Flagi i wieńce

Mieszkam na Śląsku. Przyznam jednak, że trudno mi przyłączać się do świętowania rocznic powstań śląskich czy wybuchu II wojny światowej. Z natury świętuję powściągliwie, ale w temacie świętowania walk zbrojnych chodzi o coś więcej niż powściągliwe wyrażanie patriotycznych uczuć. Przynajmniej u mnie.

Nie znam losów moich przodków sprzed 100 lat. Być może powinien się nimi zainteresować? Być może powinienem poznać ich sylwetki, dowiedzieć się czym się zajmowali, z kim się przyjaźnili…? Być może wśród tych okruchów wiedzy znalazłyby się i takie wiadomości, które pozwoliłyby ustalić, czym pradziadkowie zajmowali się w latach 1919, 1920 i 1921? Czy angażowali się zbrojnie, a jeśli tak, to z jakich motywów i po której stronie? Moja wiedza, tylko po części z resztą poparta kopiami dokumentów, sięga czasów II wojny światowej. Wtedy to jeden z moich dziadków służył w wojsku niemieckim, a drugi – w wojsku polskim. Po wojnie obydwaj mieszkali w tym samym śląskim miasteczku. Czy się znali i spotykali – nie wiem. Nie można tego wykluczyć, bo jakiś czas później syn jednego z nich wziął ślub z córką drugiego. Czy rodzice przestrzegali ich przed sobą w związku z przeszłością potencjalnych teściów – nie wiem. Widziałem w dzieciństwie zdjęcie z tamtego wesela. Obydwaj dziadkowie byli na nim. Czy siedzieli przy jednym stoliku i czy pili razem wódkę – znowu nie wiem. Na zdjęciu stali, jak się należy, po dwóch stronach młodej pary. Owa para nie doczekała z sobą pięknych jubileuszy. Na pewno jednak nie rozwiedli się przez to, że ich teściowie w czasie wojny służyli w różnych armiach.

Wracając do dalszej przeszłości… Wnioskując teoretycznie, ostrożnie, pośrednio i hipotetycznie mógłbym przyjąć, że sympatie moich pradziadków rozkładały się pomiędzy Niemcami a Polską. Ktoś był bardziej „za Niemcami”, a ktoś inny bardziej „za Polską”. Te teoretyczne możliwości nijak się jednak mają do motywacyjnych niuansów, które mogły stać za zaangażowaniem się w tamte walki. Narracja o polskich patriotach i niemieckich bandytach byłoby mocno nieprecyzyjna i upraszczająca. Choć wyobrażam sobie, a nie tylko w wyobrażeniach to widać, że takie myślenie, prymitywnie szufladkujące, jest dziś bardzo powszechne. Widać je na szczytach władzy, w publicystyce, a także w zachowaniach powierzchownych patriotów (tych, którzy mówią, że dla Polski są gotowi robić różne złe rzeczy innym).

Wśród Ślązaków, choć nie wypowiadam się w imieniu wszystkich, częsta jest powściągliwość w definiowaniu swojej przynależności narodowej. Zapewne z powodu rodzinnego dziedzictwa wielu z nas, wielu naszych sąsiadów i przyjaciół. Pewnie dlatego w nie tak dawnym spisie powszechnym niemała liczba miejscowych wskazała narodowość śląską. Wiem, że ona formalnie nie istnieje, ale miejscowa wrażliwość ukształtowana na dziejach naszych rodzin – owszem, ona jest faktem. Obawiam się, że świętując dziś powstania śląskie czy wybuch wojny musiałbym dziś składać hołd jednej – chwalebnej części mojego rodzinnego dziedzictwa, a inną część tego samego dziedzictwa – jako złą – potępić. Narodowa wrażliwość Ślązaków nie nadaje się do przedstawiania w kategoriach wartościujących. To, że ktoś służył z niskim stopniem w niemieckim wojsku, nie znaczy że był nazistą. Podobnie jak to, że ktoś służył w wojsku polskim nie przesądza, że był patriotą. Wachlarz indywidualnych motywacji i postaw był i jest bardzo szeroki.

