Etyka himalaistów

Formalnie – „etyka himalaistów” nie istnieje. Systematyka etyki zna takie pojęcia, jak etyka chrześcijańska, etyka różnych systemów filozoficznych, etyka biznesu, etyka niektórych konkretnych zawodów (np. lekarza, nauczyciela, policjanta, adwokata, dziennikarza), która pozwala wiedzieć i zrozumieć osobom je wykonującym, w jaki sposób w danym zawodzie działać właściwie – nie w sensie technicznym czy merytorycznym, a właśnie etycznym. Modna jest etyka sytuacyjna, zgodnie z którą uniwersalnej etyki i uniwersalnych zasad postępowania nie ma, a człowiek powinien działać zgodnie ze swoim rozumem i sumieniem, natomiast o ocenie konkretnego działania decyduje zawsze konkretna sytuacja i konkretne okoliczności.… „Etyka himalaistów”, jako usystematyzowana dziedzina wiedzy, nie istnieje. Nie ma takich zajęć w liceum ani egzaminów na studiach, nie ma takich rozdziałów w podręcznikach etyki, nie ma oferty takich szkoleń. Nie było i nie ma takiego nurtu w historii filozofii, do której przecież refleksja etyczna należy. Zasad zachowania się w najwyższych górach świata nie można więc nauczyć się poprzez przyswojenie skarbnicy wiedzy odziedziczonej od pokoleń przodków, czy doświadczonych himalaistów, ani poprzez pamięciowe opanowanie pojęć…

Etyka himalaistów nie funkcjonuje w przestrzeni akademickiej. Funkcjonuje za to jako zbiór praktycznych intuicji, które pozostają dostępne i możliwe do przeżywania jedynie dla wąskiej garstki wysokogórskich wspinaczy. Dla reszty – w tym dla mnie – mogą owe intuicje być wyłącznie przedmiotem teoretycznych rozważań. Etyka himalaistów jest wypadkową kondycji konkretnych organizmów, ich sił fizycznych, umiejętności technicznych konkretnych osób, a także aktualnych warunków pogodowych. Wachlarz zachowań w sytuacjach, które mają miejsce w najwyższych rejonach górskich jest podobny do sytuacji, w jakich działają np. ratownik nurkujący za zaginionym w lodowej przerębli czy strażak szukający poszkodowanych w zadymionym pomieszczeniu. Wspólnym mianownikiem takich sytuacji granicznych jest walka o życie: swoje lub innych. Nawet, kiedy himalaista wspina się w warunkach przewidywalnych, kiedy kondycja mu dopisuje, kiedy umiejętności techniczne pozwalają wspinać się wszędzie – powyżej pewnej wysokości człowiek zawsze walczy o przeżycie. Jedni walczą bardziej dramatycznie, inni bardziej łagodnie, ale walczą wszyscy. Objawy choroby wysokościowej mogą dać o sobie znać już na poziomie 2.000 metrów. Poziomy między 3.000 a 5.500 są traktowane jako bardzo duża wysokość. Powyżej 8.000 metrów rozpościera się strefa śmierci. Bez względu na umiejętności, kondycję i pogodę – przebywanie w niej jest możliwe tylko przez krótki czas i nie dla wszystkich.

