Czy można zmierzyć skuteczność nauczania Kościoła w sprawie nierozerwalności małżeństwa?

Małżonkowie po rozwodzie, żyjąc w nowych związkach, nie mogą przystępować do komunii – czy można coś z tym zrobić? To jeden z 38 tematów, jakimi zajmują się w tych dniach uczestnicy nadzwyczajnego synodu biskupów zatytułowanego „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”. Tematów jest naprawdę 38 ale ten jeden jest dla mnie szczególnie interesujący. Wg GUS w roku 2013 rozwód wzięło w Polsce ponad 66.000 par małżeńskich, co stanowi 36,4% małżeństw w zeszłym roku zawartych. W innym ujęciu: skuteczność nauczania Kościoła w sprawie nierozerwalności małżeństwa wynosi 63,6%! Między rokiem 2012 a 2013 liczba rozwodów w Polsce wzrosła o 4,8% – odpowiada to liczbie 1600 par, które się rozwiodły. Jednocześnie piąty rok z rzędu zmalała roczna liczba zawartych małżeństw. Ponura perspektywa dla związków małżeńskich…?

Wskaźnik 36,4% rozwodów w stosunku do zawartych w danym roku małżeństw to wynik fatalny, zwłaszcza w porównaniu z Włochami (18%) czy Irlandią (17%). Nie jest żadnym pocieszeniem, że w porównaniu z rekordową Belgią (71%) wyglądamy znacznie lepiej. Coraz więcej małżeństw się rozpada, sam rozwód stał się u nas zjawiskiem bardziej oswojonym, nie powodującym społecznego napiętnowania. Może za wyjątkiem tej komunii, do której rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach, przystępować nie wolno.

Tradycja Kościoła jest w tym zakresie jednoznaczna. Domniemywa się, że mężczyzna i kobieta żyjąc w nowym związku, współżyją seksualnie poza małżeństwem, a więc żyją de facto w trwałym grzechu ciężkim, przez co prawo do przystępowania do komunii odbierają sami sobie. Pewne wyjątki stosuje się dla ludzi w podeszłym wieku – mogą trwać w związku cywilnym, żyjąc jak brat z siostrą i mogą wówczas przystępować do sakramentów.

Kluczowe jest to, że po pierwsze: problem rozwodów dotyczy coraz większej liczby ludzi młodszych, a po drugie: wzrasta świadomość złożonych okoliczności, jakie nieraz towarzyszą decyzjom o rozwiązaniu małżeństwa. Nie jest przecież tak, że rozwód jest zawsze skutkiem równej winy obojga małżonków. Dlaczego więc oboje mają żyć bez prawa przystępowania do sakramentów? Nie każdy chce i nie każdy potrafi w danym momencie życia odnaleźć w sobie powołanie do życia w celibacie. Przykład najbardziej stereotypowy – jeśli rozwód jest rezultatem przemocy (zgodnie ze stereotypem – sprawcą jest facet), a więc odejście od agresywnego współmałżonka zostało uznane za akt troski o własne bezpieczeństwo, zdrowie, życie, dlaczego dla ofiary tej przemocy celibat ma być wyłączną drogą do pełnej komunii sakramentalnej? Sprawa przypomina trochę hipotetyczny przepis prawa, który nakładałby kary na każdego, kto jest uczestnikiem wypadku na drodze, niezależnie od okoliczności i od roli, jaką odegrałby w takim zdarzeniu. To byłoby niesprawiedliwie!

Tegoroczny nadzwyczajny synod biskupów poprzedzony był wielomiesięcznymi konsultacjami. Watykan rozesłał do diecezji szczegółową ankietą poświęconą tematom przewidzianym do dyskusji. A propos, czy wczorajsze kazanie papieża Franciszka podczas mszy na rozpoczęcie synodu, mogło być inspirowane lekturą tego, co ekscelencje przesłały do Watykanu w odpowiedzi na pytania ankiety? Papież mówił m.in.

Ciekawy jestem, czy wśród synodalnych tematów znajdą się kwestie, o których można powiedzieć, że wcześniej nie występowały, a przynajmniej nie występowały w takiej skali, jak obecnie: wolne związki, pary jednopłciowe, kwestia adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, surogatki… Potrzeba lepszego wyważenia stanowiska Kościoła w tych kwestiach jest dziś pilna. Ale jeszcze pilniejsza jest potrzeba wyważenia oceny okoliczności, w jakich żyją osoby rozwiedzione, niemogące dziś przystępować do pełnej komunii sakramentalnej. Nie chodzi mi w żadnym razie o degradację czy zniesienie sakramentu małżeństwa ale o uczciwy ogląd sytuacji, bo w tej chwili bardzo go w Kościele brakuje. Niemieccy biskupi przygotowali w tej kwestii konstruktywne propozycje, mam nadzieję, że zostaną w otwarty sposób przedyskutowane. Ważne: biskupi niemieccy nie wnoszą tego tematu, bo są nowocześni, tylko dlatego, że są realistami: u nich wskaźnik rozwodów wynosi już 49%. Skuteczność niemieckich księży w docieraniu do wiernych z nauką Kościoła o nierozerwalności małżeństwa to 51%, niezły wynik przy Belgach (29%), choć nasi krajowi czcigodni dobrodzieje (63,6% skuteczności) są póki co… „lepsi”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>