Czy wady państwa są powodem, by państwo rozwalać?

Swego czasu Tomasz Lis w jednym ze swoich brawurowych wstępniaków do Newsweeka pisał: „Nasz dylemat wygląda tak: czy wady państwa chcemy krok po kroku usuwać, czy też wady uznajemy za powód, żeby państwo rozwalać”. Bardzo mi się spodobało to zdanie, które odnosiło się do jakiejś zadymy polityczno – społecznej ale po czasie można je odnieść do szerszego zakresu zjawisk. Akurat sporo złych wieści pojawiło się w ostatnim czasie w mediach. Wśród nich rzuciły mi się w oczy i uszy przede wszystkim informacje, z których wynika niezbicie, że nasz kraj zamieszkują – obok ludzi mądrych, także głupi. Proporcje obydwu części populacji nie są możliwe do precyzyjnego określenia, jednakowoż wiele wskazuje na to, że zdecydowanego lidera brak.

Kumulacja negatywnych komunikatów zainspirowała mnie do refleksji na temat rozlicznych wad i tego, co można i należy z nimi robić. Co takiego donosiły media w ostatnim czasie? Wymienię w kolejności przypadkowej. Zabrzańska Straż Miejska umieściła w izbie wytrzeźwień faceta, który z powodu cukrzycy zasłabł w autobusie (lub tramwaju). Po wyjaśnieniu sprawy opuścił placówkę z rachunkiem na 280 zł za pobyt. Kobieta, po wszystkich rutynowych badaniach, zgłosiła się w terminie do szpitala, aby urodzić dziecko, okazało się jednak, że od kilkunastu dni jest ono martwe. Rodząc martwe dziecko siłami natury omal nie straciła życia. Aplikant komorniczy zajął i błyskawicznie, za połowę wartości, zlicytował ciągnik Bogu ducha winnego rolnika – sąsiada faktycznego dłużnika. Sprawy nie udało się odkręcić. Strażnik miejski, na podstawie zdjęcia z fotoradaru, wlepił (albo próbował wlepić – ta sama kompromitacja) mandat właścicielowi samochodu przewożonego na lawecie. Jacyś ludzie lewicy mocno oprotestowali przyjęcie przez szefa Trybunału Konstytucyjnego orderu przyznawanego przez Watykan. Przyjęcie odznaczenia miało rzekomo naruszyć niezawisłość sędziowską prezesa i podważyć niezawisłość całego trybunału. W Rawiczu policja, szukając narkotyków, znalazła w jednym mieszkaniu ludzkie płody w słoikach. Porywczy profesor z Wrocławia 70 lat po wojnie napisał o części Ukraińców, że są „banderowskimi ścierwami”. Z więzienia w Sztumie wyszedł zwyrodniały pedofil – morderca, choć chciano go nadal izolować ale biegły przez pół roku nie zdążył przygotować w jego sprawie opinii dla sądu, bez której ten nie mógł wydać postanowienia. Ministerstwo zdrowia proponuje polskiej młodzieży żeńskiej „antykoncepcję dzień po”. Dziewczyna, 13-latka, wożona w świętokrzyskim od szpitala do szpitala – zmarła ostatecznie w szpitalu psychiatrycznym. Córki bohatera – rotmistrza Pileckiego, nie zaproszono na obchody wyzwolenia obozu Auschwitz… Chyba jeszcze coś było ale niech tyle wystarczy.

