Dezynfekcja szkoły?

Ciekawa inicjatywa przebiła się w tych dniach w mediach: grupa ludzi chce doprowadzić do tego, aby katecheza w szkołach była finansowana przez Kościół. Pomysł posiada wszelkie niezbędne przymioty pomysłu interesującego: jest kontrowersyjny, dzieli ludzi na przeciwników i zwolenników, zapładnia polemistów, przegrupowuje polityków… O ile pomysł dożyje przyszłego roku – wszystkie te emocje przed nami. Zanim zabiorą głos koncyliacyjni felietoniści i zagrzmią wyraziści inkwizytorzy, chcę podzielić się subiektywną refleksją na temat.

Jeszcze katecheza do szkoły na dobre nie weszła a już miałaby z niej wypaść? Katecheci wprawdzie zarabiają, jak nauczyciele ale wszystkich praw nauczycielskich nie posiadają – nie mogą np. podejmować funkcji wychowawcy. Protestu dyskryminowanych katechetów nie należy się jednak spodziewać. Nie zaprotestują też przeciwko zakazowi, choć to może za mocne słowo, uczestnictwa w związkach zawodowych. Ocena z religii wlicza się do średniej ocen ale nie ma wpływu na promocję. Na maturze można zdawać „wiedzę o tańcu” ale nie można zdawać religii. Żeby cokolwiek przy katechezie zdekomponować trzeba by najpierw wiele spraw solidnie, do końca zbudować.

Pomysł płacenia przez Kościół za katechezę szkolną jest na płaszczyźnie prawnej przegrany. Konstytucja precyzuje bowiem, że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Żeby ktokolwiek płacił za religię, trzeba by więc albo wyprowadzić tę religię ze szkół albo zmienić konstytucję. Obydwa rozwiązania wydają się – mówiąc w uproszczeniu – niemożliwe. Ale nie wszędzie jest tak, jak u nas. Pomysłodawcy zapewne inspirują się – poza uczciwą refleksją – także rozwiązaniami z innych krajów.

Francja, jak wiadomo, realizuje chyba najszerszy w Europie model rozdziału Państwa i Kościoła w szkołach. W odniesieniu do katechezy przejawia się to w ekstra wolnym dniu, który uczniowie dostają w każdym tygodniu z dedykacją na udział w religii w swoim związku wyznaniowym. Nikt nie wnika, w jakim związku i za jakie pieniądze. Rezultaty są ponure – łatwo sobie wyobrazić frekwencję na tych zajęciach… Jakiś czas temu we Włoszech ktoś sądownie wywalczył nakaz zdjęcia krzyża ze szkolnej ściany, bo przeszkadzał rodzicom dwojga muzułmanów, którzy się tam uczyli. U nas, na skutek skargi jednego faceta, zakazano modlitwy przed lekcjami w szkole podstawowej w małej miejscowości, w której ta modlitwa była tradycją od niepamiętnych czasów. Uczyniono to z konsternacją: kurator najpierw zarządził ankietę wśród rodziców ale kiedy ktoś mu doradził, że pytając rodziców o zgodę na modlitwę to tak, jakby pytał o światopogląd, a to zbrodnia najgorsza z możliwych, wszak religia prywatną sprawą jest – kurator odpuścił ankietę i pozwolił się modlić ale tylko przed dzwonkiem… Ciekawa rozgrywka miała miejsce w Niemczech. Nauczycielki – muzułmanki zostały jakiś czas temu zobowiązane do nieprzychodzenia do szkoły w tradycyjnych chustach okrywających włosy. Wiadomo czemu – to było zbyt demonstracyjnie islamskie. Sprawa trafiła do różnych sądów i najpierw sąd zezwolił każdemu z landów wydawać swoje regulacje w sprawach standardów szkolnych strojów ale ostatecznie decyzja sądu najwyższego z możliwych była taka, że całkowity zakaz noszenia chust jest niekonstytucyjny. Wygrała więc perwersyjnie rozumiana wolność.

