Grzech? A co to jest grzech?

W naszych czasach dużym wyzwaniem stał się brak tzw. poczucia grzechu. Mam na myśli wewnętrzne przyznaniem się (na początek – przed samym sobą), że zrobiło się coś wbrew przykazaniom, a nawet coś – w sensie ogólnym – złego. Kościelne statystyki brzmią optymistycznie: do spowiedzi wielkanocnej przystępuje stale ok. 80% wiernych. To brzmi nieźle! Wzrasta jednocześnie liczba osób, które nie spowiadają się albo spowiadają się rzadko ale jednocześnie wzrasta też liczba osób, które spowiadają się co miesiąc. Nie ilość spowiadających się wzrasta ale ich jakość. Uogólniając – tendencja wskazuje na to, że nawet jeśli ogólnie praktykujących chrześcijan ubywa, to przybywa takich, którzy swoje chrześcijaństwo traktują poważnie. Dane dotyczące spowiedzi korespondują z danymi na temat udziału w mszach św. i przyjmowania komunii: uczestników mszy ubywa za to zwiększa się liczba przystępujących do komunii. Czyli znów: jakość kosztem ilości.

Obowiązek corocznej spowiedzi wprowadził (dopiero) Sobór Laterański IV (1215). Wcześniej ludzie też się spowiadali ale różnie z tym bywało. Historia sakramentu pokuty i pojednania jest w ogóle bardzo interesująca. Obecne praktyki bynajmniej nie pochodzą z czasów apostolskich. W XIII w. jednym z ważnych argumentów za zobowiązaniem wierzących do corocznej spowiedzi było przeciwdziałanie rozpowszechnionemu wśród wielu wiernych przekonaniu o ludzkiej naturze niegodnej Bożego miłosierdzia. Ludzie byli przekonani, że nie są godni nawet prosić o przebaczenie grzechów. Nawiasem mówiąc – dzięki komu tak myśleli, nie jest wielką tajemnicą ale wtedy jeszcze nie było seminariów duchownych… Wracając do XIII w. – szczytem ludowej pobożności było wówczas wysłuchanie mszy św. i adoracja Hostii w czasie podniesienia, które to podniesienie (dziś: przeistoczenie) trwało wówczas nieco dłużej. Ludzie nie spowiadali się więc wówczas nie dlatego, że uważali, że nie mają z czego się spowiadać, tylko wręcz przeciwnie – szczerze uważali się za niegodnych Bożego miłosierdzia. Zgodnie z wolą soboru, to poczucie miało więc być przezwyciężane małymi krokami, takimi jak spowiedź „przynajmniej raz w roku” – u swojego proboszcza (zdaje się, że taki dodatek też należał do uchwalonego wówczas prawa).

Dzisiejsza sytuacja, wg statystyk jest optymistyczna ale często jednak niemal niemal symetrycznie odwrotna niż w wieku XIII: wielu wiernych potrzebowałoby równie małymi krokami przekonać się na nowo do sakramentu pokuty. Z innych co prawda powodów ale małe kroki jako najlepsza terapia – mogłyby zostać. Tylko czy taka spowiedź raz w roku przed Wielkanocą, wg kalendarza, a nie wg potrzeby serca, jest w ogóle sensowna?

Pamiętam, jak moja ś. p. babcia, zaznaczała sobie kółkami na ściennym, planszowym kalendarzu terminy rozmrażania lodówki. Kończąc jedną taką operację od razu odliczała 6 tygodni i zaznaczała, kiedy odbędzie się następna i z podziwu godną konsekwencją trzymała się tego grafiku. Kiedyś wyjaśniła mi, że gdyby nie zaznaczyła w kalendarzu następnego „odlodzenia” (tak to nazywała), to mogłaby o nim zapomnieć i cała lodówka mogłaby się zepsuć. Ten przykład jest ze mną od niepamiętnych lat. W czasach szkolnych dzieliłem się nim z uczniami, bo uważam go za genialną analogię podejścia do spowiedzi. Spowiedź regularna, a nie z potrzeby serca zapobiega zepsuciu sumienia.

Inna analogia sumienia to ogródek. Wyobraźmy sobie dwa ogródki obok siebie: jeden zadbany, z przystrzyżoną trawą, z pomalowanymi krasnalami, uformowanym żywopłotem i zawsze omiecionymi ścieżkami, czyli taki, po którym wyraźnie widać, że gospodarz regularnie tam bywa. Na takim ogródku każdy większy liść, że o papierku już nie wspomnę, rzuca się w oczy i razi. I jest drugi ogródek – obok tamtego, w którym gospodarz bywa raz na kilkanaście miesięcy, z którego nieokiełznana przyroda samoczynnie przelewa się na stronę sąsiada przez rozlatujący się płot. Nie ma mowy o estetyce, o trosce o detale, nawet główne ciągi komunikacyjne przestają być widoczne. Sumienie, które nie jest regularnie pielęgnowane, zarasta byle czym, staje się zbiorowiskiem tego wszystkiego, co samoistnie, poza kontrolą przypadkowo wybujało. Przychodząc tam raz na kilkanaście miesięcy, gospodarz robi tylko intuicyjną ścieżkę od furtki do altany ale robi ją niestarannie, całości nie ogarnia, bo i nie da się jej w szczegółach uporządkować, kiedy przychodzi się tak rzadko. I wielu rzeczy gospodarza tam nie zauważa, bo też wielu rzeczy po prostu nie da się już wśród chaszczy dostrzec.

