Dlaczego nikt nie reaguje?

Słyszy się czasem pytanie, dlaczego świat nie reaguje na prześladowania chrześcijan. Coraz częściej pytanie to zastępowane jest przez stwierdzenie i otwarty zarzut braku reakcji. Zarzut formułują niektóre autorytety, różni wrażliwi ludzie, chrześcijanie – często duchowni. Każdy, kto uczciwie śledzi medialne doniesienia, bez trudu dostrzeże, że w kilku zakątkach świata regularnie, a wielu innych okazjonalnie, chrześcijanie są z rozmysłem zabijani tylko dlatego, że są chrześcijanami. Ze względu na powtarzalność, a gdzieniegdzie także ponurą metodyczność, tych zbrodni nie można nazwać inaczej niż prześladowaniami.

Temat najłatwiej byłoby ubrać w formułę konfliktu muzułmańsko – chrześcijańskiego, bo faktycznie w telewizorze wygląda to czasem na wojnę religii. Ale takie płytkie ujęcie jest błędne, a głoszenie takiej diagnozy – kłamstwem, a wzbudzanie w sobie nienawiści do muzułmanów – grzechem. Mimo, że o makabrycznych mordach słyszy się wyłącznie w relacji jednokierunkowej: zawsze to muzułmanie mordują chrześcijan. Zawsze i bez wyjątku tylko tak. To rodzi więc pokusę uproszczeń ale nie należy się jej poddawać, bo poza płytkim, chwilowym wyjaśnieniem tragicznych wydarzeń – niczego takie „wyjaśnienie” nie wyjaśnia. Nie wszyscy muzułmanie mordują chrześcijan, tylko niektórzy – i mordują nie dlatego, że są muzułmanami ale dlatego, że są bandytami. Mordując, czynią to wprawdzie z imieniem Boga na ustach ale tak naprawdę nie wiedzą co czynią (takie przypadki w historii już bywały…).

Dlaczego społeczność międzynarodowa nie reaguje, kiedy na świecie giną chrześcijanie? Odpowiedź wydaje mi się dramatycznie prosta: świat nie reaguje na mordowanie chrześcijan, ponieważ świat nie czuje się chrześcijański. Dramat polega na tym, że nie istnieje żaden zewnętrzny wobec nas świat, ten nieczuły świat to my, Ty i ja. My sami, jako chrześcijanie, nie czujemy takiej więzi z sobą, jak np. my Polacy, czy my mieszkańcy ulicy, osiedla, dzielnicy, czy wreszcie takiej więzi, jak my – bliscy sobie krewni. Dlaczego mają nas obchodzić chrześcijanie ginący gdzieś tam daleko – nie znamy ich, nigdy tam nie byliśmy, nie mamy w tamtych stronach interesów…

Społeczność międzynarodowa jest różnorodna. Część państw dba wyłącznie o partykularne interesy, niektóre inne są w stanie uzgodnić w jakimś zakresie interesy wspólne w formie traktatów, porozumień, konwencji. Obrona chrześcijan z powodu ich chrześcijaństwa wcale nie leży w interesie międzynarodowej społeczności: samo bycie chrześcijaninem to za mało, aby uruchamiać machinę reakcji. Nam się wydaje, że przynajmniej Europa (przez zasiedzenie?, z przyzwyczajenia?, zgodnie z tradycją?) jest chrześcijańska. Tymczasem Europa jest dziś przede wszystkim tolerancyjna i równościowa. Uznanie, że chrześcijaństwo się w niej nie przyjęło tak, jakbyśmy chcieli, przychodzi trudno ale od tego stwierdzenia nie uciekniemy: europejskie chrześcijaństwo nie jest solą ziemi.

Chrześcijaństwo w swych podstawowych tradycjach (katolickiej, prawosławnej, ewangelickiej) zbyt słabo przekłada się na nasze życie, a na decyzje rządzących to – zgodnie z niepisanym obyczajem – nawet przekładać się nie może, bo jakby to wyglądało. Europejską religią jest dziś tolerancja, w szczególności tolerancja dla interesów – to dość prężnie rozwijające się wyznanie, które nie wymaga tradycyjnych świątyń, duchownych ani sakramentów – wymaga tylko totalnej tolerancji. Kto by poważył się podnieść rękę na świętą zasadę tolerancji – musi zostać potępiony: uzgodnioną rezolucją (ale taką stanowczą), masowym marszem, a nawet surowym wyrokiem długoletniego więzienia. Tolerancja, zwłaszcza tolerancja interesów ma charakter makroregionalny – w naszym wypadku dotyczy Europy. Mimo lokalnych, marginalnych, oddolnych inicjatyw skierowanych u nas czasem przeciwko tolerancji, kiedy ktoś lokalnie próbuje szarpać w swoją stronę, mainstream zawsze wyznaje i popiera świętą tolerancję. Religia tolerancji nie dzieli się na parafie ani diecezje ale na kraje i kontynenty. Zbyt daleko idąca ingerencja w wydarzenia poza krajem lub zwłaszcza poza kontynentem nie mieści się w zasadach świętej tolerancji – taka ingerencja, zwłaszcza z przyczyn religijnych, byłaby nietolerancyjna.

Żeby reagować na mordowanie chrześcijan poza Europą trzeba byłoby każdą taką reakcję zbudować i oprzeć o jakiś rodzaj silnej, ponad kontynentalnej motywacji. Tolerancja odpada, bo Europejczycy nie rozumieją zakamarków np. afrykańskiej mentalności, „bezinteresowne” narzucanie im naszych standardów byłoby nietolerancyjne. Poza tym tolerancja interesów tak daleko (np. do Kenii) nie sięga, z powodu braku interesów. Gdyby były tam złoża ropy, to co innego ale żeby tak z powodu samego tylko zamordowania 147 ludzi…? Więź religijna  nie motywuje do reakcji – z powodu braku poczucia więzi. Tzw. „chrześcijański zachód” wcale nie jest chrześcijański, chyba że w ujęciu historycznym. Świat nie reaguje więc na prześladowania chrześcijan, nie dlatego, że chce chrześcijaństwo umyślnie zwalczyć ale dlatego, że jakiś czas temu przestał być de facto chrześcijański i losy chrześcijan, zwłaszcza w dalekich krajach, mało obchodzą światowych przywódców bogatej północy i nowoczesnego zachodu. Warto też uznać, że ci przywódcy, do których moglibyśmy mieć pretensje, nie nakładają sobie sami dożywotniej korony – oni są przez nas wybierani głosami większości.

Najsilniejsze więzi (w tym poczucie bezpieczeństwa) daje dziś – poza rodziną – wspólnota interesów. Święta zasada tolerancji dla interesów obowiązuje nie tylko w skali mikro, kiedy sami szanujemy tych, których szanować się opłaca, ale także w skali globalnej, kiedy tak samo czynią państwa. Inne zasady także istnieją i obowiązują ale tylko dodatkowo i fakultatywnie – w zależności od okoliczności.

Przeczytaj także: Kiedy wreszcie zabrzmi „Nie pozwalamy?”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>