Dr inż. Eufrozyna PIĄTEK

Zaprezentowany niżej materiał jest zapisem rozmowy – wywiadu z panią Eufrozyną Piątek. Rozmowa odbyła się w roku 2015 w czasie prac nad monografią „Kopalnia Guido. Meandry historii najnowszej”. Książka ma być poświęcona przeobrażeniom tego zakładu górniczego, zachodzącym od lat 60 XX wieku, aż do zakończenia tam głównych procesów koncepcyjnych i adaptacyjnych (2016). Poniższy Tekst może być interesujący dla miłośników zabytków techniki górniczej, w szczególności dla zainteresowanych dziejami zabrzańskiej kopalni Guido. Pani Doktor odsłania nieco kulisów procesów zachodzących podczas przeobrażeń na przestrzeni dziesięcioleci, dzieli się także dyskretnie swoimi opiniami na temat niektórych nurtów owych procesów. Tekst ma charakter przyczynkarski, to nieautoryzowana wypowiedź, która w żadnym razie nie stanowi integralnego ani intencjonalnego opracowania tematu. Uważam ten roboczy materiał za wartościowy i przy okazji nadania Pani Doktor prestiżowego wyróżnienia – polecam do życzliwego przeczytania. Wkład w dr inż. Eufrozyny Piątek zarówno w same przeobrażenia kopalni Guido, jak również w popularyzację wiedzy o dziejach tego zakładu nie powinien budzić wątpliwości, choć z pewnością wkład ten nie jest szeroko znany.

Przyznany Jej (wraz z śp. Małżonkiem) tytuł „Zasłużony dla Miasta Wałbrzycha” pozwala z kolei wyobrazić sobie skalę Jej wpływu na zachowanie dziedzictwa przemysłowego w rejonie Wałbrzycha, gdzie przez większość życia mieszkała i pracowała. Podniosła uroczystość odbyła się w piątek, 25 maja w Wałbrzychu. O ile wiem, prezydent Małgorzata Mańka – Szulik wystosowała z tej okazji list gratulacyjny na ręce Pani Doktor. Fakty są takie, że od kilkunastu lat w Zabrzu mieszka jedna z najlepszych badaczek historii techniki górniczej w naszym kraju i nie tylko – dr inż. Eufrozyna Piątek.

WYPOWIEDŹ DR INŻ. EUFROZYNY PIĄTEK NA TEMAT PRZEOBRAŻEŃ KOPALNI GUIDO (2015)

Pod koniec lat 70. zaczęłam pracę nad doktoratem na temat początków górnictwa dolnośląskiego. Są to procesy wyjątkowo ciekawa i charakterystyczne. W żadnym razie nie można porównywać ich z Górnym Śląskiem (na Dolnym Śląsku już od XV w. mamy udokumentowane wydobywanie węgla). Mniej więcej w tym samym czasie pisania doktoratu podjął się także mój mąż, który opracowywał rozwój techniki górniczej od połowy XVIII w. do połowy XIX w. Obydwoje poszukiwaliśmy materiałów. Był to czas, kiedy akurat zamknięto muzeum górnicze w Sosnowcu, gdzie były zgromadzone pewne materiały, które jednak nie były prawidłowo skatalogowane ani opracowane. Dzięki temu, że w Zabrzu powstało Muzeum Górnictwa Węglowego, pod znakomitym kierownictwem Krystyny Barszczewskiej (wielki talent organizacyjny!), wiele z tych sosnowieckich materiałów udało się do Zabrza ściągnąć. Tutaj zaczęło się ich opracowywanie. W tych pracach bardzo pomagał wtedy dr. inż. Bronisław Rudnicki, który był pracownikiem Wyższego Urzędu Górniczego (WUG), a w muzeum zajmował się katalogowaniem i identyfikacją rysunków i map, które muzeum przejęło. On w zasadzie stworzył podstawowy katalog tych wszystkich rzeczy. Znał język, potrafił czytać gotyk, z czym młodsi mieli problem.

