Festiwal Bachowski

Trzeci raz z rzędu, dane mi było wziąć udział w części festiwalu bachowskiego, który od 19 lat odbywa się w Świdnicy. Przedsięwzięcie to budzi szacunek pod względem koncepcyjnym i organizacyjnym, ale przede wszystkim – artystycznym. Można powiedzieć, że festiwal bachowski w Świdnicy to w jakimś sensie przedsięwzięcie modelowe. Jest wykonywana na wysokim poziomie muzyka, jest otoczka warsztatowo – edukacyjna, jest wsparcie dla rodziców z dziećmi (bezpłatna animacja w czasie koncertów), są przyciągające uwagę impulsy promocyjne: w tym roku były lody bachowskie, była ekologiczna torba festiwalowa, było festiwalowe wino. Całość tworzy dookreśloną czasoprzestrzeń, która jest nie tylko dla mnie idealnym celem urlopowego pobytu.

Głównie o festiwalowej muzyce chcę napisać – osobiście, subiektywnie i szczerze. Festiwalowe wykonania nie muszą trafiać w niczyje gusta – mogą te gusta kształtować. Renomowany festiwal to nie konkurs, tutaj nie chodzi i chodzić nie musi o wykonania stylistycznie wzorcowe, typiczne, ikoniczne. Takie one być mogą, ale nie muszą. I tej interpretacyjnej swobody doświadczyliśmy w tym roku z całą mocą. Roberta Bachary wykonanie kompletu sonat misteryjnych (różańcowych) Bibera było prześwietne, znakomite, mistrzowskie. Moim zdaniem to ten koncert powinien być koncertem inauguracyjnym tegorocznego festiwalu (na inaugurację organizatorzy zafundowali uczestnikom głównie muzykę wielkiego tygodnia M.A. Charpentiera – potężną dawkę smutku, żałoby, nostalgii choć w prześwietnym wykonaniu). Maestria techniczna Roberta Bachary wzbudziła najwyższy szacunek. Owe sonaty misteryjne Bibera (1644 – 1704), to cykl kompozycji poświęconych kolejnym tajemnicom różańca. Bywają one wykonywane fragmentarycznie na koncertach kameralnych, natomiast wykonanie kompletnego dzieła na żywo, to przedsięwzięcie z wszech miar imponujące! Bachara poradził sobie z nim świetnie! Podczas występu kilkakrotnie zmieniał i przestrajał skrzypce – taka jest specyfika wykonywanego cyklu kompozytorskiego. Natomiast na ile było to wykonanie możliwe do osadzenia w estetyce barokowej – trudno mi powiedzieć. Skrzypek w hawajskiej koszuli wykonywał barokowe sonaty jak natchniony – to poza dyskusją. Jego ekspresja, mimika i cały przekaz emocjonalny tego występu były bardzo wiarygodne, przekonujące – docierały do publiczności, która spontanicznie reagowała. Były zasłużone brawa, ale były też momenty wywołujące uśmiech, kiedy artysta po mistrzowsku ozdabiał barokowe kompozycje ornamentami zgoła nie barokowymi – w kilku momentach widok uśmiechających się słuchaczy wcale nie należał do rzadkości. Taki jest przywilej dobrego festiwalu – można zaangażować wybitnego skrzypka i stworzyć mu przestrzeń artystycznej swobody przed publicznością, która de facto na tego typu poszukiwania, smaczki, niuanse czeka.

Bardzo typiczny wydał mi się za to koncert, podczas którego zaprezentowano XVII-wieczne tańce angielskie. Znakomity zespół zmieścił się w ramach konwencji barokowej prezentując przebogaty zestaw różnorodnych kompozycji. W niektórych na plan pierwszy wysuwały się efekty perkusyjne (m.in. szumy, szmery), w innych melodia w rozmaitych barokowych opracowaniach formalnych, w jeszcze innych – czynnikiem porządkującym była wyrazista rytmika, która części słuchaczy bezwiednie udzielała się wprawiając niektóre sylwetki w jakieś cykliczne poruszenia. Repertuar koncertu pozwolił w wykonywanej muzyce doszukać się zarówno podniosłych klimatów dworu królewskiego, jak również form zdecydowanie lżejszych, ludowych. Momentami wyczuwalna była nawet atmosfera z filmowego przedziału III klasy Titanica. Nawiasem mówiąc, ten koncert również był świetnym materiałem na bardziej porywającą inaugurację festiwalu!

Z zainteresowaniem udałem się na nocny koncert organowy (godz. 23:00), który w świdnickim Kościele Pokoju wykonał miejscowy organista – kantor. Witając się z dość licznie zebraną publicznością artysta poinformował, że w doborze repertuaru kierował się z jednej strony tym, aby słuchacze (o tej porze) nie zasnęli, a z drugiej – aby przed końcem koncertu kościoła gremialnie nie opuszczali. Swoje założenie koncepcyjne zrealizował bardzo skutecznie. Muzyka organowa wykonywana na żywo w drewnianym wnętrzu tej świątyni rodzi spore wyzwania akustyczne. Kto jednak miałby sobie z nimi poradzić lepiej niż miejscowy organista – kantor? Potwierdził on swoje umiejętności techniczne, opanowanie możliwości instrumentu, a także zacięcie kompozytorskie – dwa spośród wykonywanych utworów były jego kompozycjami. Minusem koncertu, zorganizowanego przecież w ramach festiwalu bachowskiego, było jego ubóstwo stylistyczne. Całość wykonywanej muzyki zawierała się bowiem w kręgu estetyki współczesnej. Były to dzieła brzmieniowo interesujące, ale w swej całości – zbyt jednorodne w odbiorze. Szkoda, że zabrakło jakiegoś minimum przekrojowości, a już na pewno szkoda, że zabrakło jakiegokolwiek utworu Bacha.