Finansowanie katechezy musi być powiązane z finansowaniem Kościoła. W tej chwili mechanizmy są takie, jakby nie było ich wcale. Wychodzenie z pomysłem złożenia na barki Kościoła finansowania nauczania religii jest jak strzał z armaty ale taki bez wyraźnego celu, tak na wiwat, żeby ludzie popatrzyli i pokiwali głowami. Miałem przyjemność być tym rocznikiem uczniów, który w VIII klasie chodził jeszcze na religię do przykościelnej salki, a w I liceum – już do szkolnej ławki. Może nie wszyscy pamiętają ale wyjątkowo sprawne wprowadzenie wtedy religii do szkół, bez gotowych programów, bez wielu szczegółowych uregulowań, a przede wszystkim bez zabezpieczenia finansowania pracy katechetów, skutkowało tym, że przez kilka lat (chyba 3 lata) uczyli oni bez wynagrodzenia. Księża robili to za „Bóg zapłać” (co się niestety troczę odbijało na przebiegu lekcji), a świeccy katecheci, stanowiąc wtedy promil ogólnej liczby nauczycieli religii, dostawali jakieś zapomogi od proboszczów. Z czego mieliby być finansowani dzisiaj? Pytam konkretnie – choć prawdopodobnie retorycznie. Bez dojrzałego i przejrzystego systemu finansowania Kościoła takiego, jak chociażby w Niemczech, nie ma mowy o tak fundamentalnych zmianach. Kościół nie może sobie w tej chwili pozwolić na zatrudnienie rzeszy katechetów wg standardów, do jakich są przyzwyczajeni w szkołach. Sposoby i warunki zatrudniania przez Kościół daleko jeszcze odbiegają od tych kodeksowych, które obowiązują w zakładach pracy. Większości parafii nie stać na zatrudnienie katechety zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela. Mało tego – w niektórych mniejszych parafiach, to szkoła i nauczanie religii jest dla księdza jedynym stabilnym źródłem jego utrzymania.

Proponowane zmiany w finansowaniu nauczania religii nie dotyczyłyby tylko Kościoła katolickiego. Także prawosławni, ewangelicy, zielonoświątkowcy i parę innych wspólnot z mniejszym (niż katolicy) potencjałem finansowym – prowadzi nauczanie religii w ramach systemu publicznej oświaty. Ten kontrowersyjny temat można by sprowadzić do nieco akademickiej ale chyba potrzebnej refleksji: czy chcemy być religijnie neutralni czy religijnie tolerancyjni. Neutralność wymagałaby usunięcia religii ze szkół, tolerancja – wręcz przeciwnie: ostatecznego unormowania statusu katechetów i katechezy różnych wyznań. Neutralność – bez zaglądania do słownika – kojarzy mi się z obojętnością, a tolerancja – z szacunkiem wobec innych. Chciałbym, żeby szkoły były miejscem dojrzewania do szacunku.

Komentarze

  1. Marzec 24, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Jest dokladnie tak jak pan napisal. Wszystkie „antyreligijne” hasla wymierzone sa w Kosciol i Kosciol dalby sobie rade ale jednoczesnie pograzylyby mniejsze wspolnoty.

    Nikt nie powie takze, ze religia w szkolach jest potrzebba z innego powodu. To jedyny przedmiot, ktory kreauje pewne postawy społeczne, uczy pewnych zasad i wartosci. Troche pelni taka role jezyk polski ale tutaj Wystarczy zmienic liste lektur obowiazkowych i gotowe.

    Wiele osob narzeka na poziom katechezy. Nauczyciel nie ma takich narzedzi jak inni, jego ocena nie ma duzego wplywu na promocje. Jest to wina takze nauczycieli. Pamietam, ze pana lekcje byly w tyn wzgledzie szczegolne. Jedyne lekcje na ktorych uslyszelismy cokolwiek o okresie miedzywojennym i o sytuacji w prl. Jedynie na pana lekcji. I te wolne lekcje gdzie zaden temat nie byl zakazany. Katecheci tez piwinni byc bardziej otwwrci.

  2. Marzec 29, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Moim zdaniem katecheza w szkole domaga się jeszcze dokończenia pewnych formalności – jeśli ma to być przedmiot szkolny, a ma być, to religia musi stać się pełnoprawnym przedmiotem szkolnym. Zostawienie niedokończonych spraw z zawieszeniu, motywowane pewnie „świętym spokojem”, w myśl zasady „lepiej tego nie ruszać, bo nie wiadomo, co będzie”, skutkuje teraz jakimiś wątpliwościami. Konkretnie:
    -ocena klasyfikacyjna z religii powinna mieć taką samą rangę jak inne oceny klasyfikacyjne,
    -matura powinna być możliwa do zdawania także z religii, skoro są studia teologiczne, to chyba naturalne,
    -katecheci powinni mieć te same uprawnienia, co wszyscy nauczyciele (funkcja wychowawcy).
    Warto przemyśleć jeszcze wyraźniejsze programowe rozróżnienie między treściami katechezy, które będą realizowane zawsze tylko w szkole i tymi, które będą realizowane przy parafiach (przygotowanie do sakramentów).
    Jest jeszcze problem komplementarności programowej katechezy i innych przedmiotów ale to szersze zagadnienie, napiszę o tym kiedyś osobno.

  3. […] popieram proponowanych zmian. Wręcz przeciwnie – jak napisałem parę dni temu, opowiadam się za pełną i ostateczną integracją katechezy z systemem publicznej oświaty. Mam […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>