Powstania śląskie to skomplikowana materia. Nie tylko faktograficznie. Profesjonalna narracja związana ze stuleciem rozgrywającej się tutaj niewypowiedzianej wojny polsko – niemieckiej (czytam i polecam najnowszą książkę prof. Ryszarda Kaczmarka), musi uwzględniać historyczne konteksty regionu, w którym się toczyła. Musi liczyć się z wrażliwością jego mieszkańców. Śląsk i Ślązacy nie znoszą ekstremizmów. Przed ostatnią wojną wydano na Śląsku urzędowy zakaz spowiadania w j. polskim, a po wojnie – taki sam nakaz usuwania śladów niemczyzny z pomników nagrobnych. Tymczasem w tej części Europy normą jest dwujęzyczność, zdarza się podwójne nazewnictwo, a także – jako rodzinne dziedzictwo – podwójne obywatelstwo. Taka jest śląska rzeczywistość.

Z tych różnych względów trudno jest tutaj z patosem świętować powstania śląskie czy wybuch tej czy innej wojny. Z szacunkiem myślę o tych, którzy po obydwu stronach zginęli. Staram się ich zrozumieć. W kościele parafialnym w moim rodzinnym miasteczku widnieją tablice z nazwiskami mieszkańców gminy, którzy w czasie I wojny światowej zginęli walcząc w armii niemieckiej. Natomiast na jednym z budynków, gdzie umieszczona jest tablica ku czci powstańców śląskich, jeden z mieszkańców zamieszcza okazjonalnie ozdoby i składa kwiaty czcząc pamięć tych, którzy bili się o włączenie Górnego Śląska do Polski. Wiele lat temu, ale już w czasach polskich, włodarze gminy przezornie nazwali u nas jedną z ulic – ulicą Powstańców, nie precyzując jednak czy chodzi o listopadowych, styczniowych czy może śląskich powstańców (a jeśli tak, to których). Sto lat temu niektórzy Ślązacy uwikłani w okoliczności osobiste, sąsiedzkie, koleżeńskie czy ekonomiczno – polityczne, działając w kontekście aktualnych uwarunkowań międzynarodowych – chwytali za broń (o ile była) i szli walczyć. W rezultacie powstań nieco większa część Górnego Śląska niż wynikałoby to z Plebiscytu, przypadła Polsce, a nieco mniejsza przypadła Niemcom. Czy i w jaki sposób należy dziś świętować tamte wydarzenia…? To była wojna – bohaterstwo mieszało się z cynizmem. Oprócz szlachetnych porywów serc miały także miejsce nieporozumienia, upokorzenia, kradzieże, uwięzienia, gwałty, mordy… Świętowanie tamtych wydarzeń, to nie jest sprawa oczywista. Przynajmniej dla mnie.

Czymś wartościowym może być przechowywana w niektórych śląskich rodzinach pamięć o uczestnikach powstań. Chodzi o konkretne osoby, o których opowiada się z pokolenia na pokolenie – w tych rodzinach, które potrafią do tamtych czasów sięgnąć. Jeśli takie dziedzictwo u kogoś istnieje, warto je zachowywać. W podobnym duchu przechowywana jest w wielu śląskich rodzinach pamięć o uczestnikach ostatniej wojny. Dziewięćdziesięciojednoletni ksiądz ze łzami w oczach patrzy na fotografię swojego ojca w niemieckim mundurze. Ostatni raz widział go w czasie świąt Bożego Narodzenia (1944), kiedy przyjechał do domu na krótki urlop. Później, zgodnie z rozkazem, udał się do wskazanej jednostki. Z wojny nie wrócił. W styczniu 1945 r. wielu miejscowych takie cenne osobiste pamiątki w pośpiechu niszczyło, widząc z jaką nienawiścią i brutalnością odnoszą się do Ślązaków sowieccy „wyzwoliciele”.

