Czy w Kościele wystarczy działać zgodnie z prawem…?

Abp Henryk Hoser zgodził się na otwarcie kościoła parafialnego w Jasienicy, który na podstawie jego decyzji został, bodajże w niedzielę palmową, wyłączony z użytku i zamknięty do odwołania. Powodem surowej decyzji tamtejszego ordynariusza było „zgorszenie i poważne zakłócenie porządku publicznego”; zamknięcie kościoła miało ponadto „uchronić wiernych przed grzechem profanacji sakramentów i świątyni”. O co poszło? Słynny ks. Lemański został przez biskupa odwołany z funkcji proboszcza i poproszony o opuszczenie plebanii, miał jednak prawo raz w tygodniu odprawiać w Jasienicy mszę św., zdaje się, że w niedzielę o godz. 8:00. Abp Hoser pozbawił go jednak specjalnym dekretem i tej możliwości, a kiedy były proboszcz, mimo to, pojawił się w kościele, aby mszę odprawić – został przez swojego następcę poproszony o opuszczenie świątyni. Razem z ks. Lemańskim opuściła kościół (nie Kościół!) część wiernych, część jednak została na tej mszy, którą miał odprawiać ks. Lemański ale nie odprawiał, i wyrażała głośno swoje niezadowolenie z nowego zakazu dla swojego byłego proboszcza. Wierzę, że abp Hoser podjął wtedy decyzję o zamknięciu kościoła „z głębokim bólem”. Bolały do zapewne protesty i okrzyki podczas mszy św., o których mu doniesiono, bo faktycznie takie zachowania nie powinny mieć miejsca podczas liturgii nigdy, z żadnego powodu. Czasem zwyczajowo klaszcze się na mszy, czasem coś nietypowego się śpiewa, czasem może przemknąć przez zgromadzonych przytłumiona salwa śmiechu albo pomruk zdziwienia ale wrzasków zdecydowanie nie powinno być (nie to miejsce, nie ten czas), a wtedy w niedzielę palmową rano w Jasienicy – niestety były.

Zamknięcie przed wiernymi kościoła było posunięciem zgodnym z prawem kościelnym – to fakt poza dyskusją ale niestety jedynie na gruncie prawa kościelnego można tę decyzję uzasadnić i jej bronić. Bardzo krytycznie oceniam decyzję w sprawie zamknięcia kościoła – była zdecydowanie zbyt radykalna, jak na okoliczności.

Kiedy próbuję poukładać sobie ten temat wspominam profanacje, o których wcześniej słyszałem. Wiem, że w jednym z kościołów na Opolszczyźnie, doszło kiedyś do włamania, podczas którego sprofanowano Najświętszy Sakrament ale kościoła nie zamknięto, a proboszcz zapraszał – w związku z tym wydarzeniem – do udziału w nabożeństwach pokutnych, wynagradzających za czyn profanacji. Czytałem też o parze pomyleńców, którzy weszli do katedry w Kolonii ze sprzętem wideo, rozstawili go w pobliżu ołtarza, a następnie roznegliżowani zaczęli sobie nagrywać intymną scenę na tymże ołtarzu – trwało to kilka minut, bo szybko zostali zabrani przez ochronę. To była profanacja ale katedry też nie zamknięto. Można by więcej przykładów profanacji wyszukiwać, pewnie znalazłby się wśród nich i taki, w którym miejscowy biskup decyduje się zamknąć kościół z powodu zgorszenia – bp ma takie prawo ale doświadczenie życiowe podpowiada, że nie wszystkie działania, do których mamy prawo, powinniśmy podejmować. Oprócz prawa trzeba jeszcze w życiu kierować się innymi wartościami, samo postępowanie zgodne z prawem nie przesądza – jak wiadomo – o wartości moralnej czynów i dotyczy to także duchownych. Zamknięcie jasienickiego kościoła kojarzy mi się także z zamknięciem przez ojca drzwi swojego domu przed synem, który narozrabiał, a nawet dalej rozrabia ale wraca do domu, bo gdzie ma wracać – i co zastaje…? Zamknięte drzwi źle świadczą nie o synu ale o relacji o między ojcem a synem. Wreszcie na myśl przychodzą mi „ludzie Chloe” z listu do Koryntian. Do Pawła Apostoła zaczęły docierać sygnały, że we wspólnocie chrześcijan, którą założył i ukształtował w Koryncie, dochodzi do gorszących podziałów: wierni nie zgadzają się w kilku sprawach (m.in. zachowanie podczas liturgii), tworzą się grupki zapatrzone w swoich liderów, dochodzi nawet do profanacji (jedni uczestniczą w liturgii pijani, a inni głodni). Abp Hoser rozwiązałby problem zwięzłym dekretem ale Paweł Apostoł napisał do ludzi, za których czuł się odpowiedzialny, kilka obszernych, roztropnych listów, które do dziś czytamy. Właśnie tej roztropności zabrakło warszawsko-praskiemu ordynariuszowi: miał nieograniczone możliwości działania, o wiele szersze niż św. Paweł, a postąpił tylko zgodnie z prawem. Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>