Bogowie

Spełniając zabrzańsko – patriotyczną powinność wybrałem się wreszcie na film „Bogowie”. Nie jest to już ten czas, kiedy brakowało wolnych miejsc i przychodząc na seans bez rezerwacji można było zapomnieć o wejściu. Teraz w kinie spotkałem kilkanaście osób, średnia wieku w okolicach mojej (taka nie za niska, nie za wysoka) ale wystarczająca, aby chrupiąc popcorn poczuć, że robi się coś obciachowego. W momentach ciszy zastygałem więc w umiarkowanym szczękościsku.

Film wydaje się niezły. Najlepszą rekomendację słyszałem jakiś czas temu w holu TV Silesia, gdzie mimochodem przysłuchiwałem się rozmowie kilku operatorów oczekujących na wyjazd w teren. Chłopaki opowiadali sobie branżowe historie o tym, jak Spilberg miał kręcić we Wrocławiu, ktoś tam w Warszawie no i o „Bogach”. Jeden z nich powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci: „Dobrze opowiedziana historia. Normalnie się wkręciłem, nie patrzałem jak stoją, jak świecą, tylko wkręciłem się z opowieść, dawno tak nie miałem”. Można więc uznać, że warsztatowo film jest całkiem sprawnie nakręcony. Podobnie aktorstwo wydaje się znakomite. Adamczyk jako papież, Więckiewicz – Wałęsa, Kot jako Religa to bardzo wiarygodne kreacje o podobnej sile przekonywania. Podobał mi się też dobór aktorów do ról Zembali i Bochenka – choć podobieństwo do pierwowzorów nie jest powalające, to mniej znane twarze aktorów pozwalały śledzić ich losy bez obciążenia jakie spowodowałoby obsadzenie w tych rolach gwiazd. Film jako utwór artystyczny jest na pewno zgrabnie wykonany. Czas pokaże, czy stanie się laureatem prestiżowych festiwali.

Interesujący jest ten utwór w warstwie treściowej. Bohaterowie filmu zdają się żyć i działać obok siebie, niejako w pojedynkę, skupieni na zadaniach, na pracy, na rozwiązywaniu problemów. Ledwie zaznaczona jest w filmie więź małżeńska państwa Religów ale poza tą i tak metafizyczną relacją innych próżno tam szukać. Nie ma żon, mężów, dzieci, kochanków, romansów. Taka optyka prezentacji relacji jest zapewne projekcją stylu Religi, dla którego liczyła się głównie praca i od współpracowników wymagał pełnej zawodowej dyspozycyjności. Stresujące sytuacje rozładowywane były alkoholem i wulgaryzmami. Te ostatnie, to ciekawostka, nigdy bodaj nie padają pod adresem drugich, to zawsze jedynie katalizatory negatywnych wewnętrznych emocji. Stara szkoła przeklinania?

Mój niedosyt wzbudził temat przeszczepów serca. Rozumiem, że nie o tym był ten film ale jednak wokół tego tematu skupiała się jego akcja, a temat został ledwie zarysowany. Pokazano wyraźną opozycję środowiska lekarskiego wobec transplantacji serca, pokazano opozycję umiarkowaną, dyskretnych sojuszników, dotknięto problemów moralnych, stereotypów związanych z przeszczepem serca. Zostało to jednak ukazane z takim dystansem, że momentami można mieć wrażenie, że Religa wraz z zespołem pracuje w „Bogach” trochę jak Linda i Lubaszenko w „Operacji Samum” – równi goście, którzy robią niebezpieczną ale fajną robotę. Być może takie były u nas początki transplantologii, nie wiem. Wątek dylematów etyczno – moralnych związanych z transplantologią został ograniczony do jednej krótkiej rozmowy. Być może faktycznie tej refleksji wówczas, w połowie lat ’80, jeszcze u nas nie było? Encyklika Evangelium vitae, która o zgodzie na pobranie narządów do transplantacji mówi jako o szczególnym wyrazie miłości bliźniego, została opublikowana 10 lat później. Tymczasem sekwencje zgonów pierwszych pacjentów operowanych w zabrzańskiej klinice oraz wizyta prokuratora w szpitalu potęgują realistyczną dramaturgię tamtych wydarzeń.

„Bogowie” będą artystycznym przyczynkiem do historii odważnego pasjonata, wizjonera, który rozpoczynając w Polsce w połowie lat ’80 program przeszczepów serca wprowadził naszą kardiochirurgię do światowej ekstraklasy. Po obejrzeniu tego filmu przyszła mi ochota na przeczytanie książki o początkach zabrzańskiej kliniki, najlepiej gdyby była autorstwa prof. Mariana Zembali. Problem w tym, że takiej książki jeszcze nie ma i nie wiadomo czy- i kiedy będzie. To byłaby arcyciekawa historia, myślę że znacząco uzupełniająca filmową narrację. Póki co polecam film – jako szkic do życiorysu Zbigniewa Religi oraz zachętę do przemyślenia  spraw ważnych, ważnych także dla każdego z nas.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>