Dyskusja – sposób poznawania i rozumienia innych

Przez różnego rodzaju media przetacza się jedna z ostatnich fal bezpośredniego podsumowania Synodu. Przyznam, że nie śledzę jej dość dokładnie, czekam raczej na papieską adhortację, bo spodziewam się, że będzie to dokument przełomowy. Wątkiem, który jednak rzuca się w oczy, jest swoboda wypowiedzi, jaką mieli tym razem mieć uczestnicy Synodu. Skala ich zadziwienia tą otwartością jest ogromna. Trudno to pojąć ale zdaje się, że chyba po praz pierwszy biskupi, spotkawszy się, w miarę swobodnie z sobą rozmawiali (tym bardziej trudno pojąć, co robili podczas wcześniejszych tego typu spotkań).

Sam papież Franciszek zachęcał uczestników, aby szczerze wyrażali swoje opinie, nawet jeśli uważaliby, że nie są to opinie papieża albo większości uczestników. Tytułem zilustrowania skali zadziwień otwartością dyskusji, chcę przytoczyć kilka relacji medialnych na ten temat. „Kolejna burza na synodzie. Głos zabrał francuski dominikanin” – głosi tytuł reportażu na jednym z portali (prawy.pl). Przedstawiciel The Catholic Herald przestrzegał: „zmiany proceduralne zastosowane podczas tegorocznej sesji są nie do przyjęcia, a Kościołowi grozi wielka schizma”. Kard. Schönborn stwierdził natomiast „nowa metodologia prac została wskazana, jako mocny punkt kończącego się Synodu. Pozwoliła ona bowiem na bardziej otwartą ale też bardziej uporządkowaną dyskusję i dała miejsce owocniejszej konfrontacji poglądów”. „Na innych synodach, gdy się nie zgadzałeś z główną linią, byłeś uciszany. Teraz można mówić wszystko” – powiedział kard. Godfried Danneels. „Jeszcze nigdy różnice między biskupami nie były tak widoczne” – dodał kard. Oswald Gracias. Znamiennie podsumował wszystko papież: „Widzieliśmy również, że to, co wydaje się normalne dla biskupa jednego kontynentu, jest oceniane jako dziwaczne, prawie jako skandaliczne, przez biskupa z innego kontynentu” ale tę odmienność uznaje papież za bogactwo różnorodności. (ostatnie trzy wypowiedzi przytaczam za Tygodnikiem Powszechnym).

Niektóre media były przestraszone skutkami tej daleko idącej otwartości.. W naszych rodzimych mediach czytaliśmy:  „Coraz mocniejsze wypowiedzi biskupów powinny nas wszystkich skłonić do jeszcze większej mobilizacji modlitewnej w intencji ojców synodalnych” (Nasz Dziennik). W podobnym tonie wypowiedział się w Rzeczpospolitej niezawodny Tomasz Terlikowski: „Próżno szukać pozytywów obecnego synodu, może poza rozmodleniem przerażonych skutkami obrad katolików”.

Faktem jest, że wielu duchownych, zwłaszcza tzw. wyższych duchownych, nie jest przyzwyczajonych ani przygotowanych do dyskusji. W tych kręgach się nie dyskutuje: odbywa się grzecznościowe wymiany zdań, udziela wywiadów, wygłasza przemówienia, przyjmuje laudacje, wydaje polecenia. Kiedy więc biskupi znajdują się w środowisku rozdyskutowanym muszą czuć się nieswojo, może nawet czują się zagrożeni i przyjmują różne postawy obronne. Dyskusja jest im oczywiście znana z mediów ale raczej nie z własnego doświadczenia, od studiów poczynając… Wobec dyskusji chętnie przyjmują więc rolę arbitrów, a nie uczestników. To negatywnie wpływa na jakość dyskusji. Brak dojrzałego podejścia do dyskutowania daje o sobie znać, kiedy kościelni dyskutanci demonizują oponentów przypisując im: herezję, zdradę lub jakiś rodzaj opętania. Takie są opłakane rezultaty mentalności hierarchicznej. Dyskusja zakłada równorzędność poglądów osób dyskutujących, kojarzy się z wstępem do głosowania, wręcz z demokracją, a w Kościele – jak wiadomo – nie ma demokracji. Czy jednak na pewno…? Synod niemal niepostrzeżenie pokazał, że nie jest to prawdą. W jaki sposób ojcowie synodalni przyjęli dokument podsumowujący obrady? Przez głosowanie! Każdy z punktów poddano ocenie wszystkich uczestników Synodu i aby ostać się w dokumencie końcowym, każdy punkt musiał uzyskać większość 2/3 głosów. Największą jednomyślność wzbudził punkt 2 dokumentu (179 – za, 0 – przeciw)

największe kontrowersje z kolei spowodował punkt 52 (104 – za, 74 – przeciw) ale też przeszedł.

W tym kontekście trzeba podkreślić, że ważną konkluzją Synodu jest sama synodalność – spotykanie się, siadanie obok siebie, dyskutowanie, szukanie zrozumienia, formułowanie wspólnych wniosków. Dzisiejsze minimum oczekiwań wszystkich, to przekonujące uzasadnianie obowiązujących zasad. Normą musi być ich rozumienie. Od tej optyki nie ma odwrotu. Warto dyskutować, warto organizować synody: parafialne, dekanalne, diecezjalne, prowincjalne. Mimo że nic nie zmienią w kościelnej nauce – mogą wzbogacić uczestników: otwarta dyskusja pozwala poznać się nawzajem i zrozumieć, a tego nigdy za wiele, także w Kościele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>