Bardziej wychowawca niż nauczyciel

Waszym najważniejszym zadaniem jest to, aby nie zniechęcać młodych do Kościoła powiedział emerytowany już biskup pomocniczy diecezji gliwickiej Gerard Kusz do katechetów uczestniczących w jednej z uroczystych inauguracji roku katechetycznego. Pozornie dość skromne to wyzwanie, które postawił biskup, zważywszy lata spędzone na studiach, tomy książek i skryptów, dziesiątki zdanych egzaminów… Tylko tyle? Oj chyba się ksiądz biskup nie przygotował do tego kazania – chciałoby się wytknąć z poczuciem niedosytu. Tymczasem z tych słów przebija dojrzałość, mądrość i olbrzymie doświadczenie Kościoła.

Pracując przez lata z dziećmi i młodzieżą katecheci mają możliwość bardzo indywidualnego podchodzenia do katechizowanych. Pedagogiczne rezultaty szkolnej katechezy nie zależą od księdza proboszcza (chyba że to on katechizuje) ani od księdza z kurii ale od pomysłowości i umiejętności samych katechetów. Nauczanie religii nie jest bowiem – wbrew pozorom – mocno scentralizowane ani przesadnie nadzorowane. Zaryzykowałbym nawet, że na tym odcinku realizowana jest teza „masz misję (kanoniczną) – radź sobie”. Organy nadzoru wkraczają niemal wyłącznie wtedy, kiedy dochodzi do konfliktów albo wtedy, kiedy trzeba dopełnić jakichś formalności. Nawet dobór tematyki szkolnych lekcji religii może odznaczać się pewnym poziomem swobody. Można sobie np. wyobrazić poszerzanie lub pomniejszanie zakresu tematów zgodnie z wyrażonymi oczekiwaniami katechizowanych. Podsumowując – wszystko, co i jak dzieje się na katechezie zależy od katechetów. Ogromna autonomia i nie mniejsza odpowiedzialność.

Nie znam statystyk ani badań na temat rotacji zatrudnienia katechetów. Jakiś ruch kadrowy na pewno występuje ale jestem przekonany, że większość nauczycieli religii pracuje stacjonarnie w jednym miejscu przez długie lata. Ten fakt znacznie podnosi poziom ich odpowiedzialności. Mając długoletni wpływ na religijne formowanie umysłów mogą oni albo wychowywać roczniki sojuszników Kościoła albo hodować zalążki opozycji – wszystko w ich rękach. Nie wyłącznie w ich rękach ale przeważająco. Nawet jeśli młodzież zacznie sięgać do innych źródeł i popisywać się na lekcjach „ekskluzywną” wiedzą o Kościele, katecheta zawsze może nadawać jej odpowiednią interpretację.

Uczciwe przedstawianie Kościoła, w taki sposób, aby młodych do niego nie zniechęcać, ma być najważniejszym zadaniem katechetów. Kiedyś chodzenie na religię miało wymiar sprzeciwu wobec ustroju komunistycznego, niektórzy posyłali dzieci na katechezę lub sami w niej uczestniczyli robiąc w ten sposób na złość władzy. Takie były kiedyś czasy. Dziś sytuacja jest całkiem odwrotna. Chodzenie na religię uważane jest przez niektórych przejaw uległości wobec Kościoła. Osoby uczestniczące w katechezie szkolnej bywają niekiedy przymuszane do tłumaczenia się przed rówieśnikami z tego obciachowego postępku. Takie mamy teraz czasy.

Najgorsze, co może dziś robić katecheta to po pierwsze bezrefleksyjnie realizować program nauczania, zwłaszcza w szkołach gimnazjalnych i wyżej, po drugie formułować swoją narrację w stylu sentencji wyroków Sądu Najwyższego. Jeśli wytyczna biskupa Kusza ma być zrealizowana, to trzeba pokazywać Kościół nie tylko przez pryzmat programu nauczania i elementów doktryny ale także przez pryzmat osobowości katechety, jako świadka tego wszystkiego. Uczniowie nie wiedzą, że katecheta otrzymał misję i musi sobie radzić, myślą raczej, że to ktoś posłany przez Kościół, kto chce ich im pomagać poznawać Boga, pogłębiać wiarę w Niego. Stykając się z katechetą uczniowie uzupełniają swój obraz Kościoła – Kościół jest dla nich taki, jaki jest katecheta. Katecheta musi być tego świadomy, musi powiadać własne poczucie Kościoła i musi umieć się nim dzielić. Bo jeśli dzieli się tylko wiedzą ze studiów to daremny jego trud – w dobie Internetu nie o to się rozchodzi. Jeśli rozgrywają się akurat ważne dla Kościoła wydarzenia albo toczą się interesujące debaty – nie może ich (debat) zabraknąć na katechezie. Bo przecież katecheza to nie tylko historia dogmatów i zbiór zakazów. Poza tym, o ile wtręty na temat osobistych wrażeń polonisty o czytanym na lekcji wierszu można uznać na nieprofesjonalne, o tyle dyskretne dzielenie się przez katechetę dojrzałym przeżywaniem własnej wiary – może być dla katechizowanych inspirujące, być może także budujące. Przez uczniów katecheta bywa czasem traktowany jako gorszy gatunek nauczyciela, bo stopnie, które może postawić, nie posiadają takiej siły rażenia, jak np. stopnie na matematyce, bo ocena końcoworoczna to tylko ocena z religii, wlicza się tylko do średniej. Katecheta powinien być ponad tym, powinien być bardziej wychowawcą niż nauczycielem i jako wychowawca powinien pamiętać o opcji fundamentalnej dla katechetów, która w wolnym tłumaczeniu brzmi primum non nocere.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>