Obydwoje z mężem zaczęliśmy korzystać z tych materiałów, bywaliśmy częstymi gośćmi w zabrzańskim muzeum. Z panem Rudnickim, jako pracownikiem WUG-u, mieliśmy też więź zawodową, znaliśmy się. W Zabrzu spotykaliśmy się często i dyskutowaliśmy. Przekazywałam mu wiadomości o tym, co dzieje się w świecie, opowiadałam o konferencjach, zjazdach, w których uczestniczyłam. Natomiast tutaj trwała intensywna praca organizacyjna, o czym z kolei opowiadał nam pan Rudnicki. Przyznam, że dosyć szybko się to muzeum rozwinęło, głównie dzięki pani Barszczewskiej, która jako muzealnik wiedziała, czym muzeum jest i jak należy je organizować. Otoczyła się ponadto dobrym gronem ludzi, którzy znali się na górnictwie i dzięki temu wszystko dobrze się tutaj rozwijało. Muzeum organizowało, prawie co roku, konferencje naukowe. Ściągali tutaj profesorowie z Warszawy (PAN), z Wrocławia, z Krakowa i ciągle się tutaj coś działo i miało to wszystko swoją rangę.

W tym czasie (początek lat 80.) na zachodzie zaczęła się deindustrializacja. Tam pojawił się problem ochrony zbytków techniki. Pojawiła się koncepcja eko-muzeum, czyli muzeum związanego z konkretnym miejscem, w którym należy wyeksponować nie tylko samo muzeum ale całe otaczające go środowisko. Wtedy ugruntowało się przekonanie, że muzeum, a zwłaszcza muzeum przemysłu, nie może być odseparowane od miejsca, w którym daną działalność przemysłową prowadzono. Zachowując maszyny, urządzenia, budynki i całą okolicę, która została przekształcona na skutek działalności przemysłowej – to dopiero daje pełen obraz. Myśmy tutaj mocno dyskutowali nad tym, jak to wszystko w Zabrzu poukładać.

Pani Barszczewska bardzo szybko doszła do tego, że maszyny i urządzenia górnicze powinno się prezentować w miejscu, w którym one pracowały. Dlatego m.in. dążyła, żeby to odpowiednio zorganizować i pokazać. Kopalnia Guido była miejscem do tego naturalnym ale problematycznym. W latach 80. w tej kopalni wciąż trwały prace, tam nie można było swobodnie wchodzić. Wiele razy dyskutowaliśmy, jak to zrobić. Idea, aby prezentować technikę górniczą in situ, czyli tam, gdzie to wszystko się działo – była hasłem naczelnym.

Wpis kopalni Guido do rejestru zabytków był inspirowany trendami światowymi. Tak już robiono na świecie i przeniosło się to na nasz teren. Pomysł ten popierał prof. Pazdur, który często tu bywał i często rozmawiał z p. Barszczewską. W świadomości społecznej zupełnie nie było wtedy uznania dla zabytków techniki (dziś trochę się to zmienia). Przemysł był odgrodzony od społeczeństwa, nie można było niczego fotografować. Dla ludzi każdy zakład pracy był czymś obcym, do zakładów nie można było się nawet za bardzo zbliżać czy nawet im przypatrywać. Myśmy ciągle zwracali uwagę, że trzeba tę kopalnię ratować, a żeby uratować – trzeba ją wpisać do rejestru zabytków. Wpis musiał być poprzedzony solidnym zbadaniem, rozpoznaniem zasobów. Kiedy się coś zna, wówczas staje się to bliższe. A jak się nie wie nic, wtedy sprawa jest obca.

Później pojawił się inny realny problem – wykreślenie z rejestru zabytków, jako realna groźba. Ledwo udało nam się wtedy tę sprawę uratować. Ważną rolę odegrała w tej sprawie pani Ewa Nekanda – Trepka, szefowa Biura Dokumentacji Zabytków. On poprosiła wówczas mojego męża i mnie, jako rzeczoznawców ministra kultury, o przygotowanie opinii na temat zabytkowej wartości kopalni Guido. Udało się to zrobić rzutem na taśmę. Kopalnia nikomu wtedy nie była potrzebna, dlatego ryzyko jej likwidacji było faktyczne. Wynikało to także z potocznych wyobrażeń o zabytkach. Zabytkowy mógł być np. Matejko, ale nie kopalnia. Dlatego wielu przedstawicieli branży górniczej patrzało w sposób bardzo wąski na procesy ratowania kopalni. Tutaj montowało się nowe maszyny, stare się wyrzucało – nic nikomu nie kojarzyło się z zabytkami. Tak to już jest – wiemy tyle, ile nas nauczą. W dalszym ciągu społeczeństwu trzeba przybliżać termin „ochrona zabytków techniki”. To, że żyjemy teraz w takich a nie innych warunkach, jest rezultatem postępu technicznego, poszczególne jego etapy budują naszą tożsamość, a my jesteśmy częścią tych procesów.

