Co zmieniła zmiana ustawy?

MEN na swojej stronie publikuje zgrabne omówienie zmian wprowadzonych do ustawy o systemie oświaty. Nieco rozszerzoną notatkę na temat zmian publikuje na swojej stronie Kancelaria Prezydenta. Sam tekst ustawy zmieniającej jest natomiast dostępny na stronach Sejmu.

Jest jedna zmiana, która w ferworze zupełnie zbędnych i lekkomyślnych decyzji nosi znamiona zmiany rozsądnej. Jest to przewidziane z zmienionej ustawie możliwość posłania 6-latka do szkoły bez ubiegania się o opinię poradni psychologiczno – pedagogicznej. Opinia taka będzie wymagana jedynie w przypadku, gdyby idący do szkoły 6-latek nie był (w wieku lat 5) objęty wychowaniem przedszkolnym. Można powiedzieć, że rodzice będą mogli teraz faktycznie decydować, kiedy posłać dziecko do szkoły. Od samorządów będzie zależało, czy zostawią tę decyzję rodzicom czy też we współpracy ze szkołami będą organizować narady, konsultacje i promować dobre wzorce działania. Fakt, że 6-letnie dzieci pewnego małżeństwa z Warszawy zostały przez ich rodziców uznane na niegotowe do rozpoczęcia nauki szkolnej, wcale nie oznacza, że inni rodzice powinni tak samo decydować wobec swoich dzieci. Tym bardziej, że dzieci w tym wieku są gotowe do podjęcia nauki w formach szkolnych i w związku z tym ogromna liczba krajów europejskich ustaliła wiek gotowości szkolnej na poziomie lat 6. My z naszą „7” jesteśmy obecnie w zdecydowanej mniejszości. Trudno rządzącym tę zmianę uzasadnić (psychologicznie, wychowawczo, programowo), więc nachalnie podkreślają, że to rodzic powinien decydować. Nie mam żadnych wątpliwości, że jest to wyłącznie pusta, cyniczna zagrywka „pod publiczkę”. Przeciwko wprowadzonemu rozwiązaniu nie będzie protestów w tej skali, w jakiej protestowano przeciwko obniżeniu wieku gotowości szkolnej (inicjatorzy protestów zebrali 1.000.000 podpisów na poparcie swoich żądań). „Strategiczne” myślenie rządzących jest takie: żądania uprzednio protestujących (ten 1.000.000 podpisów!) zostaną zaspokojone, a więc będą oni nas popierać. Szczerze wątpię. Oni nie manifestowali miłości do PIS. Raczej sformułują kolejne żądania, na poparcie których zbiorą podpisy.

Pomijam w tym wątku (choć nie powinno się tego pomijać) skutki organizacyjno – kadrowe wprowadzonej zmiany. W szkołach sytuacja będzie następująca: siedmiolatki, które od września obowiązkowo muszą pójść do pierwszej klasy, już w niej są, bo rozpoczęli edukację jako 6-latki. Od września przejdą więc do klasy II. Do klas I przyjdzie natomiast garstka siedmiolatków, które nie poszły w zeszłym roku do klas I (np. część dzieci urodzona w II półroczu 2008 roku) oraz garść sześciolatków. Skutek organizacyjno – kadrowy dla szkoły będzie taki, że np. w szkołach w których były trzy klasy pierwsze powstanie we wrześniu jedna. I ta jedna klasa pierwsza będzie później jedną klasą drugą, jedną klasą trzecią, jedną klasą czwartą itd. Do prowadzenia jednej klasy potrzeba znacznie mniej nauczycieli niż do prowadzenia trzech klas. Skutki organizacyjno – kadrowe będą więc opłakane. Emocje zaczną się na przełomie maja i czerwca, kiedy nauczyciele otrzymają wypowiedzenia. Ale jeśli rodzice mają decydować, to niech decydują. Jeśli nauczyciele albo związki nauczycielskie będą protestować, to się powie, że bronią swoich przywilejów, że mają 2 miesiące urlopu, że pracują tylko 18 godzin na tydzień i ciemny lud to kupi.

PIS popełnił szkolny błąd. Zrównoważone zarządzanie (nie tylko państwem) polega na tym, żeby unikać robienia czegoś kosztem czegoś innego albo czegoś kosztem kogoś. Zawsze trzeba dążyć do harmonijnego, zrównoważonego rozwoju, zwłaszcza w systemie oświaty, który wyjątkowo źle znosi radykalne decyzje. Hipotetyczne zadowolenie części rodziców oznacza sprzeciw innej części rodziców oraz problemy nauczycieli, szkół, gmin. Należało raczej spokojnie kontynuować przyjęty przez poprzednią ekipę kierunek dobrych zmian. Wiele procesów, które wdrożyła w edukacji PO, to działania dobre, które można rozwijać i doskonalić, bo oświata jest obszarem wybitnie niepolitycznym.

Inne zmiany wprowadzone w ustawie są dla obywateli mniej ważne. Zwróciłbym tylko uwagę na możliwość „kontynuowania nauki” w klasie I lub II na wniosek rodziców. O co chodzi? Ni mniej, ni więcej chodzi o to, że nowe przepisy dając rodzicom możliwość decydowania o momencie rozpoczęcia edukacji szkolnej, pozwalają im także decydować o powtarzaniu klasy przez dzieci w pierwszych latach w szkole (nie nauczycielom, radom pedagogicznym ale rodzicom!). Jest to rozpaczliwa próba zniwelowania katastrofy organizacyjno – kadrowej w szkołach, o której mowa wyżej. Trudno mi sobie wyobrazić, aby jakaś istotnie liczna grupa rodziców miała możliwość na tyle całościowej i trochę porównawczej oceny postępów swoich dzieci, aby ewentualnie zdecydować o powtarzaniu przez nie klasy. Poza tym w powszechnym odbiorze powtarzanie klasy jest porażką, a w powszechnej praktyce przyjmuje się obecnie, że w klasach I – III uczniowie klas nie powtarzają. Sugestia zawarta w nowej ustawie pozornie wygląda przyjaźnie ale w rzeczywistości jest to idiotyzm potęgujący zamieszanie. Uderzająca jest też propagandowa nowomowa: zamiast „powtarzania klasy”, „drugoroczności”, „siedzenia” lub w wersji potocznej „strzelenia kibla” mamy teraz ustawowe „kontynuowanie nauki”. Czy rady pedagogiczne dopasowały już swoje przestarzałe uchwały o „niepromowaniu uczniów do klasy programowo wyższej” na „umożliwienie kontynuacji nauki w klasie programowo tożsamej”…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>