Dlaczego Platforma w Zabrzu nie wygra(ła)…?

Prosta odpowiedź: bo przekonując wyborców do siebie pokazywała Zabrze, jako kumulację wszystkich możliwych problemów, błędów, uchybień nie przedstawiając jednocześnie żadnych pomysłów na zmiany poza zmianą władzy. Kto na to pójdzie? Sympatycy, znajomi, przyjaciele i niewielka część mieszkańców, która myśli podobnie. Taka kampania to przepis na porażkę, a w najlepszym wypadku – i to się akurat Platformie udało – na zachowanie status quo.

Czytając i słuchając kandydatów Platformy miałem przeważające wrażenie, że albo są to ludzie nieszczęśliwi i skrzywdzeni albo tak zawzięci, agresywni i bezwzględni, że trzeba się ich bać. Pierwsza diagnoza budzi współczucie, druga przerażenie i żadna nie zachęca do głosowania. Przynajmniej mnie nie zachęca. Najbardziej wstrząsającym momentem kampanii Platformy było zawiadomienie o przestępstwie złożone kilka dni przed wyborami przez radnego Łukasza Urbańczyka. Zabieg do złudzenia przypominający słynny baner zawieszony obok urzędu podczas poprzednich wyborów – on też pojawił się wtedy krótko przed wyborami.

Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby zlecać wykonanie kretyńskiego malowidła, zapłacić za nie, pokonać mnóstwo trudności, żeby je zawiesić, a potem mieć perwersyjną satysfakcję. Komuś się wydawało, że jak mieszkańcy zobaczą ten baner to dostaną małpiego rozumu i zamiast trzymać się rzeczywistości zachowają się zgodnie z urojeniami autorów tego projektu. Szkoda gadać, dawne dzieje. W tym roku mechanizm był jednak niestety podobny: przetarg na wyposażenie urzędu, zorganizowany i rozstrzygnięty – o ile wiem – w kwietniu, został zgłoszony policji, jako podejrzany, i nagłośniony w połowie listopada. Jeśli maestrię tej pokerowej zagrywki dobrze rozumiem – dzięki tej akcji zabrzanie mieli pomyśleć, że trzeba głosować na Olichwera. Naprawdę…?

Przegrana to stan umysłu, w którym ktoś uświadamia sobie, że coś poszło nie tak, jak zamierzał i przez jakiś czas nic nie da się z tym zrobić. W zabrzańskiej Platformie coś poszło nie tak, jak powinno. Zabrzańska Platforma myślała, że stanowi realną alternatywę dla zabrzan, tylko że realnej alternatywy nie przedstawiła. Tomasz Olichwer jako radny jest bardzo w porządku. Ale dlaczego (i czy w związku z tym?) miałby być prezydentem Zabrza? Oczywiście 100 razy lepiej, że o ten urząd ubiegał się Tomasz Olichwer, a nie Andrzej Misiołek. Sztab Olichwera popełnił błędy, hipotetyczny sztab Misiołka – popełniłby ich na pewno o wiele więcej.

Przygnębiająca refleksja, jaka rodzi mi się po tych wyborach, jest taka, że zabrzańska Platforma nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości samorządowej. Zamiast pokusić się o wysiłek zrozumienia realnych potrzeb mieszkańców zdecydowała się na cyniczny i totalny sprzeciw. Cyniczny, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto sprzeciw poprze i parę procent z tego będzie, a totalny – bo żaden z kandydatów zabrzańskiej Platformy (czytaj: ŻADEN) nie był w stanie w czasie kampanii powiedzieć czy napisać dobrego zdania o swoim mieście! Taka Platforma jest u schyłku swoich możliwości, taka partia to już prawie ś.p. Samoobrona, taka Platforma jest szkodliwa. Całe szczęście, że są wśród nich radni, którzy pracują dla swoich mieszkańców dobrze; w dodatku niektórzy startujący z list Platformy nie są jej członkami. W Zabrzu poważna patia polityczna serwowała w kampanii dwie skrajności: z jednej strony ogólne hasła bez przełożenia na konkrety (praca i mieszkania – ok ale samo hasło, bez uszczegółowienia, nikogo nie porwie), z drugiej strony szczegółowa wyliczanka konkretnych zadań inwestycyjnych, z których część – jak się okazuje – jest już realizowana albo jest zaplanowana do realizacji (Tomasz Olichwer zapowiadał m.in. uzbrojenie strefy ekonomicznej, podczas, gdy umowa na jej uzbrojenie została podpisana – o ile wiem – w październiku), więc po co te wyliczanki? Poważna partia, powinna mieć poważne cele (poza przejęciem władzy) i dążyć do ich realizacji na różne sposoby, także przez wchodzenie w koalicję. Ale jeśli prowadzi się tak nierozsądną kampanię jak ta, która właśnie się skończyła, to zdolność koalicyjna po wyborach jest bliska zeru. A szkoda. Choć jeśli nie ma się mieszkańcom nic do zaproponowania – to może wcale nie szkoda? Zabrzańska Platforma, jako komórka partyjna, mogłaby po tych wyborach zostać rozwiązana i założona na nowo. Nikogo nie podpuszczam ale może to byłby równie sensacyjny wniosek, jak ten sprzed 16 listopada? ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>