Body/Ciało

Bywają filmy, po których refleksje widza przybierają postać niedokończonej rozprawki. Tak dzieje się zwłaszcza wtedy, kiedy film rozgrywa się na kilku różnych, przeplatających się piętrach rzeczywistości, którymi reżyser zręcznie i niepostrzeżenie żongluje. Mam wrażenie, że taki właśnie jest film Małgorzaty Szumowskiej Body/Ciało. On jest trochę o rodzinie (wartości), trochę o zaburzeniach psychosomatycznych (fizyczność), a trochę o duchach (nadprzyrodzoność). Takie wielopoziomowe prowadzenie narracji wywołuje dezorientację ale też nie zostawia widza obojętnym.

Najpierw myślałem, że jest to film o anoreksji lub bulimii, a koncept reżyserki jest taki, że w sposób sobie właściwy pozwoli nam Szumowska, krok po kroku, z dozą właściwej sobie ekstrawagancji, odkrywać przyczyny takich przypadłości. Pudło. Potem zwróciłem uwagę na pokręcone relacje ojca z córką, z którymi każdy z nich z osobna (bardzo z osobna) próbuje sobie radzić. Ślepa uliczka. Wreszcie dostrzegłem wymiar nadprzyrodzony – medium kontaktujące się ze zmarłą żoną i matką powinno gdzieś pod koniec uporządkować całe to pogmatwane życie głównych bohaterów – pozostaje czekać. Pod koniec jednak miłe zaskoczenie – Body/Ciało nie jest apoteozą spirytyzmu. O czym więc jest ten film?

Ciekawym wątkiem są w nim napięcia między rolami, jakie przybierają ludzie w życiu. Można z (powiedzmy) powodzeniem łączyć rolę nowoczesnej, profesjonalnej terapeutki z losem poranionej matki i niedojrzałej córki. Można być twardo stąpającym po ziemi i odważnym prokuratorem, a jednocześnie bojaźliwie wierzyć w samozapisujące się kartki złożone w określony sposób do szuflady. Można też być zamkniętą w sobie, zbuntowaną, wulgarną córką, potrafiąc jednocześnie cieszyć się z prostych gestów takich jak końcowy odlot umęczonej przedłużającym się seansem pani medium. Nikt z bohaterów nie jest do końca takim, jakim się prezentuje – jest zawsze kimś więcej albo… kimś mniej. Podoba mi się taka kreacja, bo wydaje się wiarygodna, solidnie oparta na życiowych doświadczeniach każdego z nas. W filmie Szumowskiej te różnorodne strony osobowości bohaterów są może bardziej wyraziste niż bywają w świecie poza kinowym ale prawidła filmu trzeba uszanować, a tutaj – także docenić. Taki niejednorodny, poszerzony obraz bohaterów i odkrywanie skomplikowanych meandrów ich osobowości daje widzowi nieskrywaną satysfakcję. Tym bardziej, że reżyserka pokazuje swoich bohaterów z dystansu i nienachalnie. Widz nadąża – ma czas, aby sam siebie przekonać do swoich spostrzeżeń, aby samemu sobie potwierdzić własne konkluzje.

Jest też w tym filmie wiele innych aspektów, które przydają mu wartości. Świetny debiut zaliczyła Justyna Suwała, psychologicznie wiarygodna okazała się Maja Ostaszewska w roli kontrowersyjnej terapeutki. W postaci ordynatora ze szpitalnego oddziału udało się Szumowskiej, w dwóch krótkich  wejściach tej postaci, zawrzeć dosadnie kwintesencję polskiej służby zdrowia: „kontrakt dla szpitala się skończył ale zapraszam do prywatnego gabinetu, będziemy radzić!” Janusza Gajosa – dyskretny i minimalistyczny ten jego prokurator ale mistrz potrafi.

Momentami czuje się tam gdzieś między scenami klimat Kieślowskiego, jeden z dialogów wydaje się niemal dosłownym zapożyczeniem z Dekalogu 1. Charakter tego filmu jest zaskakujący, może to odczucie bierze się z wrażeń, jakie wywołał poprzedni, dosadny obraz Szumowskiej. W Body/Ciało pokazała jednak, że jest reżyserką bardziej uniwersalną i potrafi nie tylko brawurowo opowiedzieć pikantną historię ale umie też stworzyć klimat do refleksji. Warto było ten film zobaczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>