Dyrektor zrezygnował – czyli o zarządzaniu zmianą w kulturze.

Zmiana na stanowisku dyrektora instytucji kultury, zwłaszcza gdy idzie o dyrektora długoletniego, to delikatna i dość zawiła operacja. Środowisko artystów ma swój autonomiczny świat wrażliwości i niuansów, których człowiek spoza branży ogarnąć nie zdoła. Przepisy – przepisami ale ten fakt trzeba na wstępie zauważyć i zaakceptować.

Słyszałem o kilku ciekawych zmianach na stanowiskach dyrektorów ważnych instytucji kultury. Jedną z głośniejszych była nominacja Jana Klaty na dyrektora Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Tamta zmiana nie była niespodziewana – Mikołaj Grabowski sam zasugerował ministrowi Zdrojewskiemu, że po 10 latach jego dyrektorowania można by pomyśleć o zmianie na stanowisku szefa teatru. Panowie mieli jeszcze spotkać się i porozmawiać o następcy ale minister załatwił sprawę w pojedynkę. Grabowskiemu podobno było z tego powodu smutno. Nie wchodząc w znane mi wyłącznie z mediów szczegóły – nowatorski Jan Klata, jako szef teatru, okazał się dla zespołu artystów sprawcą koncepcyjnego trzęsienia ziemi. Skończyło się ono odejściem m.in. Jerzego Treli, Anny Polony, paru innych aktorów, protestami widzów, pytaniami o to, kto do narodowego teatru wpuścił pospolitych barbarzyńców… Być szefem gwiazd nie jest łatwo. Coś o tym wie Jan Klata, który przetrwał medialne paranoje wokół jego artystycznej działalności i z powodzeniem nadal prowadzi zespół, trochę tylko zrestrukturyzowany. Teatr to nie Kościół, tu naprawdę czasem można coś zmienić.

Choć zawirowania wokół obsady dyrektorów instytucji kultury prawie nigdy nie wychodzą instytucjom na dobre, to trzeba też uczciwie przyznać, że przyczynami jakichś kataklizmów, upadków, likwidacji – też raczej nie są. Kilka lat temu głośno było o Filharmonii Opolskiej, gdzie związki zawodowe wymusiły odejście Bogusława Dawidowa, po kilkunastu latach jego szefowania. Na stanowisko dyrektora filharmonii powołano wtedy dyrektora szkoły muzycznej z Krapkowic. I pracuje do dziś, i jest dobrze. Muzeum Śląskie, którego otwarcie jest już blisko, też swoje przeszło ale wszystko wskazuje na to, że personalne i administracyjne układanki zostały tam pomyślnie zakończone. Także Muzeum Miejskie w Zabrzu ma swój klimat w zakresie polityki kadrowej – już któryś rok z rzędu szefostwo zabrzańskiego muzeum pełni obowiązki w duchu biblijnego przesłania „nie znacie dnia ani godziny”…

Internetowy serwis Dziennika Zachodniego (Śląsk Plus) przypomniał w tych dniach głośną sprawę odwołania Pawła Gabary ze stanowiska dyrektora Gliwickiego Teatru Muzycznego. Sprawa wciąż wzbudza emocje. Po publikacji wiceprezydent Gliwic zarzucił najlepszemu regionalnemu serwisowi informacyjnemu utratę wiarygodności. Były dyrektor równie emocjonalnie ale i mętnie omawia okoliczności swojego odwołania. Wygląda na to, że władze Gliwic są złe, co jednak kłóci się z wynikami niedawnych wyborów i ogólnie korzystnym wizerunkiem zarządzania tym miastem.

Prawdopodobnie poszło o wyniki ekonomiczne teatru. Kultura kosztuje więc kultura musi się liczyć – w znaczeniu: musi dobrze liczyć. Nie jest łatwo być jednocześnie artystą i menadżerem. Unia hipostatyczna wybitnego artysty z wybitnym menadżerem to rzadkość. Nie oznacza to oczywiście przymykania oka na niegospodarność czy przemilczania błędów w imię artystycznej wolności. Dyrektor miejskiej instytucji musi lojalnie realizować politykę miasta, to oczywiste. Jednak w przypadku dyrektora instytucji kultury musi w tym zakresie istnieć jakaś autonomia. Były dyrektor powiedział, że jednym z zarzutów, jakie skierowano wobec niego, było zrobienie „Tarzana” w koprodukcji z Zabrzem. Gliwice ma świetny zespół (GTM), w Zabrzu znalazła się odpowiednia do tego przedstawienia sala (DMiT). Z punktu widzenia widzów, wśród których byłem i ja z synami, było to znakomite widowisko! Organizatorzy zadbali, aby poinformować widzów, skąd przyjechali występujący artyści – nikt nie udawał, że to grupa taneczna z pobliskiego ośrodka kultury. Dawne dzieje…

Dokonywanie zmian na stanowiskach dyrektorów instytucji kultury, choć formalnie proste, wymaga od organu założycielskiego szczególnej wyobraźni. Jest mnóstwo okazji, aby demonstrować, kto w mieście rządzi ale tę konkretną można by odpuścić. Czasem w kulturze nie da się działać wg przepisów, rytmu kadencji, sztywnych procedur – to prawda. W kulturze można/trzeba działać innowacyjnie, niestandardowo, także w obszarze administracji i zarządzania. Ale faceta z kilkunastoletnim stażem nie można spuszczać ot tak, jakby był przejściowym, nieudanym eksperymentem kadrowym. To wygląda na działanie nie fair, tak nie wypada. Inna rzecz, że dramatyczne wyznania medialne byłego dyrektora o zakazie wstępu do teatru oraz o tym, że „zespołowi należy się jego obecność” brzmią cokolwiek groteskowo.

Zarządzanie zmianą jest zawsze wyzwaniem ale władze Gliwic uchodzą – nie tylko w regionie – za liderów samorządowych w zakresie zarządzania. Szkoda więc, że liderzy zarządzania – po ludzku patrząc – tak nieudolnie przeprowadzili zmianę na stanowisku dyrektora ważnej dla miasta instytucji kultury… Na pewno można było rozegrać to zręczniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>