Gdzie te czasy…?

Niezręczny epitet użyty przez abp. Jędraszewskiego stanowi nawiązanie do treści dramatycznego w swej wymowie wiersza napisanego przez jednego z powstańców warszawskich. Kontekst „tęczowej zarazy” dobrze oddaje szerszy fragment kazania, którego warto posłuchać na filmie w całości (fragment „o zarazie” ok. 22’15”). Wg mojej opinii, mówiąc w kazaniu o „tęczowej zarazie” arcybiskup postąpił nieroztropnie i powinien za swoje słowa przeprosić. Zdania na ten temat są jednak podzielone… Różnie piszą o tym, co abp Jędraszewski powiedział.

Kataryna: jak to się stało, że Kościół, który za komuny potrafił łączyć nawet niewierzących, dzisiaj dzieli nawet wierzących? Zupełnie porzucił swoją wspólnototwórczą misję.

Tomasz Lis: Jędraszewski – twarz polskiego pogaństwa.

Tygodnik Katolicki Niedziela: Abp Marek Jędraszewski porównując tęczową ideologię do „czerwonej zarazy” użył precyzyjnych słów i odniesień. Dobitnie powiedział prawdę o zagrożeniach, z którymi dziś muszą zmagać się Polacy.

Gość Niedzielny: „Negowanie prawdy o powołaniu kobiety i mężczyzny do wspólnego życia i posiadania potomstwa, a jednocześnie afirmowanie ideologii LGBT, stanowi zaprzeczenie godności człowieka” (cytując abp. Jędraszewskiego z innego kazania).

Papież Franciszek: jeśli ktoś jest homoseksualistą i z dobrą wolą poszukuje Boga, kimże ja jestem, aby go oceniać?

Więź: O postawie arcybiskupa, który znajduje się na wojnie z projektowanym przez siebie antychrześcijańskim światem, pisaliśmy cztery miesiące temu.

Tygodnik Powszechny: Przesłanie kazania, które 1 sierpnia wygłosił abp Marek Jędraszewski, jest przeciwne nauce Jezusa. Metropolita krakowski wezwał do walki nie z własnym grzechem, lecz z innymi ludźmi – pisze teolog Piotr Sikora.

Leszek Miller: Biskup Jędraszewski jest prymitywnym funkcjonariuszem Kościoła i mam nadzieję, że papież Franciszek to zauważy. Poza tym uważam, że linia polskiego Kościoła odbiega od tego modelu ewangelizacji, który chciałby czynić papież Franciszek.

Jarosław Makowski: To jest zły człowiek, któremu zdarzyło się być księdzem (o abp. Jędraszewskim).

Tomasz Terlikowski: Abp Jędraszewski wyjaśnił, że powstańcy walczyli o wolność dla Polski, zarówno od okupacji niemieckiej, jak i sowieckiej. Czyli sprzeciwili się dwóm wielkim ateistycznym ideologiom – nazizmowi i komunizmowi. Dzisiaj, żeby zachować wolność myślenia, sumienia czy wychowania naszych dzieci trzeba się sprzeciwić ideologii neomarksistowskiej, która wchodzi drzwiami i oknami, także za sprawą instytucji unijnych.

W tym gąszczu medialnych komentarzy staram się pamiętać o dwóch rzeczach: po pierwsze – to tylko opinie. Do niektórych jest mi bliżej, do innych dalej, a ktoś inny może mieć odniesienie wręcz przeciwne do mojego. Nawet papież Franciszek podzielił się jedynie opinią, bo przecież nie każda wypowiedź papieża ma status nauki Kościoła. Po pierwsze więc – to są opinie odnotowane w pluralistycznej przestrzeni medialnej.

Po drugie zaś trzeba koniecznie doprecyzować, czego te opinie dotyczą. Mogą dotyczyć samego aroganckiego epitetu („tęczowa zaraza”) wypowiedzianego przez krakowskiego arcybiskupa podczas kazania na mszy św. Taki epitet źle wygląda, źle brzmi. Mimo że ewidentnie wynika z poetyckiego kontekstu kazania, to jest przede wszystkim ewidentnie krzywdzący dla konkretnych ludzi, także dla ludzi należących do Kościoła w Polsce. Arogancki epitet mógł też być wyrażoną przez arcybiskupa jaskrawą opinią o lekceważeniu świętych wizerunków, o organizowaniu marszów równości, o potrzebie legalizacji związków homoseksualnych, o domaganiu się prawa do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Idąc dalej, zasadne jest pytanie, czy w tym swoim zwięzłym epitecie krakowski metropolita dał do zrozumienia, że wobec tych postulatów środowiska LGBT Kościół jest „na nie”. Nauka Kościoła dotykająca tych zagadnień sformułowana jest m.in. w Katechizmie (punkt 2357 i następne). Jeśli tak, jeśli arcybiskup nie wyrażał swojej opinii, tylko głosił naukę Kościoła, to ma krakowski metropolita problem poważniejszy niż arogancja. Ani katechizm, ani dokumenty Jana Pawła II ani dokumenty okólne watykańskich kongregacji nie zawierają ujęć, zwłaszcza poetyckich, które pozwalałyby postawić w jednym rzędzie ideologie faszystowską, komunistyczną i LGBT. Tak właśnie uczynił w swoim kazaniu abp Jędraszewski. Poważy błąd arcybiskupa – taki z pogranicza publicystyki i manipulacji.