Jako członkini Rady Muzeum Górnictwa Węglowego pierwszej i drugiej kadencji, pamiętam, że rady pod względem składu były w latach 90. bardzo liczne. W tych newralgicznych czasach pani Barszczewska angażowała wielu sojuszników. Dyskusje na posiedzeniach były poświęcone utworzeniu w kopalni Guido nowoczesnej ekspozycji muzealnej. Te działania podjęte przez panią Barszczewską stanowiły pierwszy krok we właściwym kierunku. Nowoczesne muzeum techniki górniczej było wówczas absolutną nowością. W tamtym czasie także Wieliczka dopiero zaczynała nabywać doświadczenia w prezentowaniu narzędzi i urządzeń pod ziemią, ponieważ wcześniej ich tam nie eksponowano: wyrobiska, figury – tak, ale nie maszyny. Dopiero w latach 80. zaczęło pojawiać się i ewoluować pojęcie „muzeum techniki”. To, co robiła pani Barszczewska, było olbrzymim krokiem na przód, choć był to zaledwie krok pierwszy. Angażując się później w rozliczne tarcia na rzecz uchowania kopalni, nie zdążyła zrealizować innych swoich zamierzeń w odniesieniu do planowanego podziemnego muzeum. Muzea są po to, aby nam uświadomić, że taką a nie inną drogę przebyliśmy. Z kolei w społecznych zachowaniach są pewne trendy, mody. W tej chwili jest taki trend, aby nie wikłać się w rozpoznawanie przeszłości: ma być wesoło, ma być zabawa, mają być emocje. Ale to przejdzie, te trendy się zmieniają.

O ile pamiętam, pierwszy raz zwiedzałam do kopalnię Guido jeszcze w latach 80., dokładnej daty nie pamiętam. Pierwszy raz oglądałam wyrobiska kopalni Guido z dr. Rudnickim. Od początku uważałam, że zachowanie tego dziedzictwa jest bardzo ważne, bo wszystko to zawiera czytelny ślad przeszłości. To co dziś eksponuje się na poziomie 320, tzw. strefa K8, jest przykładem tych nowoczesnych trendów, o których mówiłam: jest to przykład nastawienia na wrażenia, na emocje, na to, aby móc opowiedzieć, że byłem ponad 300 m pod ziemią i dobrze się bawiłem. Ale ta moda – jak już powiedziałam – minie. W strefie K8 nie zwraca się nawet uwagi na to, że do komór wchodzi się pod górę. To usytuowanie podłoża wynika z pierwotnego przeznaczenia tych miejsc. Jeśli była to komora pomp, musiała ona być podwyższona o przynajmniej pół metra w stosunku do spągu chodnika, aby w razie nagłego przyboru wody nie zalała ona pracujących maszyn. Stąd dziś różnica poziomów. Ale o tym się dziś nie mówi.

Lubię znać całą drogę rozwoju, poszczególne jego etapy. Dla mnie bardzo ciekawe byłoby więc pokazanie w kopalni Guido, jak pracowano w zakładach górniczych w XIX w, w połowie XIX w., czyli wtedy, kiedy kopalnia powstawała. Jestem zwolenniczką tego stylu ekspozycji, który pozwala także zwiedzającym zaangażować się bezpośrednio, może postukać młotkiem, może wykonać jakąś inną aktywność. Innym pomysłem mogłoby być zrobienie kompleksowej wystawy obrazującej odstawę i transport. Ileż tutaj się zmieniało na przestrzeni dziesięcioleci! To byłoby fascynujące – pokazanie, jak radzono sobie z koniecznością szybkiego przewożenia coraz większych mas węgla. To jest też historia, która do tej pory nie została jeszcze całościowo opracowana, a byłoby to szalenie ciekawe – zobaczyć, jak postęp techniczny wpływał na systemy transportu w kopalni. Ograniczanie ekspozycji do samych maszyn i samych wyrobisk jest jednak pewnym zawężeniem.

