Frelki

Zabrze jest miastem, w którym swoje istnienie wyraźnie zaakcentowały aż trzy sceny teatralne (co nie znaczy, że w rzeczywistości nie ma ich więcej). Jedna, to profesjonalny Teatr Nowy, druga to amatorski Teatr Obecności, a trzecia, o której można powiedzieć, że działa na poziomie „najniższym” wśród pozostałych (bo umiejscowiona jest 320 metrów pod ziemią!), to Zabytkowa Kopalnia „Guido”. Kopalnia nie tylko zaprasza artystów teatralnych ale od jakiegoś czasu sama produkuje kameralne inscenizacje. Jedna z nich („Synek” – wyk. Marcin Gaweł) uzyskała w zeszłym roku Grand Prix na ogólnopolskim przeglądzie monodramów współczesnych w Warszawie.

Wczoraj miałem przyjemność zobaczyć najnowszą produkcję Kopalni Guido – „Frelki”. Geneza tej sztuki jest nie do końca jasna. Wiadomo tyle, że reżyser, scenarzysta i scenograf, czyli zabrzański aktor młodego jeszcze pokolenia – Marcin Gaweł, zainspirował się tekstami, które wpłynęły na (ubiegłoroczny?) „Konkurs jednoaktówek po śląsku”. Ogólne wrażenie artystyczne trafnie ujmuje na swojej stronie sam producent: „Czy jest to klasyczne teatralne przedstawienie? Performance? Happening? Koncert?” W istocie spektakl jedynie luźno nawiązuje do tradycyjnej konwencji sztuki teatralnej. Nie ma w nim klasycznej, linearnej akcji, nie ma zwartej fabuły. Są ludowe zaśpiewy, monologi, projekcje, słowem – mamy do czynienia z charakterystycznym dla produkcji i wydarzeń kulturalnych Kopalni Guido kreatywnym połączeniem sztuk. „Frelki” rozgrywają się jednocześnie w wymiarze scenicznym i filmowym, a obydwa te wymiary płynnie przenikają się, choć ten filmowy wydaje się niekiedy dominować nad wydarzeniami inscenizowanymi na żywo. Na uznanie zasługuje realizacja światła i dźwięku. W tym drugim istotną rolę odgrywa w nim theremin – instrument przypominający mikrofonowy statyw, a w brzmieniu – wg internetowej encyklopedii – „wycie, jęk, kobiecy głos, gwizd, flet, piłę, skrzypce”. Jego działanie polega na wzbudzaniu dźwięku o częstotliwości, która zmienia się płynnie w zależności od dynamiki ruchu wokół instrumentu oraz dystansu, jaki zachowuje wobec niego poruszający się aktor. „Frelki” uczyniły z thereminu uniwersalną ilustrację wypowiadanych kwestii – atrakcyjność przekazu bardzo na tym zyskała.

Osobnym aspektem przedstawienia jest jego warstwa literacka. Niewątpliwie jest to sztuka o śląskich kobietach. Bohaterki są trzy: dwie występują na żywo, trzecia wkomponowana jest w spektakl filmowo. W uszy rzuca się przede wszystkim śląska gwara, w której utrzymana jest cała narracja. Ciekawostką, nie tylko dla widzów spoza Śląska, są trzy różne odcienie śląskiej mowy, którymi posługują się bohaterki. Reżyser, umiejętnie żonglując różnorodnym potencjałem fonetycznym aktorek, daje widzom możliwość doświadczenia bogactwa śląskiej gwary i jej niejako pokoleniowej różnorodności. Sztuka opowiada o przeżywaniu kobiecości na kulturowym śląsku: jak żyją śląskie kobiety, jak tęsknią, jak kochają, z jakiego powodu się cieszą, z jakiego rozpaczają. Jest to zaproszenie do refleksji wyrażonej na scenie w formach minimalistycznych i abstrakcyjnych ale jednocześnie niezwykle dowcipnych. Aktorki grające na żywo, to związana ze scenami krakowskimi i teatrem w Poznaniu Kornelia Trawkowska oraz związana z Zabrzem Joanna Romaniak. Aktorki zostały świetnie dobrane („po warunkach”) do postaci nieco stereotypowych śląskich frelek („frelka” – w gwarze śląskiej: dziewczyna, kobieta). Trzecia artystka to występująca w sekwencjach filmowych Aniela Furmanik. Znana jest z offowej produkcji o życiu w świętochłowickich Lipinach zatytułowanej „Kiedyś będziemy szczęśliwi” (2011), w której ona i jej wnuk zagrali samych siebie. To niewątpliwie najbardziej wyrazista postać tego przedsięwzięcia, a jej atrakcyjność i wiarygodność – poza mistrzowską gwarą – budują improwizowane monologi, znakomicie zmontowane przez Jerzego Koenigshausa.

  Kornelia Trawkowska

Joanna Romaniak

Aniela Furmanik

Śląsk, o jakim opowiada nam reżyser, jeszcze istnieje ale jest już zdecydowanie w odwrocie, przez co przedstawienie ogląda się, mimo sporej dawki humoru, także trochę sentymentalnie. Marcin Gaweł (chyba po raz pierwszy w roli reżysera) pokazuje jednak, że potrafimy tę przemijającą, niematerialną, kulturową śląskość uchwycić, utrwalić, zarejestrować oraz – tutaj w formie atrakcyjnych impresji – prezentować ją obecnym i przyszłym pokoleniom!

Marcin Gaweł

Czy sztuka jest na tyle uniwersalna, że mogłaby znaleźć odbiorców poza Śląskiem? Albo inaczej: czy śląskie kobiety różnią się od tych, które żyją w innych regionach Polski, Europy i świata? Na te pytania najlepiej odpowiedzieć samodzielnie po obejrzeniu widowiska. Zabrzańska Kopalnia Guido (www.kopalniaguido.pl) w najbliższych miesiącach jeszcze kilkakrotnie zaprasza do udziału w tym wydarzeniu. Warto wybrać się na „Frelki”!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>