Faceci z zasadami

Ci tzw. trzej królowie, którzy przyszli pokłonić się Dzieciątku i przynieśli mu dary, to byli faceci z zasadami. O ile oczywiście istnieli naprawdę, bo tego w zasadzie nie wiadomo, ale nie wnikajmy, to w tej chwili nieistotne. Czasem dzieje się coś takiego, że trzeba wstać i wyjść albo nawet spakować się i wyjechać, aby coś zobaczyć, przeżyć, aby gdzieś w danym momencie być. Robimy to z ciekawości, z potrzeby serca lub umysłu, z innych, mniej szlachetnych przyczyn. Jeśli kierujemy się stabilnymi zasadami – wówczas z góry wiadomo, gdzie i kiedy będziemy chcieli się wybrać, aby z kimś się spotkać, by coś przeżyć, a kiedy zdecydowanie nie będziemy chcieli. Trzej królowie (właściwie: mędrcy) oczekiwali znaku, który wedle ich wiedzy miał towarzyszyć narodzeniu ważnej dla dziejów świata osoby, króla. Kiedy więc zobaczyli znak na niebie – wyruszyli. Nie wiemy, czy odbyli naradę, czy się wahali, czy przeprowadzili analizy, czy głosowali „za” czy „przeciw” wyprawie. Wyruszyli, bo nie chcieli przegapić czegoś ważnego. Można się domyślać, że czekali na ten znak od lat, a może nawet całe dorosłe życie. Gdyby nie pojechali – niejako zaprzeczyliby sami sobie: po co zatem byłoby całe to wypatrywanie i oczekiwanie…?

Zastanawiam się, co musiałoby się wydarzyć żebym to ja wyszedł (wyjechał) z domu i poszedł (pojechał) gdzieś daleko to zobaczyć? Gdybym chciał ten myślowy eksperyment maksymalnie upodobnić do sytuacji mędrców, musiałbym jeszcze dopytać, jakiego rodzaju więzi musiałyby łączyć mnie z kumplami, z którymi ewentualnie miałbym udać się w tego typu tajemniczą wyprawę…? Wyobrażam sobie, że jestem średnich lotów melomanem i dowiaduję się, że gdzieś nie całkiem blisko, ale też nie za daleko, np. w Krakowie, odbędzie się koncert wybitnego mistrza. Od wielu lat marzyłem, aby tej gwiazdy posłuchać na żywo i oto będzie okazja. Muszę się tam wybrać. Okazuje się, że wśród moich znajomych jest jeszcze dwóch kumpli, którzy też czekają na to spotkanie, więc umawiamy się i ruszamy razem. To wydaje się dość proste. Sytuacja, w której wyruszyli mędrcy, była bardziej skomplikowana i nie do końca jasna. Ale wyruszyli.

Raz zdarzyło się, że razem z grupą uczniów szkoły średniej z Zabrza, wyruszyłem dość spontanicznie, jeszcze w czasie realizacji grafiku zajęć, do sąsiednich Gliwic, bo dowiedzieliśmy się, że niespodziewanie przybędzie tam papież (Jan Paweł II). Jak pamiętamy – w roku 1999 nie przyjechał, kiedy miał przyjechać, kiedy zaś nie miał przyjechać – przyjechał. Wyruszyliśmy zatem, aby spotkać się z papieżem. Nie przypominam sobie karty wycieczki, zgód rodziców ani innych szkolnych formalności. Pojechaliśmy, wróciliśmy i byliśmy bardzo zadowoleni. Tamto spotkanie było bardzo emocjonujące, choć papieża ledwie z daleka widzieliśmy. Czekaliśmy na niego i kiedy okazało się, że będzie – musieliśmy pojechać, aby się spotkać.

Myślę, że dobrze jest mieć w życiu takie oczekiwania, które – gdy zaczynają się ziszczać – potrafią spowodować podjęcie decyzji o wyruszeniu w drogę. Dobrze jest czegoś oczekiwać, ku czemuś się sposobić, do czegoś w określonej perspektywie dążyć, za kimś/czymś tęsknić, kogoś lub czegoś aktywnie wypatrywać, szukać. Trzej mędrcy ze wschodu dali przykład poniekąd ekstremalny, ale inspirujący! W niezliczonych i nie tylko polskich miejscowościach odbywały się wczoraj ku ich czci pochody. To był folklor. Można było zobaczyć różnych ludzi, czasem ludzi dla lokalnej społeczności ważnych, jadących np. na koniach, stylowo przyodzianych – to mogło być fajne. Ale na tym nie należy się skupiać. Liczy się droga i przygotowanie do drogi, oczekiwanie i decyzja: wyruszam! Dobrych, odważnych i konsekwentnych decyzji sobie i wam życzę – takich, jaką zrealizowali tamci trzej faceci z zasadami, o ile oczywiście istnieli…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>