Kiedyś bywało tak, że po spowiedzi przeżywałem błogie poczucie ulgi, zrzucenia winy, które odbierałem, jako dziecięce odczucie udzielonego Bożego miłosierdzia. Ale to się skończyło niemal zupełnie i to dawno temu. Miejsce poczucia ulgi zajęło poczucie spełnionego obowiązku. Nie jest ono porywające, o ile pamiętam, bo nie jest też – niestety – szczególnie częste.

Optymistyczna konkluzja niech brzmi tak: ogródek jeszcze nie przypomina dżungli, lodówka jeszcze chłodzi, zachowywanie postanowień Soboru Laterańskiego IV jeszcze nie stanowi problemu, poczucie grzechu jeszcze funkcjonuje… Atmosfera przedświątecznego pośpiechu, masowości i mechanizacji sakramentu w wykonaniu księdza („tylko grzechy”) – zdecydowanie dobrej spowiedzi nie służą, lepiej byłoby uczynić to nieco wcześniej. A najlepiej – znacznie częściej.

Komentarze

  1. Marzec 30, 2015

    Dorota Odpowiedz

    „spowiedź regularna a nie z potrzeby serca zapobiega zepsuciu sumienia”? Naprawdę tak myslisz? Zastanawiam się jak to się stało,że w liceum nie słyszałam o przykładzie z ogródkiem bo z urokiem krasnali na pewno bym wtedy dyskutowala.

    Wierzę, że właśnie spowiedź z potrzeby serca jest wartościowa.Nie tylko przez to ze wierząc i zalujac grzechy zostają nam dopuszczone ale wartościowa przede wszystkim dlatego że przeżywana głębiej.Po takiej spowiedzi często występuje uczucie swoistej ulgi.
    Nie przekonuje mnie porównanie relacji z Panem Bogiem i sobą samym (sumieniem) do sytuacji z lodówka.Obawiam się zreszta że nowoczesna lodówka rozmrażania co 6tyg na bank by się zresztą zepsuła.
    Myślę że taka schematyczna,mechaniczna spowiedź tego i tego dnia zaznaczona w kalendarzu będzie tylko kolejnym obowiązkiem z listy,jak zakupy czy dentysta.O ile przy dwóch ostatnich pozycjach to ma sens, o tyle przy spowiedzi -moim zdaniem- niekoniecznie.

  2. Marzec 30, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Ps.przepraszam za błędy w tekście.Nowy telefon i jego niezliczone funkcje daje mi się we znaki.Niestety nie ma tu możliwości modyfikacji po publikacji.Może będzie?

  3. Marzec 30, 2015

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Dlaczego nie słyszałaś przykładu o ogródku – nie wiem, i bardzo chciałbym wiedzieć, co wtedy robiłaś ;)
    Ten wpis jest bardzo subiektywny. Spowiedź z potrzeby serca jest oczywiście doświadczeniem optymalnym. Mnie chodzi o to, że jeśli potrzeba serca nie nadchodzi to TRZEBA przejść na system kalendarzowy, a nie czekać w nieskończoność. Podobają mi się różne nowoczesne inicjatywy księży, obwoźne konfesjonały typu „pogotowie”, noce konfesjonałów, jakieś spowiedzi bez tradycyjnych mebli – w tym temacie trzeba docierać szerzej, fajnie że się starają.

  4. Marzec 30, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Coś tu chyba pan Gospodarz kręci ;-) Nie ma słowa na temat tego, że spowiedź z potrzeby serca jest optymalna.Kwestie ogrodkowe pozostawiam bez komentarza,mogłoby się bowiem okazać, że niedostatecznie przyłożyłes się do zajęć i po prostu nie ubarwiales nam przekazu takimi uroczymi przykładami:-P

  5. Marzec 30, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Ja także jestem za inicjatywami księży, które mają zachęcić do spowiedzi.Mój przyjaciel księdz, twierdzi nawet ze byłby w stanie na stałe wynająć box w jakimś dużym centrum handlowym.Kontrowersyjne acz ciekawe.

  6. Marzec 30, 2015

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Nic nie kręcę ;-) ten wpis jest tak subiektywny, że aż wręcz osobisty i pełni rolę trochę jakby przygotowania do rachunku sumienia. Twój przyjaciel jest b. kreatywny, mam nadzieję, że mu się uda coś takiego zrobić, nawet jeśli nie w centrum to gdzieś indziej.
    A pomówienie o niedostatecznym przygotowaniu się do zajęć – se zapamiętam :P

  7. Marzec 30, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Nie mam nic przeciwko rachunku sumienia na blogu- Twój blog w końcu a co :-P
    Gorzej, że spowiedź znów z datą zakresloną w kalendarzu… ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>