W rzeczywistości, w której żyjemy, sprawa jest z resztą bardziej skomplikowana. Niestety, wyżsi duchowni nie prowadzą normalnego życia towarzyskiego, nie prowadzą partnerskich dialogów z ludźmi. Przyzwyczajeni są do tego, że swoje przekonania obwieszczają ludowi Bożemu w formie jednokierunkowych komunikatów. Jeśli biskupi zobaczą w telewizji coś, co ich porusza, np. marsz równości w zestawieniu z kontrmanifestacją, to pochylają się nad tym z troską. W rezultacie za jakiś czas proboszczowie dostają do odczytania list pasterski Episkopatu. Tak jest. Jeśli biskupi do czegoś się odnoszą, czynią to w formie listów pasterskich lub oświadczeń publikowanych na diecezjalnych stronach internetowych, rzadziej przed kamerami. Ten rozdźwięk między życiem naszych pasterzy a współczesną rzeczywistością, która nas otacza, można było odczuć 9 lat temu, kiedy doszło do zamieszania z „krzyżem smoleńskim” przed pałacem prezydenckim. Wierni i duchowni, zwłaszcza wyżsi duchowni, którzy mają w Kościele wytyczać kierunki i dbać o standardy, żyją w dwóch odrębnych rzeczywistościach. Punktów stycznych jest między nami jak na lekarstwo. Dlatego prof. Marek Jędraszewski, arcybiskup krakowski, mógł sobie pozwolić na polemikę z ruchem LGBT w czasie głoszenia słowa Bożego na mszy św. W związku z profanacją wizerunku Czarnej Madonny (Maryja na tęczowym tle) oraz przedstawienia Maryi w formie figurki nasuwającej skojarzenia z waginą, ekscelencja postanowił odwinąć się bliźnim epidemiologicznym epitetem w czasie eucharystii z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Ponieważ przez większość czasu biskupa otaczają w pełni od niego zależni podwładni, nikt nie miał możliwości, aby mu powiedzieć, że takie sformułowanie, jako komentarz do Dobrej Nowiny, nie przystoi. Ani po fakcie, ani tym bardziej przed faktem nikt nie mógł zareagować, bo przecież biskup (żeby jeszcze jakiś zwykły, ale profesor!) nie pyta nikogo o opinię na temat założeń kazania, które ma wygłosić. Biskup ma rację. Zawsze. Jak ktoś się nie zgadza z biskupem, to znaczy że walczy z Kościołem, którego naukę biskup głosi. Koło się zamyka.

Jestem przekonany, że 1 sierpnia w Krakowie mieliśmy do czynienia z nieewangeliczną, publicystyczną wypowiedzią człowieka zapętlonego w swoim egocentrycznym rozumowaniu. A że ów człowiek przyjął święcenia i do tego biskupie? Roztropność nie zawsze idzie w parze z tytułem naukowym czy przyjętym sakramentem święceń. Gdyby szła – wszystko byłoby prostsze: biskup, a do tego prof. dr hab. miałby rację, a wierni potrzebowaliby nawrócenia. Przypadek „tęczowej zarazy” abp. Jędraszewskiego dobitnie pokazuje, że bywa też wręcz przeciwnie.

Ech, gdzie te czasy, kiedy odnosząc się do jakiegoś ważnego tematu z życia Kościoła, można było zgodzić się lub nie zgodzić z jakimś radykalnym publicystą? Co zrobić, kiedy w rolę zaangażowanego publicysty wchodzi arcybiskup – następca apostołów? Jak polemizować z duchownym głoszącym kazanie? Jak wejść dziś w konstruktywny spór z metropolitą, który w strukturach kościelnej hierarchii podlega bezpośrednio papieżowi?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>