Dramat wyborów prawdziwych

W najbliższych dniach/tygodniach możliwe są jedynie dwa scenariusze politycznych wydarzeń: albo Bronisław Komorowski wygra w pierwszej turze albo Bronisław Komorowski wygra w drugiej turze. Mimo tej zasadniczej jasności emocji nie brakuje i pewnie nie zabraknie ich do samego końca, bo skala wygranej Bronisława Komorowskiego do samego końca pozostanie nieznana. Wszystko wskazuje na to, że wygra nieznacznie.

Dominujące emocje, jakie w związku z wyborami prezydenta masowo udzielają się wyborcom, dotyczą dramatycznych dla narodu polskiego skutków drugiej kadencji Bronisława Komorowskiego. Takie odnoszę wrażenie. Wyborcy ukazują rzeczywiste i urojone mankamenty prezydenta, przewidują dalekowzroczne skutki (katastrofalne!) jego II kadencji dla poziomu moralności Polaków, dla naszego bezpieczeństwa, dla naszego honoru i wizerunku, dla naszej zamożności… Można odnieść wrażenie, że głosowanie na Komorowskiego byłoby jedną z największych obrzydliwości, jakiej mógłby dopuścić się człowiek rozumny. „Gość Niedzielny”, który chwali się ostatnio przymiotem najchętniej kupowanego tygodnika opinii w Polsce, namaścił wręcz Andrzeja Dudę na kandydata katolików. Była to tylko prywatna opinia księdza – publicysty zamieszczona w kościelnym czasopiśmie – najchętniej w tej chwili kupowanym tygodniku opinii w Polsce, która jednak w żadnej mierze nie reprezentowała stanowiska Kościoła.

Silną pokusą albo wręcz naturalnym odruchem jest wpisanie się w emocjonalno – dramatyczną narrację jednej lub drugiej strony. Tzw. druga strona, czyli wyborcy Komorowskiego, nie epatują jednak przesadnie emocjonalnym tonem, co najwyżej krytykują, wytykają niekonsekwencje, lekko ironizują – trudno się odruchowo wpisać w tak mało wyraziste emocje. Gwoli uczciwości przyznam, że spotu – przestrogi przed Dudą, który jest przeciwko in-vitro, absolutnie nie kupuję i nie rozumiem. Sam też jestem przeciwko in-vitro tyle, że moje przekonanie nie potrzebuje oparcia w ustawie. Głosowanie na Komorowskiego to w każdym razie świadomy akt woli, a nie skutek dramatycznie rozedrganych emocji. Ton debacie nadaje więc elektorat Dudy i kilku innych wyrazistych kandydatów ale narracja jaką tworzą kontrkandydaci Komorowskiego, mimo że jakoś tam zniuansowana, jest radykalnie dwubiegunowa. W tych dniach można stać po stronie zdrajców ojczyzny albo po stronie obrońców jej honoru, można być za in-vitro albo przeciw in-vitro, można mieć poglądy zbieżne z poglądami Jana Pawła II albo z nimi rozbieżne, można być za pogłębianiem w Polsce biedy albo za wspomaganiem pomyślnego rozwoju ojczyzny, można paktować z wrogami Polski albo być patriotą itd. Część wyborców żyje w tych dniach i działa pod presją emocjonalnego szantażu. Presja jest tak silna, że w zasadzie nie mają oni wyboru, muszą w tych dniach ratować ojczyznę, bo jak twierdzi zacna starsza pani – „Polska umiera”. Potwierdzają to polityczni frustraci, cynicy i prymitywiści wznosząc pienia, aby Pan Bóg raczył nam wrócić ojczyznę wolną. Podejmują więc ci ludzie szalone inicjatywy w rodzaju ruchu ochrony wyborów (czy jak to się nazywa). Jacyś inni (choć nie do końca inni) ludzie twierdzą, że na rynek „rzucili” teraz taką partię długopisów, które po 4 godzinach znikają; „rzucili” je po to, żeby w miejsce krzyżyków, które na kartach do głosowania znikną, wstawić potem (przez swoich ludzi w komisjach wyborczych) inne krzyżyki, sfałszowane, i dzięki nim podstępnie wygrać wybory wbrew woli większości społeczeństwa.

