Bezkonkurencyjna katecheza w Kaliszu! (bo etyka jest dla odstępców)

Katecheza szkolna słusznie wróciła do szkół na początku lat ’90. Ten fakt był wyrazem dziejowej sprawiedliwości. Sposób obecności religii w szkole wymaga jednak ciągłej dyskusji, bo mimo – wkrótce –ćwierćwiecza od czasu, kiedy wróciła, wiele rozwiązań jest nadal jedynie prowizorycznych. Trwale ukształtowane zostały niektóre tematy dotyczące statusu nauczycieli religii: są zasadniczo normalnymi nauczycielami, pobierają wynagrodzenie, prowadzą dokumentację, uczestniczą w pracach szkoły.

Kilka dziwolągów prawnych jednak straszy np. katecheci nie mogą pełnić funkcji wychowawców ale – co ciekawe – mogą być dyrektorami szkół! Jeśli wyjaśni mi ktoś tę zagwozdkę – stawiam kawę z dowolnym załącznikiem. Przyznam się na marginesie, że jedną z ważniejszych moich niespełnionych zawodowych ambicji był brak możliwości bycia wychowawcą. Myślę, że dopiero pełnienie tej funkcji pozwala być nauczycielem na serio, inne zadania to tylko namiastki. Nauczyciel, który nie jest wychowawcą, jest jak kierowca TIRa, który niby ma papiery na 18-kołowca ale jeździ tylko osobówką. Z czym do ludzi…? Ale o wychowawcach innym razem.

Inny dziwoląg prawny dotyczący katechetów wiąże się z ich zatrudnianiem. Dyrektor szkoły posiada  swobodę – przyjmijmy takie założenie – w zatrudnianiu nauczycieli, za wyjątkiem właśnie katechetów. Katecheci są bowiem wyznaczani przez proboszczów parafii na terenie których znajduje się szkoła. Czyli w zakresie zatrudniania katechetów dyrektor jest ubezwłasnowolniony – przyjmuje do roboty tego, którego przyśle proboszcz. Niektórzy dyrektorzy idą dalej i twierdzą, że nie mają podstaw prawnych do oceniania pracy katechetów – to mogą rzekomo tylko diecezjalni moderatorzy lub katechetyczni metodycy. Funkcja katechety jawi się więc w gronie pedagogicznym, jako twór mocno osobliwy, z zakazami, przymusami i wyjątkami.

Dziwna rzeczywistość prawna nie musi jednak wcale przekładać się na praktykę pracy tych nauczycieli, czy to jako katechetów, czy jako członków grona pedagogicznego! Bo to osobowość, przygotowanie pedagogiczne i metodyczne decydują o tym, co w pracy nauczyciela najważniejsze. No i ksiądz proboszcz: jeśli ma szczęście do dobrze przygotowanych do pracy w szkole katechetów i o nich dba – jest super. Jeśli nie – wtedy rozpoczyna się ciąg porażek. Zły katecheta robi, co i jak chce, a rodzice – póki jaskrawo nie przesadza – akceptują dziwactwa nawiedzonych lub aroganckich nauczycieli religii – dla świętego (nomen omen) spokoju. Większy problem rozpoczyna się później, kiedy swobodę w formułowaniu poglądów zyskują sami uczniowie.

A największy problem to rozdźwięk między szkolną katechezą a kościołem parafialnym. Pozytywne wrażenia z katechezy szkolnej wpływają pozytywnie na zaangażowanie parafialne, negatywne – przeciwnie. Oczekiwanie, że rodzice lub sami starsi uczniowie, będą budować mosty nad fosami, które słabsi katecheci pogłębiają wokół parafialnych kościołów – jest nieporozumieniem. Bp Gerard Kusz miał kiedyś powiedzieć do katechetów (osobiście tego nie słyszałem), że pierwszym ich zadaniem jest „nie zniechęcać do Kościoła” – tylko tyle. Można więc powiedzieć, że choć poprzeczka podstawowych wymagań leży na ziemi, to niektórym i tak trzeba by ją zakopać. Np. kurialistom z Kalisza, którzy w swojej mocno ograniczonej dalekowzroczności orzekli, że deklaracja chodzenia na etykę zamiast na religię jest formą pisemnego porzucenia wiary (apostazja). Tylko czekać, aż w Kaliszu za niechodzenie na religię i chodzenie na etykę zaczną pomijać przy komunii św., nie dopuszczać do ślubów, wykreślać z księgi chrztów.

Przeor Jasnej Góry, z wykształcenia teolog duchowości, został niedawno biskupem pomocniczym w Kaliszu. Może ekscelencja opamięta lokalnych inkwizytorów i pomoże im zrozumieć, że znaczenie pisemnych deklaracji dla weryfikowania czyjejkolwiek wiary, jest niewielkie. W przeciwieństwie do pism wychodzących z kurii – one mogą czasem poważnie szkodzić.

Ale – jak to w Kościele – są na szczęście różne punkty widzenia. http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,19782,prymas-polski-do-katechetow-wiecej-odwagi.html Mam nadzieję, że kurialiści księdza prymasa nie piszą takich instrukcji „duszpasterskich” jak przepobożni sąsiedzi z Kalisza.

Komentarze

  1. Październik 14, 2014

    Łukasz Odpowiedz

    Ok, pytanie do autora – jak myślisz co będzie dalej?

  2. Październik 14, 2014

    Gospodarz Odpowiedz

    Zbyt ogólnie pytasz Łukasz, jeśli chodzi o temat restrykcyjnych instrukcji katechetycznych, to moim zdaniem – mamy to już za sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>