Czy Chrystus należy do Kościoła katolickiego…?

Opublikowano już dokument końcowy zamkniętego dzisiaj synodu biskupów o rodzinie (wraz z wynikami głosowania nad poszczególnymi jego punktami!). Istnieje już też kilka dobrych, treściwych, wzajemnie się uzupełniających, podsumowań Synodu autorstwa m.in. takich publicystów jak Konrad Sawicki, Tomasz Bielecki, Jarosław Makowski, Tomasz Terlikowski, moje (choć nie tylko moje) parę zdań. Wśród tych refleksji pojawił się dziś komunikat polskich uczestników synodu abp. Gądeckiego, abp. Hosera i bp. Wątroby.

Nie od dziś mam wrażenie, że nasi biskupi zatracili umiejętność komunikowania się z wiernymi. Z komunikatu bowiem wynika, że na synodzie doszło do kilku przypomnień, odświeżeń świadomości, do przeżycia doświadczeń (jedności Kościoła i jego różnorodności), do potwierdzeń (aktualność nauczania Jana Pawła II o rodzinie), wystosowano kilka zaproszeń: do wszystkich do uczestnictwa w mszy św., do zgłębiania Słowa Bożego, do wychowywania dzieci w wierze… Opierając się na tym komunikacie można zadać sobie pytanie, co oni tam robili przez te trzy tygodnie…? Jeśli doszli do konkluzji w rodzaju zaproszenia wszystkich do uczestnictwa w mszach św. – no, no!

Pełen mądrych słów choć w istocie zasmucająco ubogi w treści komunikat wskazuje na to, że w Watykanie nic ważnego nie zaszło. Typowa nasiadówka, jedna z wielu. Nie ma czym się interesować. Nie ma o czym pisać, więc tylko tak ogólnie zwrócili się nasi biskupi do rodzin, o których tam niby tyle rozmawiali. Zupełnie sensacyjne jest jednak w tym kontekście wyznanie, że biskupi teraz zastanawiają się, w jaki sposób przesłanie tego synodu wprowadzić w życie. Wskazywałoby ono, że coś tam jednak zaszło i jest to coś na tyle poważnego, że trzeba się teraz zastanowić co z tym dalej zrobić. Z komunikatu jednak nie dowiemy się, o co chodzi.

W potoku tych wszystkich przypomnień pojawiło się też zdanie o tym, że osoby rozwiedzione, żyjące w ponownych związkach cywilnych, powinny rozmawiać z księdzem, który pomoże im spojrzeć na ich sytuację oczyma Chrystusa Pana, w świetle niezmiennej nauki Kościoła katolickiego. To najbardziej intrygujące zdanie całego komunikatu! Czy to ma być jakaś pseudo-salomonowa formuła, z której ma wynikać, że rozwiedzeni w związkach cywilnych mogą i powinni oczywiście rozmawiać z księżmi ale i tak nic szczególnego z tego nie wyniknie, bo nauka Kościoła jest niezmienna? Gdzie więc to miejsce na „oczy Chrystusa Pana”? Czy „oczy Chrystusa” i „nauka Kościoła” są tym samym czy nie są? Chrystus jest związany nauką Kościoła czy może nie być? Nawiasem mówiąc, wygląda to trochę na usiłowanie zapisania Chrystusa do Kościoła katolickiego.

Bardzo zachowawcze przesłanie sformułowali na gorąco nasi ojcowie synodalni. Zostaje duży niedosyt. Jako że niewiedza nie znosi dziś pustki – niedosyt ten skutecznie uzupełniają media. Problem w tym, że czynią to różnie: jedni w sposób bardziej wyważony, wszechstronny inni – wybiórczy, skrajny. Wobec chowania głowy w piasek przez naszych biskupów jesteśmy jednak zdani na przedzieranie się przez gąszcz medialnych enuncjacji. Bo nie jest prawdą, że w Rzymie nic nie zaszło – nie po to była globalna ankieta i nie po to ubiegłoroczny synod nadzwyczajny, żeby teraz tylko przypomnieć, potwierdzić, odświeżyć, zaprosić… Kiedy za jakiś czas porównamy z komunikatem naszych biskupów postynodalną papieską adhortację (kiedy się ukaże), wtedy zauważymy, że wcale nie jest tak, że podsumowując synod, biskupi siedli na oklep na jakiejś doktrynalnej barykadzie i za nic nie mogli się zdecydować, po której stronie zejść i iść dalej. Wybór jest tylko teoretyczny, bo pasterze powinni być tam, gdzie owce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>