Najłatwiej byłoby machnąć ręką na oszołomów. Rozsądny wyborca (za takiego się uważam) powinien jednak podjąć wysiłek zrozumienia lub wzniesienia się ponad te dramatyczne emocje, aby zyskać moralną pewność swoich racji i nie wikłać się w żadne szalone inicjatywy ani moralne dylematy. Dramatyzm wyborczych emocji bierze się stąd, że jedni z nas lepiej, a inni gorzej radzą sobie w życiu, jedni odnajdują się wśród wyzwań demokracji łatwiej, innym przychodzi to z dużym trudem. Ci drudzy, szukając wyjaśnienia przyczyn trudności, znajdują je w rządzących – chodzi o obecnie rządzących, bo kiedyś było inaczej, lepiej. Niektórzy z nich chcieliby nawet przekreślenia całego dorobku mijającego 25-lecia wolności i wprowadzenia nowego porządku, jakiejś „suwerennej demokracji”, w której ktoś tam w Warszawie zawsze zadba, aby wszystko było na swoim miejscu. Niektórzy wierzą, iż bezpośrednio od wyników wyborów zależy jakość naszej egzystencji. Owszem, ale rzadko. W ostatnich latach tylko kilkakrotnie politycy podejmowali decyzje, które istotnie wpłynęły na nasze życie – mam na myśli wprowadzenie gospodarki rynkowej, wstąpienie do NATO, wejście do Unii Europejskiej, wielkie reformy rządu Buzka, militarne zaangażowanie naszych żołnierzy w akcjach bojowych poza granicami Polski (oni tam giną!), katastrofa smoleńska… To wszystko było zasługą, winą lub skutkiem decyzji polityków. Być może jeszcze parę innych procesów można by do tej wyliczanki dołączyć ale na pewno niewiele więcej. Jakość naszej egzystencji nie zależy tego, czy prezydent jest zwolennikiem okręgów jednomandatowych, przeciwnikiem in-vitro, czy zwolennikiem zgody. Standard naszej egzystencji zależy od nas samych, od naszego rozsądku, operatywności, światopoglądu, kwalifikacji, od naszych postaw moralnych, od jakości naszych więzi rodzinnych i przyjacielskich. Prezydent ma na to wszystko wpływ minimalny, bliski zeru.

Kiedy coś szwankuje, kiedy trudno uporać się z problemami, najłatwiej przychodzi „ich” obarczyć odpowiedzialnością za rozwiązanie problemów, samemu nie ruszając nawet palcem. Jedyną i pewną zmianą, jaką przyniosłaby zmiana prezydenta, byłaby zmiana samopoczucia części wyborców. To znany mechanizm. Palimy nałogowo, pijemy na umór, nie ruszamy się, co negatywnie odbija się na naszym zdrowiu – ale pretensje mamy wyłącznie do ministra zdrowia. Nie siedzimy z dziećmi przy odrabianiu lekcji, nie rozmawiamy z nimi o przeczytanych lekturach, nie zapisujemy ich na koła zainteresowań, nie posyłamy na dodatkowe języki – ale pretensje o to, że nie radzą sobie na rynku pracy mamy do ministra edukacji. Nie potrafimy z własnej inicjatywy uczynić czegoś dobrego dla innych, nie wbrew innym, ani nie na złość innym ale DLA innych, nie angażujemy się w działalność lokalnych stowarzyszeń ale pretensje o nieudolność i znieczulicę mamy do rządzących. Nie potrafimy nawet pogodzić się z sąsiadem i wyciągnąć ręki do zgody, a jednocześnie jesteśmy skłonni wierzyć, że zmiany w moim życiu jest w stanie dokonać taki czy inny facet w Warszawie. To jest dramat wyborów prawdziwych – codziennych, osobistych wyborów: wziąć swoje sprawy w swoje ręce czy zgłaszać roszczenia i mieć pretensje?

Dramatyczne wręcz histeryczne emocje przedwyborcze są wyrazem infantylnej tęsknoty za tym, czego sami z różnych powodów nie osiągnęliśmy. Marzymy, żeby politycy osiągnęli to wszystko za nas, niczym niespełnieni rodzice w stosunku do dzieci, bo wydaje nam się, że wtedy nam będzie dobrze, wtedy będziemy szczęśliwi, a nasze problemy znikną. Gdyby gładki prawnik albo sfrustrowany muzyk naprawdę umieli rozwiązać problemy i pozyskiwać sojuszników do rozwiązywania problemów, stałby za nimi bogaty dorobek tychże rozwiązanych problemów: gdzieś w miastach, w regionach, na osiedlach, w szkołach – tymczasem za nimi, nie licząc słów, pusto… Ze spokojem zagłosuję więc za spokojem, na więzionego w PRL opozycjonistę, byłego ministra obrony, byłego marszałka sejmu i obecnego prezydenta Polski – na Bronisława Komorowskiego.

Komentarze

  1. Maj 8, 2015

    Tomasz Odpowiedz

    Nie będę się rozpisywał. Gość Niedzielny nie namaścił nikogo na kandydata katolików. Jeżeli ktoś to zrobił to jeden redaktoe w artykule, ktory został przez redakcję usunięty ze strony internetowej, oraz nie został dopuszczony do druku. Zatem czy Gość Niedzielny kogoś namaszczał?

    Po drugie to pan Komorowski taka etykietke przydzielil do pana Dudy! Nikt inny.

    Bardzo mądrze napisał pan, że wybory nic nie zmienia. Czy pan Komorowski czy pan Duda w kraju będzie tak samo. Urzędników będzie o te 20% wiecej, wprowadzi się nowe podatki na sfinansowanie nowych socjalów.. Kandydaci, którzy mogliby cokokwiek zmienić dostawali 37 minut na antenie TVP info w marcu i kwietniu. Pan Komorowski 8 godzin więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>