Holokaust chrześcijan

Wprowadzenie.

Tak sformułowany tytuł pozornie wskazuje na jakieś daleko idące porównanie do zagłady narodu żydowskiego, tymczasem wiele wskazuje na to, że w tytule wcale nie o porównanie chodzi ale o bezdyskusyjne, makabryczne fakty. We współczesnym Iraku giną chrześcijanie, giną masowo, brutalnie, niesprawiedliwie i w samotności. Może więc porównania do zagłady Żydów nie są całkiem od rzeczy, bo oni też ginęli w ten sposób, ginęli też samotności – ich tragicznym w czasie wojny losem też w zasadnie nikt się skutecznie nie przejął – chodzi o państwa, bo było wielu, którzy pomagali poszczególnym osobom indywidualne. Czym różnią się dzisiejsi przywódcy państw od tych, którzy w latach 30` i 40` dowiadywali się – popijając herbatę, paląc cygara – o masowych mordach dokonywanych na Żydach? Dziś nasi liderzy oraz my dowiadujemy się o tym wszystkim siedząc przy komputerach, telefonach, telewizorach i – owszem – wyrażamy protesty ale głównie graficzne, tekstowe i słowne. Zdaje się, że tamci wtedy, kiedy już uwierzyli w niewiarygodne zbrodnie nazistów, też wyrażali daleko idące oburzenia, sprzeciwy, żądania ale nie powstrzymały one sprawców. Czy więc dzisiaj wydarzenia w Iraku mogą potoczyć się inaczej niż wówczas w Europie?

Who is who?

Muzułmanie to przede wszystkim sunnici i szyici. Szyici to w jakimś sensie elitarna, przekonana o swojej wyższości mniejszość (w skali globalnej), o niebo więcej jest sunnitów. Szyci to coś w rodzaju klanu wierzącego w swoją szczególną więź, a nawet pokrewieństwo z Mahometem, są lepiej zorganizowani religijnie, posiadają namiastkę „papieża” (bardzo „namiastkę”, nazywa się ajatollah), który rezyduje w Iranie, i choć nie wszyscy duchowni uznają jego prymat, jest to autorytet w świecie islamu. Sunnici stanowią globalnie większość (nawet 90%), nie mają takich powiązań z Mahometem, to po prostu wierzący muzułmanie, żyjący zgodnie z nakazami Koranu i ustnej tradycji (sunna), zorganizowani w wiele różnych szkół myślenia i postępowania, wg nauk różnych duchowych przywódców. Te dwa stronnictwa są wobec siebie zdystansowane, czasem nawet są sobie wrogie. Jedynie w Iranie i Iraku szyci stanowią większość. W innych państwach większość stanowią sunnici.

Geneza konfliktu

W czasach dyktatury Saddama Husajna w Iraku rządzili sunnici, a więc mniejszość. Sam Saddam był sunnitą ale raczej, jak to się u nas mówi, niepraktykującym – wnoszę na podstawie uczynków. Czasem media donosiły o konfliktach między bojówkami szyickimi a reżimem Saddama; myślę, że można powiedzieć, że szyici byli wówczas prześladowani, co było upokarzające dla większości, która dodatkowo jest przekonana o swojej religijnej wyższości. Od czasów interwencji amerykańskiej sytuacja się zmieniła: sunnici (ludzie Saddama) zostali odsunięci od władzy, a premierem został szyita (część jego nazwiska to Maliki). Amerykanie – nie wiadomo czemu – myśleli, że kiedy przekażą władzę nowemu premierowi ten, nie bacząc na przynależność religijną, zorganizuje nowoczesny rząd jedności narodowej z udziałem zarówno szyitów jak i sunnitów, a w Iraku zapanuje zgoda i coś na kształt suwerennej demokracji. Tak się nie stało. Maliki rządzi jak lider klanu, a nie jak premier rządu; ostatnio okazało się ponadto, że jest przyspawany do stołka i mimo sugestii USA nie zamierza ustąpić. Sunnici stanowczo zbuntowali się przeciwko tym rządom. Tragiczne postępy sunnickiej reakcji rozgrywają się na naszych oczach. Sunnici niezmiennie są w Iraku w mniejszości ale po pierwsze zasilają ich przybysze z innych krajów, gdzie niemal wszyscy muzułmanie to sunnici, a po drugie rebelianci dysponują w Iraku nowoczesnym sprzętem wojskowym, który siły rządowe zostawiły w koszarach, uciekając przed tym, co miało nadejść. Trudno będzie teraz irackiemu rządowi wygrać wojnę, której jest współwinny.