Na obecnym etapie warto poszerzać wiedzę o powstaniach i czasach wojen. Warto pogłębiać ich zrozumienie. Warto wiedzieć, co się działo na Śląsku w tamtych latach. Warto znać ludzi, którzy w tamtych wydarzeniach brali udział i nadawali im bieg. Warto przechowywać pamięć o swoich bliskich – warto pamiętać to, co dobre, aby być wdzięcznym i to co złe, aby wybaczać. Warto znać realny, dalszy i bliższy kontekst społeczny i polityczny powstań śląskich i wojen. Natomiast nie warto na tamte wydarzenia nakładać ahistorycznej optyki. We wrześniu 1939 w dużej części Górnego Śląska można było zaobserwować co najwyżej ruchy wojsk niemieckich przemieszczających się w kierunku granicy w Polską (walki zbrojne zaczęły się tutaj w ostatnich miesiącach wojny).  Śląsk był i jest europejskim regionem pogranicza. Powściągliwie świętujemy tutaj radykalne zmiany administracyjne. Dlaczego? Coraz lepsze są warunki, aby lepiej rozumieć, jak te wydarzenia przebiegały, a przede wszystkim dlatego, że historyczne dziedzictwo tego regionu przechowujemy w pamięci naszych rodzin. Trudno wyprzeć się przecież rodziny ze strony ojca po to, aby czcić przodków ze strony matki. Lub odwrotnie.

Mieszkam na Śląsku i jestem Ślązakiem. Śląsk – mój region, moja mała ojczyzna, to przede wszystkim część Europy. Jest nią nie od 1 maja 2004, ale od wieków. Śląsk jest tak samo w Polsce, jak i w Europie. Był w Europie w czasach Piastów, Luksemburgów, Hohenzollernów, jest w niej i dziś. Podmiotowość Śląska, jako historycznego terenu pogranicza, jest bezsporna. Tutaj od zawsze współistniały tradycje polskie, czeskie i niemieckie. To tutaj swego czasu niemiecki mnich zapisał w łacińskiej księdze pierwsze polskie zdanie, które – nawiasem mówiąc – wypowiedział czeski rycerz do Ślązaczki. To tutaj prężnie działa niemiecka mniejszość narodowa, spotyka się dwujęzyczne nazwy miejscowości i nabożeństwa odprawiane w j. niemieckim. Tutaj działają niemieckojęzyczne media i język niemiecki bywa dziś w śląskich szkołach nauczany, jako język mniejszości narodowej. Ale także tutaj, w ilości gdzie indziej niespotykanej, występują pomniki, figury, statuy Jana Nepomucena – czeskiego  świętego, patrona dobrej spowiedzi i nie tylko. Ale także tutaj, choć nie tylko tutaj, przed wojną w szerokim zakresie współistniały wyznania katolickie, ewangelickie oraz Żydzi, współistniały różne języki i różne narodowości. Czynnikiem spajającym byłą w dużej mierze industrializacja, praca w zakładach przemysłowych, realizacja wyzwań zawodowych.

Na Śląsku, ale przecież nie tylko tutaj, rozumiemy pokój jako zgodę między ludźmi, jako pojednaną różnorodność, jako umiejętność sąsiedzkiego współżycia różniących się ludzi. Tak jest: pragnąc pokoju musimy kierować swoje wysiłki ku najbliższemu otoczeniu, bardziej ku ludziom, a mniej ku przedmiotom. Czasem trzeba uderzyć się w pierś, znaleźć lepsze słowa, czasem trzeba zakasać rękawy i pracować nad jakąś zmianą. Rozpamiętując konflikty zbrojne musimy angażować się bardziej w łagodzenie sporów między nami i doskonalenie relacji społecznych. Zwłaszcza dziś, kiedy nie potrafimy razem świętować, wykluczamy się nawzajem ze wspólnoty i posądzamy się o najgorsze intencje. Pokoju nie możemy rozumieć inaczej niż jako pojednaną różnorodność i to w możliwie najbliższym nam kontekście. Ten stan powinien być naszym celem i horyzontem codziennych działań o wiele bardziej niż wieszanie flag i składanie wieńców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>