Festiwal osobowości

Najbardziej antymedialną specyfiką koncertów organowych – co stoi w jaskrawym przeciwieństwie do muzycznych imprez plenerowych – jest to, że przez większość kościelnego koncertu kompletnie nie widzimy występującego artysty! Organy zasadniczo nie dają możliwości kontaktu wzrokowego z organistą, niestety. Nie jest jednak prawdą, że taki wirtuoz pozostaje dla nas osobowością całkowicie anonimową. Nie ma on możliwości wszechstronnego zaprezentowania siebie, swoich poglądów, swoich mądrości (tak, jak czynią to artyści na koncertach plenerowych) ale organiści też potrafią być głównymi bohaterami swoich koncertów. Czasem konkurują z nimi nadambitni konferansjerzy ale to zawsze smutne sytuacje. Słuchanie/oglądanie organistów możliwe jest na koncertach tylko rozłącznie (w sensie: albo ich słychać albo widać) i to w drastycznie nierównej proporcji, tak gdzieś 99% do 1%. Zresztą poza kilkoma atrakcyjnymi organistkami… wyglądają normalnie, ubierają się monotonnie, gadają monotematycznie. Nie mniej także dyskretni faceci w muszkach i eleganckie panie w sukniach potrafią grać atrakcyjną muzykę!

Bezpośredni kontakt z organistą-wirtuozem możliwy jest przede wszystkim pod koniec koncertu. Zwykle artysta schodzi wówczas z chóru, kłania się nam i wtedy rozgrywa się ów „1%” – organista pojawia się przed słuchaczami w kościele, niczym na wielkiej scenie. Wtedy zaczyna się festiwal osobowości! Jedni przemykają z tyłu do przodu chyłkiem, bocznym krużgankiem i lekko wyściubiając nos zza filara dygają nieśmiało przed pierwszą ławką po czym niezwłocznie zmykają. Inni idą niezgrabnie nawą główną rozdając z zakłopotaniem uśmiechy i spojrzenia, często jeszcze okraszone rumieńcami na twarzy, które zostają na jakiś czas po finałowych akordach. Jeszcze inni idą dumnie, prosto przed siebie, oznajmiając najważniejszy moment wieczoru: oto zasłużony aplauz gawiedzi poprzedza łaskawy pokłon mistrza. Niekiedy wykonawcy otrzymują wiązanki kwiatów: kładą je symbolicznie na ołtarzu, wręczają zacnej słuchaczce/słuchaczowi z pierwszych rzędów, zostawiają sobie, a czasem wręczają pani prowadzącej (o ile koncert prowadziła pani).

Dobrze, jeśli osobowość artysty koresponduje z wykonywaną muzyką, wtedy nie stanowią dla siebie nawzajem obciążenia (artysta dla muzyki, muzyka dla artysty), wtedy jest profesjonalnie. Czasem jednak wybujała osobowość wykonawcy tę muzykę przerasta – kiedy ktoś muzykuje jak maszynka do grania a przy okazji mocno daje „po czarnych” – wtedy jest śmiesznie. Ale bywa i tak, że to muzyka wygrywa z muzykiem na wizerunki – kiedy zwyczajny artysta wybiera bogaty repertuar i brawurowo go wykona – wtedy jest najciekawiej. Wirtuoz, który nie potrafi oddzielić samego siebie od muzyki, którą wykonuje, bywa tragikomiczny i staje się trochę jak Król Słońce („Muzyka to ja”) albo jak celebryta („a tą muzykę to JA zagrałem!”). Jako słuchacze chłoniemy wrażenia artystycznych osobowości bardzo jednostronnie, na koncertach organowych – głównie uszami, oglądać możemy organistów jedynie przez kilka krótkich chwil. Dlatego zwykle nasze postrzeganie tych osobowości będzie wybiórcze, niepełne, powierzchowne, a czasem nieprawdziwe. Jeśli jednak koncert jest dobry, sama muzyka potrafi sporo dopowiedzieć o wykonawcy, jego zainteresowaniach, usposobieniu. Bo osobowość artysty nie jest dla sztuki bez znaczenia!

Jeśli więc chcesz poznać osobowości organistów tegorocznego Zabrzańskiego Międzynarodowego Festiwalu Organowego – wybierz się na koncerty! Wszystkie rozegrają się na żywo w sobotnie i niedzielne wieczory od 31 sierpnia do 27 września. Przyjdź, posłuchaj, zobacz i oceń!

szczegóły: www.festiwal-organowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>