Człowiek stary i świecki wcale nie musi być staroświecki!

Jestem już trochę stary i bardzo świecki ale nie sądzę, żebym był staroświecki. Staroświecki, w narzeczu młodzieżowym – zgred, kojarzy się negatywnie. Może to jeszcze nie jest kategoria dinozaurów ale już blisko. Jestem przedstawicielem grupy społecznej, której wiek zaczyna się od cyfry „4”, a więc takiej, która dzieciństwo i młodość zaczynała świadomie przeżywać pod koniec lat 70, a skończyła na początku 90 (wersja optymistyczna: w latach 90). Wtedy też, a było to w latach 80, kiedy nie było jeszcze komputerów, Internetu ani nawet smartfonów (tak, były takie czasy), też słuchaliśmy muzyki. Wybór nie był tak duży jak dziś ale coś tam jednak puszczali. Miało się swoje upodobania, zbierało się plakaty, przegrywało kasety magnetofonowe – było git.

W pewnym momencie dowiedziałem się o istnieniu takiej muzyki jak heavy metal – trudno było mi pojąć, o co tam się rozchodzi. Pamiętam jak kuzyn wycyganił ode mnie jeansową kurtkę za jakąś unikatową kasetę audio, a potem obciął tej kurtce rękawy, postrzępił końcówki i wymalował na plecach jakiegoś potwora i zrobił napis „IRON MAIDEN”. Wtedy nie można było sobie wygooglować, co to znaczy, więc musiałem prowadzić rozpoznanie metodami operacyjnymi. I tak odkryłem heavy metal. Tzn. odkryłem, że istnieje. Zrodziło mi się głębokie współczucie dla słuchających tego typu dźwięków – dla wykonawców też ale mniejsze. Okazało się, że słuchając tej muzyki, trzeba się stylowo ubierać (co on zrobił z tą kurtką??), nawet zeszyty i tornistry miały jakieś „metalowe” oznaczenia. Za każdym razem, kiedy była okazja posłuchania próbki metalowej twórczości miałem głębokie poczucie totalnej obcości, niezrozumienia i tego współczucia, o którym wspomniałem. To nie były moje melodie, to nie był mój świat.

Wśród tych wszystkich pasjonatów metalu zaczęła z czasem krążyć nazwa „HALLOWEEN” – kolejne hałaśliwe szarpidruty i czupiradła. Nie mam pojęcia o co im chodziło, co mieli do przekazania. Horror, piekło, agresja – to były podstawowe skojarzenia postronnego odbiorcy. Z resztą mówiło się wtedy o jakimś „zespole muzycznym”, który energetyczny i porywający koncert zakończył rozwaleniem swoich gitar. Nie pamiętam szczegółów ale było to na pewno w nurcie „muzyki metalowej”, bo przecież nikt inny nie byłbym takim idiotą. Grupa szkolnych metali łyknęła jednak i ten zespół – poznałem po napisach na odzieży. Do dziś nie wiem, co to było za zjawisko – ten heavy metal, z resztą podobno dalej to istnieje i zbiera swoje żniwo. Słyszałem o jednym gostku, który trafił do egzorcysty, bo miał jakieś omamy, myślał, że jest opętany. Ale doświadczony ksiądz, gdy wydobył z niego wiadomość, że młodzieniec w skórze codziennie siada między dwoma głośnikami i słucha na ful metalu, polecił mu po prostu skręcić trochę volume, a najlepiej odstawić ten repertuar. Nie wiem, co było dalej z gostkiem ale zakładam, że pomogło, choć nie zdziwiłbym się, gdyby i psychiatra musiał dołożyć coś od siebie.

Potem jakoś tak niepostrzeżenie pojawiła nazwa „halloween” w innym kontekście, którego nie wychwyciłem od razu. Chodziło o jakieś zabawy w duchy, czy z duchami – przyszło to podobno z Ameryki, nie wiem dokładnie. Przegapiłem to zjawisko, bo źle mi się kojarzyło. Uznałem, że to jest znów ten horror, piekło, agresja. I tak już zostało do dziś. Choć zdaje się, że żaden to horror i żadne piekło, a jedynie dziwaczne zabawy w straszydła. Trochę mnie dziwią publicyści, którzy wytaczają przeciwko głupawym zabawom pod szyldem „halloween” armaty doktrynalnych argumentów. Taka amunicja – a nie kapiszony – przydałyby się bardziej na innych frontach, gdzie rzeczywiście dzieje się zło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>