Polityka, prawo i teologia

Jeśli dziś społeczność międzynarodowa nie powstrzyma tych makabrycznych wydarzeń, może się okazać, że 22 zabitych w Iraku (w latach 2003-2007) żołnierzy polskich i wielu innych, poniosło śmierć w jakimś sensie daremnie. Liderzy państw muszą dziś wyciągnąć wnioski z przeszłości, także tej bliższej (Rwanda 1994, Srebrenica w 1995). Jeśli jest jakiś sens istnienia ONZ, to powinien się teraz właśnie ujawnić. Mam wątpliwości, czy zachodni przywódcy dają radę. Militarnie zachód mógłby „uporządkować sytuację” w Iraku w ciągu kilku miesięcy, może nawet szybciej, jednak jako cywilizacja zachodu musimy działać zgodnie z prawem, więc nie będzie łatwo… Zwłaszcza, że fanatyczni sunnici mają swoje prawo i obyczaje, bardzo wybiórczo i prymitywnie je pojmują ale też są im wierni, mniej więcej tak, jak Żydzi zdobywający Kanaan po latach niewoli egipskiej ok. XIV w. p.n.e. Tłem dla makabrycznych wydarzeń w Iraku są – niestety – problemy religijne. Wewnętrznie zróżnicowany islam, bez czytelnej zwierzchności, funkcjonuje w oparciu o kilka szkół interpretacji Koranu i tradycji, a w każdej z nich wiodącą rolę odgrywają charyzmatyczni duchowni. Niektórzy z nich, jest to zdecydowana mniejszość, akcentują jakieś radykalne wątki i pchają wyznawców do ekstremalnych zachowań. Tak działa – na szczęście – zdecydowana mniejszość. Słynny „dżihad” to nie jest przede wszystkim „święta wojna” w niewiernymi, prowadzona na śmierć i życie, ale przede wszystkim to coś na kształt naszej chrześcijańskiej ascezy, a więc zwalczanie własnych słabości i zła w swoim życiu i w swoim otoczeniu, dawanie świadectwa wierze, propagowanie wiary. Dżihad to także walka zbrojna w obronie islamu ale fizyczna eksterminacja współobywateli tego samego kraju nie ma nic wspólnego z obroną islamu. Radykalne grupy muzułmanów bezpowrotnie zniekształciły wiele szlachetnych pojęć i prawd wiary islamu. My chrześcijanie nie możemy bezpośrednio inspirować rozwoju muzułmańskiego prawa ani teologii, ich wrażliwość na tym polu jest bowiem ogromna. Przekonaliśmy się o tym w roku 2006, kiedy Benedykt XVI (prof. Joseph Ratzinger), po wykładzie wygłoszonym na uniwersytecie w Ratyzbonie, uznał za właściwe poprosić muzułmanów o wybaczenie za użycie cytatu z średniowiecznej literatury, który zbyt jednostronnie charakteryzował niektóre aspekty islamu…

Perspektywy

Wydarzeniami w Iraku jestem zdruzgotany. Zwłaszcza od wczorajszego ranka, kiedy obejrzałem wstrząsający reportaż na facebookowym profilu ks. Tomasza Sękowskiego. To, co tam się dzieje, to horror, którego sprawcy powinni zostać surowo ukarani. Nie ma też usprawiedliwienia dla społeczności międzynarodowej, w tym zwłaszcza ONZ, która nie potrafi działać skutecznie w sytuacji konfliktu zbrojnego, jeśli nie narusza się interesów ekonomicznych światowych mocarstw, a „jedynie” giną w nim ludzie. Nie podoba mi się jeszcze coś. W obliczu wydarzeń w Iraku europejska kultura tolerancji, z której jesteśmy tak dumni i która sama w sobie jest naszym kulturowym osiągnięciem, zupełnie nie sprawdza się w odniesieniu do innych kultur. Kiedy przeglądam raporty Komisji Europejskiej i Amnesty International na temat dyskryminacji muzułmanów i islamofobii w Europie oraz strategii przeciwdziałania tym zjawiskom, to zaczynam się martwić o perspektywę naszej przyszłości. Niedawny wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie odszkodowania za torturowanie przez amerykanów więźniów na terytorium Polski, trzeba uznać za sprawiedliwy ale tylko w ramach naszego kręgu kulturowego; jest to wyrok zgodny z europejskimi standardami i europejskim prawem ale łatwo sobie wyobrazić, jak został przyjęty w krajach muzułmańskich… Nie jestem zwolennikiem przedstawiania relacji chrześcijańsko – muzułmańskich, jako globalnego konfliktu religijnego czy kulturowego, choć konflikty w naszych relacjach faktycznie mają miejsce, tylko wszyscy tu w Europie żyjemy nadzieją, że są to zjawiska przejściowe i uspokaja nas to, że zawsze rozgrywają się daleko od naszych granic.

źródło grafiki (slider): www.mpolska.24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>