Ten bardzo subiektywny i do bólu jednorodny wybór negatywnych komunikatów medialnych ukazuje różne wady, które najłatwiej byłoby przypisać naszemu państwu ale najtrafniej – konkretnym ludziom. Jestem przekonany, że zjawiska, które bywają klasyfikowane jako wady państwa, są zawsze problemami konkretnych ludzi i wynikają z personalnych lub interpersonalnych barier. Jedni są niekompetentni (w dziedzinie, w której akurat kompetentni być powinni), inni kogoś nie nadzorują, choć powinni, jeszcze inni cierpią na zaburzenia emocjonalne, są niewolnikami określonych ideologii, zabiegają o swoje interesy wypierając się odpowiedzialności za dobro wspólne, kłamią, zaniedbują obowiązki – konkretne czyny lub zaniechania konkretnych ludzi. Cukrzyka z opaską na ręce (napis: „diabetyk”) w izbie wytrzeźwień nie umieściło państwo polskie tylko konkretny głupi strażnik. Badań prenatalnych ciężarnej kobiecie nie wykonywała polska służba zdrowia, tylko konkretny niedouczony lekarz. Ciągnika niewinnemu rolnikowi również nie zajął wymiar sprawiedliwości, tylko konkretny bezczelny idiota. To, co można by w przerysowaniu nazwać „naprawą państwa”, wcale nie musi więc oznaczać zmiany władzy, bo nikt rozsądny nie zgodzi się z przesłanką, w myśl której te wszystkie bolączki, problemy, wady, tragedie znikną, jak ręką odjął, kiedy tylko jakaś jedna partia przegra wybory, a inna je wygra.

Dobre relacje międzyludzkie, prawdomówność, rozwijanie kompetencji, naprawianie wyrządzonej szkody, umiejętność zadośćuczynienia wyrządzonego zła, wszelkie rozsądne działanie czy rządzenie – to są kompetencje w dużej mierze uniwersalne, niezależne od wyników wyborów. Aspiranci do przejęcia władzy próbują opisywać rzeczywistość jako chaos, nad którym obecna władza nie panuje, a oni po wyborach świetnie sobie z wszystkim poradzą. Skończą się problemy w górnictwie, służbie zdrowia, z kursem franka, z zaproszeniami na obchody państwowe, z kwalifikacjami strażników miejskich, komorników, biegłych sądowych, z kulturą słowa wrocławskich profesorów, a Polska stanie się oazą dobrobytu dla wszystkich. Oni tak mówią, bo muszą – głównym celem każdej partii politycznej jest zdobycie lub utrzymanie władzy. Dla tego nadrzędnego celu są w stanie poświęcić wiele, łącznie z wartościami, jakimi prywatnie być może chcieliby się kierować. Dlatego naprawy państwa nie należy wiązać w pierwszej kolejności ze zmianą partii rządzącej. To musi być zmiana bliższa naszemu codziennemu życiu: przede wszystkim powinna to być zmiana w postępowaniu moim i moich najbliższych, bo to jest rzeczywiste środowisko mojego życia. Tylko zmiana w tym środowisku może być realna i odczuwalna. Moje działania, standardy komunikacji, relacje międzyludzkie, wpisy na blogu – to wszystko mogę każdego dnia zmieniać na lepsze, choć na pewno taka systematyczna przemiana nie będzie łatwa. Podobnie progresywnie powinni rozwijać się moi najbliżsi ale czy uda mi się motywować ich do systematycznej pracy nad sobą? Tego nie wiem, wszak muszę przede wszystkim wobec siebie być konsekwentny, a z doświadczenia wiem, że łatwo nie jest. Podobnie powinni zmieniać się ci, którzy nie należą do mojej rodziny, ale na których posiadam jakikolwiek faktyczny wpływ. Egzekwowanie tego dalszego wpływu będzie już jednak ekstremalnie trudne.

Solidarne i konsekwentne usuwanie wad, rozwiązywanie problemów naszych społeczności, od najmniejszych do tej największej społeczności przez duże „P”, wymaga konstruktywnego, kreatywnego podejścia. Wymaga przezwyciężenia (na początek – w myśleniu) prymitywnego, plemiennego podziału na tych, którzy umieją tylko budować i na tych, którzy tylko rozwalają. Podziały są o wiele bardziej zniuansowane. Jeśli ktoś bardzo chciałby zostać przy podziale dualnym, to jedyny, jaki się narzuca, przebiega w poprzek politycznych podziałów – wspomniałem o nim w pierwszym akapicie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>