Gdyby wskazać ważne momenty dziejów kopalni, to trzeba by zacząć od jej założyciela. Guido Henckel von Donnermarck był inwestorem świadomym. Kiedy rozpoznał charakterystykę złoża kopalni Guido, domyślał się, że być może odpowiednie pokłady znajdzie głębiej ale to wymagałoby długotrwałych inwestycji. Drążenie szybów i wyrobisk udostępniających jest bardzo kosztowne, a nie przynosi praktycznie żadnych zysków, bo przez długi czas nie ma surowca, który by się sprzedawał. Dlatego był on zwolennikiem spółek akcyjnych, bo spółka dysponowała większymi środkami finansowymi. Przekazanie kopalni Guido spółce kolejowej stało się tak naprawdę motorem rozwoju tej inwestycji. Więc fakt, że właściciel pola górniczego, napotykając trudności (geologiczne, techniczne, finansowe), nie zaniechał inwestycji, ale kontynuował działania w formule spółki, to był pierwszy i kto wie, czy nie najważniejszy „kamień milowy” dziejów tej kopalni. Drugim ważnym momentem było połączenie tego zakładu z kopalnią Królowa Luiza. Jest niezmiernie ciekawe, że ten obszar zawsze na mapach i we wszelkiego rodzaju dokumentacji, był nazywany kopalnią Guido, także po połączeniu z kopalnią Królowa Luiza. Połączenie z zakładem państwowym zapewniło kopalni Guido środki na dalsze funkcjonowanie. Ważnym momentem było też przejęcie wyrobisk przez KOMAG. W latach 60. ten teren nie był już kopalni Makoszowy potrzebny, dlatego śmiało można powiedzieć, że decyzja o utworzeniu kopalni doświadczalnej uratowała byt tego zakładu. No i zachowanie kopalni przed skreśleniem z rejestru zabytków w roku 2000 to też był moment krytyczny, kiedy ważyło się być albo nie być kopalni Guido.

Swego czasu był taki trend, aby zabrzańskie muzeum wykreować na centralną placówkę muzealną przemysłu węglowego. Ale niestety, ta placówka została założona w bardzo trudnych czasach i one zadecydowały, że muzeum praktycznie nie mogło się rozwijać. Stan wojenny, generał na stanowisku ministra… To, co osiągnęła pani Barszczewska w tych trudnych czasach, jest godne najwyższego podziwu. Przecież były to czasy, kiedy mało kogo obchodziło muzeum, rozgrywały się ważne sprawy społeczne, zmiany polityczne, gospodarcze. A ona potrafiła w tych trudnych momentach dziejów, dzięki swoim umiejętnościom, rozmawiać z ludźmi, potrafiła do każdego dojść. I efekty były znakomite. Dziś, kiedy górnictwo węgla upada, trudno o zwiększanie rangi górniczego muzeum, choć ten kierunek byłby na pewno słuszny.  Wzrost rangi muzeum górnictwa węglowego byłby oczywiście bardzo uzasadniony, bo przecież górnictwo węglowe było podstawą uprzemysłowienia, dostarczało gospodarce ogromnych zasobów surowców energetycznych i w czasach pruskich i w czasach PRL. Teraz, kiedy węgiel traci na znaczeniu, wątpię, czy znajdzie się ktoś, kto chciałby tę historię szczegółowo odtwarzać. Ale to nie znaczy że nie należy próbować.

BIOGRAM

Ur. 1935 w Rudzie Śląskiej, absolwentka Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, Wydziału Geologiczno – Poszukiwawczego; w latach 1959 – 1970 nauczycielka w Technikum Górniczym w Wałbrzychu, wicedyrektor szkoły, doradca metodyczny nauczycieli przedmiotów zawodowych  w zakresie górnictwa; w latach 1970 – 1978 inspektor techniczny i kierownik działu informacji naukowo – technicznej w Dolnośląskim Zjednoczeniu Przemysłu Węglowego; inicjatorka i redaktor naczelna Kroniki Wałbrzyskiej (1979 – 1999); w okresie 1980 – 1990 pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej, Instytutu Historii, Architektury i Techniki; uzyskała stopień doktora na Politechnice Wrocławskiej na podstawie rozprawy poświęconej początkom górnictwa na Dolnym Śląsku; członkini Polskiego Komitetu Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego; autorka blisko 160 publikacji naukowych: książek, artykułów, recenzji, raportów; czynna uczestniczka międzynarodowych i krajowych konferencji branżowych. W roku 2013 pod jej redakcją ukazała się monografia „Kopalnia Guido. Fragment górnośląskiego górnictwa węglowego”. Honorowa obywatelka Szczawna – Zdroju (2015), Zasłużona dla Miasta Wałbrzycha (2018). Od 2006 r. mieszka w Zabrzu.

Foto: http://walbrzych.dlawas.info/wiadomosci/swieto-walbrzycha-2018-pierwsze-swieto-miasta-foto/cid,16506,a

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>