Snując rozważania o etyce himalaistów należałoby najpierw zapytać o etyczną ocenę samego wspinania się przez ludzi powyżej 8.000 metrów. Skoro na tej wysokości, niezależnie od okoliczności, życie ludzkie zawsze jest realnie i bezwzględnie zagrożone, to czy etycznym jest pchanie się w te rejony? Jeśli tak, to z jakich powodów i pod jakimi warunkami może to być etycznie dopuszczalne: sport, realizacja osobistych pasji, konsekwencja w dążeniu do obranych celów, podtrzymywanie wizerunkowej potęgi polskiego himalaizmu? Czy to wystarcza, aby narażać wartość absolutnie nadrzędną, jaką jest życie? Moim zdaniem – nie wystarcza. Nie ma żadnej bezwzględnej potrzeby, aby ludzie pchali się w strefę zagrożenia życia dla sportu, z powodu pasji czy po to, aby coś sobie lub komuś udowodnić. Gdyby wejście na ośmiotysięcznik było warunkiem uzyskania jakiegoś nadzwyczajnego dobra, którego nie można by uzyskać nie wchodząc tam – można byłoby rozważyć argumenty o celowości tego rodzaju aktywności. Takiego uzasadnienia jednak nie ma. Wejście na ośmiotysięcznik, szczególnie w ziemie, bez tlenu, bez asekuracji, nie może spowodować żadnego cudownego wskrzeszenia, czy uzdrowienia. Ryzykowanie zaś życia dla pieniędzy czy sławy (czy himalaizm jest dla himalaistów działalnością dochodową – tego nie wiem) z działaniem etycznym niczego wspólnego nie ma. Powszechna radość i narodowa duma z czynu, którego dokonali w ostatnim czasie Adam Bielecki i Denis Urubko – prawdopodobnie najlepsi obecnie himalaiści na świecie – ma w sobie wiele perwersji. Dlaczego? Ryzykując własne życie wspinali się nocą po pionowych lodowych ścianach, przy silnym wietrze, w ekstremalnie niskiej temperaturze (-40oC), na niewyobrażalnych wysokościach, przy morderczym wysiłku, aby ratować ludzi, którzy nie byli w stanie o własnych siłach wydostać się ze strefy zagrożenia życia, w której znaleźli się z własnej woli. Jedni ludzie szalenie silni i odważni, ryzykując własne życie, uratowali innych ludzi silnych i odważnych, bo tym drugim zabrakło sił. Zjawiskowo sprawa jest ciekawa, ale rozsądku w tym za grosz.

Etyka himalaistów w całej rozciągłości objawiła się nam kilka lat temu. Czworo himalaistów silnych i odważnych wspinało się zimą 2013 r. na Broad Peak (8051 m.n.p.m.). Swój cel wszyscy osiągnęli, ale czy odnieśli sukces? Niekoniecznie. Okazało się, że szczyt zdobyli bardzo późnym popołudniem i podczas schodzenia rozegrał się dramat: jeden himalaista zasłabł w strefie śmierci, gdzie też zastała go noc, drugi, najbardziej doświadczony – autorytet dla pozostałych, zaginął i do tej pory jego ciała nie odnaleziono. Dwóch pozostałych przeżyło, ale ryzyko utraty życia także w ich przypadku było ogromne. Adam Bielecki i Artur Małek w odstępie kilku godzin cudem dali radę wrócić do tzw. obozu IV, czyli do dwóch namiotów ustawionych najwyżej wierzchołka. Znalezienie tych namiotów i dotarcie do nich po zmroku było bardzo trudne, ale dwóm z czterech himalaistów to się wtedy udało. Rozgorzała dyskusja: dlaczego ci dwaj nie wrócili po pozostałych? Więcej: dlaczego na nich nie zaczekali? Gnali przed siebie, myśląc o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym namiocie. Istnieje praktyka (opcja? zwyczaj?) żeby wspinać się lub schodzić w zespołach związanych liną – dlaczego z niej nie skorzystano? Podobnych dyskusji w podobnych okolicznościach było u nas więcej. Trochę to wtedy trwało, ale z czasem społeczeństwo chyba zrozumiało, że w tamtych warunkach nie można było inaczej. Czy strażak, operując w silnym zadymieniu, ma obowiązek, aby póki żyje, błąkać się w toksycznych oparach, szukając poszkodowanych? Nie, musi przede wszystkim przeżyć. Podobnie nurek – ratownik, nie może doprowadzić do sytuacji, w której się utopi, bo w ratownictwie, pożarnictwie i himalaizmie nie chodzi o to, aby bohatersko mnożyć ofiary.

