Gniezno – od stolicy królów do miasteczka powiatowego

Gniezno to dziś średniej wielkości miasto powiatowe w województwie wielkopolskim, lokalizacja w sam raz, aby się w nim zatrzymać w drodze ze Śląska nad Bałtyk. Wydaje się estetyczne, zadbane i nowoczesne ale nie wygląda już na miejsce, w którym mogłoby rozgrywać się wydarzenia ważne dla losów świata, a w roku 1000 takim właśnie Gniezno było. Otton III, najpotężniejszy władca ówczesnego świata (wg niektórych – drugi po papieżu), szukał w Gnieźnie sojusznika dla swoich dalekowzrocznych politycznych planów i go znalazł. A czego dziś można szukać w Gnieźnie?

Wydarzenia, które tam się rozegrały i przedmioty które zgromadzone są w tym mieście, powinny oddziaływać na wyobraźnię nie mniej niż Wawel! W Gnieźnie i w najbliższej okolicy zaczęło się państwo polskie – to samo, za które we wszystkich niemal stuleciach ginęli nasi rodacy. Ten właśnie kult krwi przelanej w ciągu wieków za Ojczyznę spowodował, że to Auschwitz był swego czasu obowiązkową destynacją szkolnych wycieczek, a nie Gniezno, gdzie wszystko się zaczęło. Nasze początki są w świadomości społecznej zdecydowanie niedoszacowane. Trzeba też przyznać, że początki nie były jakoś szczególnie spektakularne…  Ot, jeden z księciów pogańskiego wschodu miał interes, aby wejść do ówczesnej wspólnoty europejskiej, a że jedyną drogą ku temu było chrześcijaństwo – przyjął je wraz z otoczeniem. Po symbolicznym „chrzcie Polski” trwały procesy dostosowawcze naszego prawa i obyczajów do europejskich standardów. Widząc jak współcześnie przebiega implementacja unijnych dyrektyw w nowych krajach członkowskich, można przyjąć, że wtedy było jeszcze trudniej. Sam chrzest z roku 966, często kojarzony jest z Gnieznem, wcale nie tam się odbył, a na Lednicy, choć czy ktoś to dziś lub kiedykolwiek niezbicie potwierdzi…? O tym „chrzcie” też nie pamiętamy, poza IV klasą szkoły podstawowej, gdzie bodajże jest to jedna z kluczowych historycznych wiadomości, tak kluczowa, że tę datę po prostu się zna. Jak ktoś z rodaków nie wie, kiedy był chrzest Polski, to – niezależnie od wyznania – bardzo źle to o nim świadczy.

Na marginesie: także osobisty chrzest każdego z nas jest pomijany, może za wyjątkiem tych, którzy przyjmowali go, jak dorośli ale to jest mniejszość. Nie ma do czego wracać – urodziny, imieniny, różne rocznice – tak ale nigdy rocznice chrztu – tej nikt nie pamięta. Jeśli jest ktoś, kto potrafi własnym przykładem obalić poprzednie zdanie – proszę o kontakt. Kiedyś poprosiłem gimnazjalistów o przygotowanie na kolejną lekcję informacji o dacie chrztu i nazwiskach chrzestnych – problem był z obydwiema częściami zadania! (oczywiście z datą o wiele poważniejszy.)

W gnieźnieńskiej katedrze znajdują się słynne „drzwi gnieźnieńskie”, też każdy o nich słyszał, prawda? To najwspanialszy zabytek sztuki romańskiej w Polsce. Przetrwały już prawie 1000 lat, a ponieważ od jakiegoś czasu można je oglądać tylko za kasę i w małych grupach, jest szansa, że przetrwają kolejne milenium. Takim zabytkom, jak – nie wiem dokładnie – 900-letnie drzwi z brązu, trzeba nadawać nowe funkcje, nawet trochę wbrew ich celowi (służą obecnie do oglądania), aby w ten sposób chronić je przed bezpowrotnym zniszczeniem. Udało się ocalić je w czasie wojen, także w czasie ostatniej, więc nie można teraz nawalić. Bardzo potrzebne jest obejrzenie tych drzwi wraz z odpowiednio dobranym komentarzem, bo same „drzwi” są krzywe i niesymetryczne i nie budzą większych emocji, a powinny! Emocje towarzyszą za to relikwiom św. Wojciecha., umieszczonym w replice ozdobnego relikwiarza w prezbiterium katedry (oryginał został skradziony i zniszczony w roku 1986). Emocji jest przy nich co nie miara, poczynając od systemu oświetlenia relikwiarza, który przyjmuje monety 1-, 2- i 5-złotowe, a czas oświetlania (jak głosi instrukcja z boku) jest zależny od ilości wrzuconych monet. To pomysł jakiegoś idioty, który z jednego z najświętszych gnieźnieńskich skarbów postanowił uczynić maszynkę działającą, jak lornetka na tarasie widokowym podrzędnego lotniska. A to są relikwie św. Wojciecha! Właśnie, tu zaczynają się prawdziwe emocje. Najprawdopodobniej relikwie św. Wojciecha, te które Chrobry wykupił od Prusów, spoczywają jednak w katedrze św. Wita w Pradze. Nie doszło jednak do ich cudownej translokacji ani uroczystego przekazania – doszło po prostu do pierwszej spektakularnej kradzieży w gnieźnieńskiej katedrze (w historii było ich wiele), jakiej dokonał Brzetysław w XI w. Pewne jest jednak, że dzięki Chrobremu, który przekazał w roku 1000 Ottonowi III ramię św. Wojciecha (relikwie trafiły m.in. do Rzymu), prymas August Hlond, otrzymał te właśnie relikwie z Rzymu w roku 1928 – te na pewno posiadamy i te są autentyczne. W sprawie zawartości sarkofagów w Gnieźnie i w Pradze emocje przeżywają historycy – docinając sobie wzajemnie „co wy tam w tym waszym sarkofagu macie?” Ale na badania DNA, które są dziś możliwe, żadna ze stron dyplomatycznie się nie godzi. Sam najazd Brzetysława był naszą pierwszą klęską narodową, choć tej akurat nie rozpamiętujemy. Proces wdrażania chrześcijańskich obyczajów, prawa i wierzeń był ledwie rozpoczęty. Tzw. „powstanie pogańskie”, które po śmierci Mieszka II doprowadziło do anarchii, zachęciło silniejszego sąsiada, który skrupulatnie okazję wykorzystał. Powtórne przejęcie władzy przez rodzimego władcę Kazimierza Odnowiciela, było możliwe dzięki wsparciu Niemiec i Rosji.

Mam wrażenie, że w Gnieźnie możemy dziś uczyć się, jak polskie budowanie i wdrażanie nowego jest niezmiennie powiązane z narodowymi walkami o partykularne interesy różnych grup. To była i jest nasza narodowa specyfika. Czy będzie nadal? Bardzo możliwe. Gnieźnieńska przeszłość, trochę przed nami ukryta, dużo mówi o naszej teraźniejszości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>