Czekają nas utrudnienia w… dostępie do centrów handlowych!

„Pierwsza niedziela bez handlu: kto za? kto przeciw?” – pytają w tych dniach obiektywne media. Uważam, że wolne od handlu niedziele są pomysłem bardzo dobrym. Czy i w jakim stopniu poprawią one sytuację pracujących – bo głównie o to w nowym prawie chodzi – na rezultaty trzeba będzie poczekać. Zobaczymy, w jaki sposób rynek zaadaptuje nowe przepisy. Nie mam jednak wątpliwości, że choć budzą one kontrowersje, to ich uchwalenie jest krokiem we właściwym kierunku. Cała sensacja, jaka rodzi się wokół tego tematu, zasadza się na założeniu, że większość ludzi albo robi w niedzielę zakupy albo, jeśli zechce, robić je może. Dlatego nowy ustawowy zakaz jest komentowany, jako po pierwsze – wątpliwie skuteczny, jeśli chodzi o dolę pracowników, a po drugie – jako nadmiernie ingerujący w sferę prywatnego życia obywateli. Chcę się skupić na tym drugim zarzucie. Czy większość ludzi robi zakupy w niedzielę – nie jestem przekonany. Trzeba jednak zacząć od zdefiniowania, co rozumiemy dziś pod pojęciem zakupów…?

Dawnymi czasy zakupy polegały na tym, że skoro świt ustawiało się w kolejce (i to nie jednej), aby np. zwiększyć prawdopodobieństwo zdobycia czegoś potrzebnego do jedzenia. To zjawisko porządkowało wielu ludziom rytm dnia i tygodnia i generowało ogromne emocje. Liczył się spryt, operatywność, kontakty towarzyskie, koligacje rodzinne, odrobina aktorstwa, czasem także temperament, kondycja i tężyzna fizyczna mogły mieć znaczenie dla ostatecznego powodzenia lub niepowodzenia w zakupach. Takich zakupów już się nie robi. Dziś, żeby kupić coś do jedzenia, wstępuje się do sklepu (sklepów) o absolutnie dowolnej porze dnia (nocy) czy tygodnia. Wątpię, żeby najpotrzebniejsze zakupy były robione tylko lub głównie w niedziele. O co więc ustawodawcy i krytycznym komentatorom chodzi? Chodzi o to, że w międzyczasie wytworzył się u nas inny model „zakupów”, jakiego wcześniej nie było. Polega on na tym, że w pojedynkę czy w grupie (rodzinnie, towarzysko) niektórzy ludzie udają się w niedziele do galerii handlowych, aby tam spędzać czas. Oglądają wystawy, spożywają posiłki, piją kawę, spotykają się z innymi, czytają książki lub prasę. Przy okazji robią czasem jakieś drobne zakupy, dorabiają klucze, oddają odzież do prania, bawią się z dziećmi… Oferta, jaką tworzą ludziom współczesne centra handlowe, jest bardzo bogata i bogactwo to nie jest niczym złym. W Katowicach przy jednym z centrów handlowych można nawet w niedzielę wziąć udział w mszy św. Nowy ustawowy „zakaz handlu” w niedziele dotyczy więc zakazu korzystania z tych wszystkich (i wielu innych) możliwości, przy czym, dla uproszczenia przekazu, nazywa się ów zakaz „zakazem handlu”. Z punktu widzenia dużej części ludzi nie zakupy są w niedzielę istotne – chodzi o formę spędzania czasu. Nieco inaczej sprawa wygląda z punktu widzenia pracowników centrów handlowych. Oni, aby zapewnić to niedzielne bogactwo możliwości, muszą być w niedzielę w pracy. To jest niesprawiedliwe.

Nowe przepisy wychodzą naprzeciw potrzebom życia rodzinnego. O więzi rodzinne trzeba się troszczyć, nie mniej niż o pracę, a najlepsze ku temu są dni wolne od pracy, zwłaszcza wolna niedziela. Do spędzania z rodziną wolnych niedziel (inaczej niż na szeroko rozumianych zakupach) trzeba będzie stopniowo przywyknąć. Tego trzeba będzie niejednokrotnie wręcz się nauczyć. Co ważne, może się okazać, że to „bezzakupowe”, rodzinne spędzanie czasu nie będzie bezkosztowe, a kto wie, czy nie okaże się droższe? Kto żyje w innym układzie niż rodzinny – również zostanie wkrótce postawiony wobec konieczności zrezygnowania ze spędzania niedziel w galeriach handlowych. Zwrócenie uwagi na konieczność zdystansowania się od możliwości konsumpcji na rzecz zainteresowania się np. udziałem w wydarzeniach kulturalnych czy sportowych uważam za bardzo cenne. Wdrożenie tego dalekowzrocznego zamierzenia do szerokiej realizacji będzie jednak wymagało czasu. Trzeba też uczciwie przyznać, że choć idea tej ustawy wydaje się bardzo słuszna, to trudno przewidzieć jej wszystkie konsekwencje. Od wprowadzonego zakazu handlu w niedzielę istnieje szereg wyłączeń (zob. grafika niżej), a pomysłowość ludzka, jak wiadomo, nie zna granic. Jeśli więc z czasem okaże się, że poprawa losu pracowników nie nastąpiła w takim zakresie, jak oczekiwano, należy się spodziewać korekty nowych przepisów. Oby nie była to korekta taka, jak na Węgrzech, gdzie po jakimś czasie obowiązywania podobnej ustawy – wycofano się z niej.

Dla jednych niedzielny zakaz handlu będzie zamachem na wolność działalności gospodarczej i prawa konsumenta, dla innych – może to oznaczać wydłużenie czasu pracy w innych dniach, niższe premie; dla jeszcze innych (np. pracujących w weekendy studentów studiów dziennych) zakaz handlu w niedzielę może oznaczać ograniczenie wymiaru zatrudnienia lub wręcz utratę pracy. Dla inwestorów, których czasem udaje się pozyskać, będzie to zła wiadomość, bo w wolne niedziele ich kapitał nie będzie się pomnażał. Dla wielu pracowników wolna niedziela będzie natomiast jedynym w tygodniu dniem wolnym od pracy! Póki co, wolne będą tylko niektóre niedziele, ale docelowo, za dwa lata – wszystkie będą wolne i ten przyszły stan docelowy bardzo mi się podoba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>