt nie może żądać od rządu, aby i ten olał fakty ze względu na święty spokój. Mam nadzieję, że rząd będzie konsekwentny: dialog ze związkami nie może polegać na bezdyskusyjnym wykonywaniu ich żądań, nawet w roku wyborczym. Podoba mi się rozbrzmiewający na protestacyjnym plakacie dzwonek – on brzmi coraz donioślej. Jeśli związkowi liderzy nie przebudzą się z lewitacji i nie staną realnie na ziemi za chwilę z hukiem na nią spadną. No chyba, że wszyscy w oświacie (od pań sprzątających z podstawówki w Ustrzykach Górnych do Joanny Kluzik – Rostkowskiej) wstąpią do ZNP i nastanie harmonia doskonała pod światłym przywództwem Sławomira Broniarza.

Dla dociekliwych:
http://www.znp.edu.pl/element/2306/Uchwala_Nr_1_2015_Zarzadu_Glownego_ZNP

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>