Dyskusja – doświadczenie frustrujące

Dobrze się składa, że o synodzie na temat rodziny jest aż tak głośno. Są przecieki, domysły, sprzeciwy, stanowiska, oczekiwania, zawody… To wszystko przykuwa uwagę i wzmacnia zainteresowanie. Pojawiają się zwolennicy, przeciwnicy, optymiści, sceptycy. Ktoś mądrze napisał, że synod to jednak nie jest widowisko sportowe, żeby aż tak symetrycznie dzielić sympatie między zwolenników i przeciwników komunii dla rozwiedzionych. To nie jest jedyny ani główny temat synodu. Ale jest najbardziej medialny. Z rzadka coś będzie w stanie go przysłonić. Dziś poszła informacja o dziecku przystępującym do komunii, które przełamało przyjętą Hostię i podzieliło się nią z rodzicami (obydwoje po rozwodach, w powtórnym związku). Niedawno podano jeszcze inną wiadomość, choć u nas aż tak bardzo się nie przebiła, a jeśli już, to w postaci zdeformowanej. Co to było?

Trzynastu kardynałów, w tym różnego rodzaju szychy, typu Prefekt Kongregacji Doktryny Wiary, szef Sekretariatu ds. Ekonomicznych Stolicy Apostolskiej, arcybiskup Nowego Jorku, Toronto, Bolonii (pierwszy szef powołanego za czasów JPII Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną), dwóch metropolitów afrykańskich, wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu USA i paru innych wysłało list do papieża Franciszka. Papież otrzymał list w dniu rozpoczęcia Synodu. W mediach pojawił się on tydzień później. Kardynałowie wyrazili w nim zastrzeżenia wobec planowanej organizacji Synodu. Napisali, że procedurom synodalnym brakuje m.in. otwartości i pełnej kolegialności. Autorów listu zaniepokoiło, że zbyt wielu ważnych funkcyjnych uczestników Synodu zostało nie wybranych, a bez konsultacji mianowanych (napisali ci, którzy na co dzień zawsze wszystko szeroko konsultują…). Wyrazili też zaniepokojenie, że nowe synodalne procedury są ustawione w ten sposób, aby ułatwić osiągnięcie z góry założonych rezultatów w kwestiach spornych. Martwią się też o kształt dokumentu końcowego, że nie odda on w pełni woli większości uczestników Synodu.

Ostro kardynałowie napisali! Wśród uczestników synodu trochę zawrzało. Gdyby wczytać się wnikliwie w to, co w liście napisano i to, co zawarto między jego wierszami, wynika z tego niezbicie, że grupa kardynałów zarzuca papieżowi – mówiąc delikatnie – ręczne sterowanie pracami Synodu, a mówić wprost – odkryła spisek, przestrzega przed zamachem na prace Synodu. Tuż po publikacji listu, kiedy jeszcze nie było wiadomo, kto dokładnie te uwagi podpisał, kilku kardynałów publicznie ogłosiło, że oni nie. Może nie identyfikowali się z treścią listu, a może obawiali się konsekwencji? W kontekście tego listu bardziej dla mnie zrozumiałe stało się wystąpienie papieża w pierwszym bodaj dniu Synodu, kiedy podkreślił on, że nauka Kościoła nie zostanie zmieniona. Przestrzegał też przed uleganiem mentalności spisku, jako duchowo bezużytecznej i prosił o głębokie rozeznanie, aby strać się zrozumieć, czego Pan chce od swego Kościoła.

Mają tam ojcowie pewien zgryz. Wydają się bardzo przejęci tym, że wola czy poglądy części z nich (większości?) mogą zostać poddane jakiegoś rodzaju oddziaływaniu papieża. Trochę to niezręczne, bo Kościół nie jest zarządzany demokratycznie, co na co dzień nikomu z uczestników Synodu nie przeszkadza. Niektórzy boją się, że nie będą mieli decydującego wpływu na ostateczny kształt dokumentu końcowego Synodu. Szkopuł w tym, że ten dokument podlega ocenie i akceptacji papieża, więc nie ma czego się obawiać. Trzeba się tam otworzyć i rozmawiać, spierać się, budować argumenty i kontrargumenty, formułować tezy, hipotezy i opinie. Część ojców synodalnych pojechała tam kompletnie nie przygotowana – nastawiona jedynie na zgrabną rekapitulację nauczania Kościoła na temat rodziny. Tymczasem papież, Kościół i świat nie tego od biskupów oczekują. Nie po to była tamta obszerna ankieta, ubiegłoroczna część nadzwyczajna Synodu, żeby teraz spotkać się w Watykanie i poczytać sobie katechizm. Rozumiem biskupów, np. naszych – polskich biskupów, że nie są przyzwyczajeni do dyskutowania. Są świetni w wygłaszaniu przemówień, kazań, słaniu listów, komunikatów, ogłaszaniu faktycznych bądź hipotetycznych ekskomunik ale żeby o różnych sprawach dyskutować? Co za dużo to nie zdrowo. A tam, na Synodzie, o zgrozo, dyskutują, i to nawet inni biskupi dyskutują! To musi być dla niektórych kompletnie nowe doświadczenie i mega-frustrujące.

Synod znajduje się dopiero na półmetku. Sporo jeszcze przed nami!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>