Event w katedrze

Amerykanie nie rozdrabniają się – jeśli już coś robią, to zwykle z rozmachem. W piątek 14 listopada w waszyngtońskiej katedrze miało miejsce wydarzenie bez precedensu i to w skali – najprawdopodobniej – globalnej. The Washington Post napisał, że duchowni Kościoła katolickiego i duchowni wspólnoty muzułmańskiej, porozumieli się w sprawie odprawienia przez muzułmanów piątkowych modlitw w uzgodnionej części stołecznej katedry. Nie było to prezbiterium, wręcz przeciwnie ale jednak w katedrze. I nabożeństwo nie było otwarte ale zamknięte, a uczestniczący w nim przedstawiciele obojga wyznań zostali starannie wyselekcjonowani. Redaktor opisując to wydarzenie posłużył się wygodnym określeniem „event” ale nie czepiałbym się, w końcu tekst nie ukazał się w Tygodniu Powszechnym tylko w gazecie dla masowego odbiorcy. Poza tym, kto wie, czy to dziennikarskie ujęcie nie było przypadkiem trafne.

Podczas nabożeństwa oraz po jego zakończeniu padło wiele dobrych słów. Doszło też jednak do zakłócenia porządku. Pewna kobieta głośno wyraziła dezaprobatę dla koranicznych tekstów wypowiadanych przez duchownego prowadzącego nabożeństwo. Użyła m.in. zakłócających porządek słów „to Jezus Chrystus jest naszym Panem”. Ochrona szybko choć grzecznie zareagowała wyprowadzając sprawczynię wybryku gdzieś poza miejsce modlitwy muzułmanów. Doszło więc do sytuacji, w której chrześcijanka została usunięta ze świątyni za złożenie prastarego wyznania wiary. Coś jest nie tak, niezależnie od tego, że nie zawsze jest dobry czas i dobre miejsce do składania publicznego wyznania wiary. Nawiasem mówiąc, gdyby ta niewiasta podobne świadectwo złożyła podczas mszy św. (np. podczas przeistoczenia), wówczas też mogłoby to być impulsem do działania służb porządkowych. Wizerunkowo cały ten „event” został jednak w tym momencie pogrzebany, bo na pierwszym planie w katedrze wyeksponowała się polityczna poprawność. Sam w sobie ów gest był piękny i światły, nowoczesny i postępowy. Jeszcze jeden i bardzo ważny gest chrześcijan pod adresem braci muzułmanów. My naprawdę jesteśmy otwarci, nie tylko za oceanem ale też tutaj, na starym kontynencie. Wyliczanie przykładów zajęłoby za dużo miejsca.

Podczas przygotowań do waszyngtońskiego „eventu” zabrakło pogłębionej refleksji. Jeśli pozostać na poziomie socjologiczno – społecznym tego wydarzenia, to przede wszystkim zabrakło relacji partnerskiej, w ramach której piątkowe nabożeństwo muzułmanów w katedrze byłoby zaplanowane łącznie z niedzielnym nabożeństwem katolików w meczecie. Dalekowzroczny gest polegałby na poszukiwaniu wspólnej drogi do wyznaczonego celu (pytanie – jakiego?), na otwieraniu się na siebie, na wzajemnym poznawaniu się. Zabrakło refleksji na tym poziomie. Przekaz „eventu”, poza demonstracją szlachetnych intencji, jest taki, że Kościół katolicki nieodpłatnie udostępnia powierzchnie sakralne. Gdyby ktoś był zainteresowany – prosimy o kontakt (3101 Wisconsin Ave. NW
Washington, DC 20016-5098). To był gest bardzo pochopny i w tej formie – szkodliwy, zarówno dla mało reprezentatywnej – zdaje się – grupy muzułmanów, która wyszła przed obyczajowy szereg, jak i dla lokalnej wspólnoty Kościoła, która dla politycznie poprawnego gestu otarła się o synkretyzm.

Modelowy przykład podobnych gestów, choć w łonie chrześcijaństwa, dał nam Jan Paweł II w roku 1999 podczas wizyty w Rumunii. Do dziś pamiętam eucharystię odprawianą przez papieża, w której w szatach liturgicznych choć biernie uczestniczyli hierarchowie prawosławni z patriarchą Teoktystem na czele. Ale to była tylko pierwsza część gestu. Druga rozegrała się kilka dni później, kiedy to Jan Paweł II uczestniczył w eucharystii prawosławnej zajmując miejsce z boku ołtarza przy klęczniku. Obydwie celebracje odbyły się na głównym placu Bukaresztu, to też ważna okoliczność, którą zdaje się w USA pominięto. Wspólna modlitwa katolików i muzułmanów w neutralnej przestrzeni byłaby równie spektakularna, jak podnajęcie części świątyni, a przy okazji byłaby bardziej partnerska. W Bukareszcie miały miejsce gesty ekumeniczne, podczas gdy w Waszyngtonie – quasi-polityczne. Tym dwóm bukaresztańskim eucharystiom przyświecał dalekowzroczny cel, jakim jest widzialna jedność chrześcijan, a modlitwom muzułmanów w udostępnionej katedrze – przyświecała szlachetna intencja pokazania, że wbrew pozorom – można i tak. Można? Więc co pokażemy w następnej kolejności? Negatywne echa działalność grup przestępczych, które przynoszą złą sławę wyznawcom islamu, miały zostać punktowo zneutralizowane tym szerokim otwarciem ramion przez chrześcijan. My wiemy, że to tylko grupy ekstremistów, niemające wiele wspólnego z prawdziwym islamem, który jest religią opartą na wierze w jednego Boga, szacunku dla drugiego człowieka, niezależnie od pochodzenia i wyznania, pomocy słabszym, pielgrzymce do świętych miejsc, zachowaniu okresowych postów. Filary islamu są teologicznymi punktami wyjścia do budowania rzeczywistej wspólnoty chrześcijańsko – muzułmańskiej. Te pola współpracy powinny być w pierwszej kolejności partnersko i roboczo pogłębiane, zanim przejdziemy do gestów tak spektakularnych, jak modły muzułmanów odprawiane w katedrze lub odwrotnie.

Link do artykułu:

http://www.washingtonpost.com/local/2014/11/14/40c49d06-6c41-11e4-a31c-77759fc1eacc_story.html

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>