Czy można krytykować papieża w obronie Kościoła?

Mylą się ci, którzy żywią przekonanie, że papież jest nieomylny. Uroczyste nauczanie papieża może w pewnych okolicznościach, pod pewnym warunkami, posiadać walor nieomylności ale z tej formy nauczania Biskupi Rzymu korzystają rzadko. Ktoś mądry policzył to niedawno i wyszło, że liczba wszystkich nieomylnych papieskich wystąpień jest zdecydowanie jednocyfrowa. Jak na 2000 lat historii tego posługiwania to niewiele.

Nasz obecny papież dość wyraźnie różni się od poprzednika, a nawet od poprzedników. Komunikacyjne novum papieża Franciszka daje o sobie znać od pierwszych słów, jakie wypowiedział publicznie po swoim wyborze. Do zebranych wtedy na Placu św. Piotra i do milionów śledzących wydarzenia przed telewizorami papież zwrócił się słowami „dobry wieczór”. Czy można sobie wyobrazić bardziej zwyczajne powitanie? Założę się, że co pobożniejsze media przydały papieskim słowom należytej rangi, komentując je: „Ojciec święty powitał wiernych, a następnie…” Bo przecież papież nie powinien mówić po prostu „dobry wieczór”, jak to wygląda?

Żarty na bok. Kardynał Bergoglio zasadniczo poruszał się po mieście (Buenos Aires) komunikacją publiczną, żył wśród ludzi, rozmawiał z nimi ich językiem. Nigdy nie mieszkał też w pałacu. Watykański ceremoniał jest kompletnie obcy jego życiowym doświadczeniom. Na szczęście ceremonialne zabobony i konwenanse nie należą do prawd wiary, można je dowolnie reformować, co się zresztą dzieje. Papież dzwoni w różne miejsca i załatwia sprawy albo zapowiada ich załatwienie, co wcześniej nie miało miejsca. Papież rozmawia swobodnie z dziennikarzami towarzyszącymi mu podczas dalekich podróży. To podczas takich briefingów padały słowa zapładniające żarliwe umysły katolickich publicystów, jak chociażby „kim ja jestem, żeby ich oceniać?” (o homoseksualistach) albo „tysiąc razy wolę Kościół po wypadku, niż Kościół chory” (o zamknięciu Kościoła w sobie, jako chorobie) albo najnowszy tekst „katolickie rodziny nie muszą być jak króliki” (o dzietności małżeństw).

Wyobrażam sobie, że słuchanie Franciszka na żywo musi być doświadczeniem podobnym do rozmowy, nawet jeśli to tylko słuchanie. Nie do kazania czy wykładu ale do otwartej rozmowy. Z doświadczenia jednak wiem, jak trudno słuchać kogoś ze zrozumieniem, myśląc obsesyjnie tylko o sobie. Nieuświadomiona, egocentryczna niewola własnych nawyków myślowych jest jedną z najcięższych, w jakie można w życiu popaść – szczelnie zamyka na innych. Można skończyć szkoły, studia, kursy, seminaria duchowne, a w głębi umysłu pozostać tym samym, co przedtem Wojtkiem czy Pietrkiem. Obiektywnie trudno jest otworzyć swoje myślenie na novum, zwłaszcza jeśli ono nie pasuje do obrazu świata, który przez lata tak pieczołowicie się buduje. Novum jest obce i zagraża stabilizacji, w związku z tym novum nie poddaje się weryfikacji – falsyfikuje się je. Novum zasadniczo trzeba odrzucić. Pewnym problemem dla katolickich publicystów jest novum, które lansuje obecny papież. Ono, jak to novum, niezmiennie nie pasuje, jest obce, jakby zagraża ale odrzucić je – jakoś niezręcznie… Procesy myślowe, towarzyszące słuchaczom wypowiedzi papieża, przybierają rozmaite formy: mamy eksperckie analizy, dziennikarskie relacje, chwalące lub prześmiewcze felietony, luźne refleksje, apologie prawdziwej wiary (wobec ryzykownych twierdzeń Biskupa Rzymu), prywatne rozmowy, wpisy na niszowych blogach… Novum neutralizowane jest na wiele sposobów. Z zainteresowaniem przeczytałem niedawno tekst Tomasza Terlikowskiego poświęcony… problemom komunikacyjnym papieża! Publicysta, któremu papież nie pasuje do jego świata, namawia w nim Franciszka do większej precyzji wypowiedzi i do tego, aby unikał dawania broni mediom, które – jak wiadomo – manipulują. Chodziło o „króliki”.

Nie tylko Terlikowski ale także wielu innych chciałoby papieża bardziej wpisującego się w papiestwo, czyli w ukształtowany w pogmatwanej historii urząd, wiążący się z ceremoniałem, majestatem i nieomylnością. Z takim papieżem, jak Franciszek, ciężko wytrzymać. Nasz pęd do porządkowania świata wg modnych schematów albo egocentrycznych nawyków myślowych obejmuje też – niestety – papieża. Dlatego współczesny papież nie może być po prostu człowiekiem, świadkiem wiary (swojej i Kościoła). Jest stroną uwikłaną w spór z tradycjonalistami, przedstawicielem opcji reformatorskiej, rzecznikiem stronnictwa hierarchów postępowych, zwolennikiem rozwiązań opartych na prostych gestach, przeciwnikiem dawnych ceremoniałów… Można więc z nim polemizować, można go oceniać, klasyfikować, poprawiać, upominać. Można też ewentualnie Franciszka słuchać, przemyśliwać i naśladować ale bardziej efektowna zawsze będzie szpila wbita papieżowi… w obronie Kościoła.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>