Najnowsze wydarzenia na Nanga Parbat, których bohaterami byli ratowani Elisabeth Revol i Tomasz Mackiewicz oraz ratujący Adam Bielecki i Denis Urubko (oraz dwaj inni polscy himalaiści), przeszły w przestrzeni publicznej nieco łagodniej. Po pierwsze dlatego, że po Broad Peak, gdzie tego typu etycznie i egzystencjalnie graniczne sytuacje wybrzmiały mocno, opinia publiczna już wie i pamięta, że wspinanie się zimą w Himalajach czy w Karakorum to działania po ludzku absolutnie ekstremalne! Zarówno dla wspinających się, jak i dla ewentualnych ratowników – ewentualnych, bo przecież nie etatowych. Tam od ratowników nie można wymagać takiej dyspozycyjności, jak np. w naszych Tatrach, a ewentualnie podjęte działania ratownicze nie zawsze będą tak efektywne, jak chcielibyśmy tego oczekiwać siedząc w fotelu i głaszcząc smartfona. Na Nanga Parbat powstał problem – m.in. etyczny: jak bardzo ryzykować, ratując Elisabeth i Tomasza? Okolicznościami działania ratowników były warunki atmosferyczne, umiejętności techniczne i siła fizyczna, intencją – ratowanie życia i zdrowia ludzkiego. Ostatecznie zdecydowano, aby ratować Elisabeth, która uwzględniając obrażenia, i tak wykonała tytaniczny wysiłek i zeszła ok. 1.500 metrów. Odpuszczono natomiast wyprawę po Tomasza – drugiego wspinacza, który ze względu na dramatyczne pogorszenie stanu swojego zdrowia, został znacznie wyżej. Uratowanie odmrożonej kobiety, choć technicznie trudne, było bardzo prawdopodobne i ostatecznie się powiodło. Ratowanie pozostawionego wyżej polskiego wspinacza było teoretycznie możliwe, jednak prawdopodobieństwo udanej akcji było w tym wypadku znikome. Sami ratownicy byli skrajnie wyczerpani. Stan poszkodowanej kobiety, choć wydawał się stabilny, był jednak poważny – spędziła na ośmiotysięczniku kilka zimowych dni i nocy sama, bez ekwipunku, bez pożywienia i picia. Pozostawienie jej, aby poczekała i podjęcie próby niesienia pomocy wyżej, mogło wprawdzie, w scenariuszu skrajnie optymistycznym, skończyć się szczęśliwym powrotem wszystkich czworga. Scenariusz skrajnie pesymistyczny oznaczał jednak coś dokładnie przeciwnego. Za duże ryzyko. Decyzja Bieleckiego i Urubko była optymalna, rozsądna i zgodna z zasadami etyki himalaistów. Niosąc pomoc – nie chcieli mnożyć ofiar!

Z uwagi na dwuznaczne okoliczności uprawiania himalaizmu, jestem daleki od propagowania czci dla samych wspinaczy, a także ich ratowników (jak widać, w tych rolach himalaiści czasem występują zamiennie). Gdyby w czasie akcji na Nanga Parbat coś poszło nie tak i – co nie daj Boże – nikt z czworga czy nawet sześciorga himalaistów nie wróciłby stamtąd, czy wówczas moglibyśmy mówić o którychkolwiek z nich, jak o bohaterach? Śmiem wątpić. Dziś są bohaterami, bo dali radę – udało się. Należy im się szacunek, ale lepiej i bardziej etycznie byłoby po prostu nie pchać się w strefę bezwzględnego zagrożenia życia. Dobrowolne podejmowanie ryzyka wysokogórskiej wspinaczki nie może być oceniane tak samo, jak np. działania służące obronie życia własnego lub najbliższych w sytuacji nieuchronnego zagrożenia. Okoliczności są jednak inne. Ekipie pod K2 życzę sukcesu, a definiuję go następująco: żeby niezależnie od tego, czy do 20 marca wejdą na wierzchołek czy też nie wejdą, aby w komplecie i pełnym zdrowiu wrócili do swoich domów. Żeby nie trzeba było angażować kolejnych bohaterów do jeszcze jednej akcji ratunkowej. To będzie prawdziwy sukces i takiego sukcesu im życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>