Ostatnie brzmienia, których dane mi było wysłuchać na tegorocznym festiwalu bachowskim w Świdnicy, stanowiły nowatorskie opracowanie Wariacji Goldbergowskich J.S. Bacha. Wystąpili technicznie biegły skrzypek oraz wyposażony w szereg elektronicznych urządzeń DJ. Intensywna inżynieria koncepcyjna pozwoliła im zbudować wydarzenie absolutnie osobliwe. Sama transkrypcja wariacji na skrzypce połączona z ich wykonaniem – to samo w sobie już stanowi dzieło wielkie. Skrzypcowa transkrypcja mocno utrudniała jednak odbiór bachowskiego arcydzieła. Ze względu na polifoniczne ograniczenia instrumentu, transkrypcja uczyniła z wariacji muzykę bardzo abstrakcyjną. Ale, jak wspomniałem wyżej, festiwal może też służyć eksperymentom. Niektórym z pewnością się podobało. Zupełnie nie zrozumiałem natomiast roli działającego tam obok skrzypka – pana DJ-a. Jego akustyczne brewerie stanowiły przerywnik między poszczególnymi częściami wariacji. Do niektórych przerywników skrzypek trochę improwizował, a sam DJ z kolei nakładał na niektóre wariacje nieco wygenerowanych przez siebie odgłosów. Jaki był artystyczny zamysł twórców – trudno mi odgadnąć. Po godzinie wyszedłem z tego koncertu, bo coraz trudniej było mi bronić się przed poczuciem nudy i traconego tam czasu. Z całego tego przedsięwzięcia najbardziej podobała mi się lokalizacja koncertu. Być może zamysłem organizatorów było swego rodzaju nałożenie się eksperymentów: z muzycznymi eksperymentami eksperymentujemy w eksperymentalnej przestrzeni? Jak dla mnie – to za duża kumulacja. Choć wybór poczekalni estetycznie zachowanego dworca PKP, jako przestrzeni wieczornego koncertu w ramach nowoczesnego festiwalu, uważam za pomysł trafiony.

Do swoich niedosytów zaliczam jeszcze niedosyt muzyki Bacha. Wiem, że ten niedobór mogą organizatorzy tłumaczyć na milion sposobów, jednak żaden z nich mnie nie przekonuje. Być może prezentuję spojrzenie staroświeckie, ale jeśli festiwal jest Bachowski, to muzyka Bacha musi w nim mieć należne sobie miejsce. Lody, wino, torba i festiwalowy Ford są w porządku, ale muzyka też by się przydała. Tegoroczne wpadki organizacyjne, bardzo prozaiczne i łatwe do wyeliminowanie w kolejnych edycjach, dotyczyły jeszcze braku odpowiedniego nagłośnienia w kościele pokoju, który jest przecież główną sceną festiwalu. Niezręczna była uwaga „głośniej!”, która padła ze strony publiczności podczas oficjalnych przemówień otwierających tegoroczny festiwal. No i rzecz ostatnia: tegoroczny harmonogram koncertów uniemożliwiał udział w niektórych koncertach.  Pozostanie do końca na jednych nie pozwalało zdążyć na kolejne. To drobne, ale brzemienne w skutki niedopatrzenie, które jednak łatwo wyeliminować.

Festiwal nie uwzględnia zadań konferansjera. Poszczególne koncerty, może poza pierwszym, po prostu się rozpoczynają. I kończą. Mogę się tylko domyślać, że takiej praktyce może przyświecać przekonanie o dostatecznym wyrobieniu publiczności, która nie potrzebuje wprowadzenia ani komentarza. Jeśli organizatorzy przyjęliby taki pogląd – byłoby to złożenie po prostu błędne. Zarówno sonaty Bibera jak i tańce angielskie, ale nie tylko one, domagały się po prostu paru zwięzłych zdań profesjonalnego historycznego i muzykologicznego komentarza. Nikt by się nie obraził, ale wielu by na tym zyskało.

Podoba mi się festiwalowa muzyka prezentowana w ramach liturgii. Uważam za bardzo potrzebne, aby przypominać o inspiracjach religijnych kompozytorów muzyki barokowej, zwłaszcza że taka właśnie muzyka – powstała z inspiracji religijnej, stanowi nie małą część festiwalowego repertuaru. Festiwal Bachowski w Świdnicy to wspaniała artystyczna uczta, wspaniałe estetyczne przeżycia, mnóstwo inspiracji, nie tylko muzycznych! Polecam każdemu! Fakt, że wykonywany repertuar wzbudza emocje, rodzi kontrowersje i niszowi blogerzy mogą sobie poużywać, uważam za wielki plus tego festiwalu i jego przewagę nad innymi tego typu przedsięwzięciami, gdzie często dominują interpretacje przewidywalne. Dyrektorowi artystycznemu festiwalu „chodzi o to, by odrzucać owczy pęd i nie płynąć z prądem, jak śmieci. Chciejmy samodzielnie budować wartościowe elementy własnej tożsamości, bazując na humanistycznych zdobyczach ludzkości” – pisze Jan Tomasz Adamus. Brawo, tak trzymać!

www.bach.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>