Iluzje rządzących

W obowiązującym u nas systemie demokratycznym każdy – choć w różnym stopniu i z różnym poziomem satysfakcji – ma szansę być współuczestnikiem podejmowanych decyzji w sprawie powierzenia sterów rządzenia. Z szansy tej nie trzeba jednak u nas korzystać i być może dlatego korzysta z niej zaledwie mniej niż połowa uprawnionych. Być może statystyczna ekstrapolacja poglądów tej mniej-niż-połowy obywateli odwzorowuje poglądy wszystkich – nie wiadomo. Zgodnie z regułami demokracji rządzi u nas większość, ale jest to tylko większość tej mniej-niż-połowy całości. W dniu wyborów większość pozwalająca na samodzielne sprawowanie rządów w naszym kraju reprezentowała poglądy ok. 19% ogółu obywateli. W demokratycznym kraju z faktu takiego a nie innego zwycięstwa trzeba wyciągnąć uczciwe wnioski.

Właśnie. Po ostatnich wyborach okazało się, że ich zwycięzcą została jedna partia polityczna. Wszystko wskazuje na to, że z faktu tego swojego zwycięstwa wyciągnęła ta partia wnioski w dużej mierze fałszywe. Rządzący rządzą tak, jakby nie było nikogo, kto uważa, myśli czy czuje inaczej niż oni. Z tępym uporem forsują rozwiązania, którym sprzeciwia się nie tylko wielu innych uczestników życia publicznego, ale w coraz większym stopniu także wielu obywateli. Sprzeciw wobec swoich pomysłów czy konkretnych rozwiązań, który mógłby być przestrzenią dojrzewania społecznych kompromisów, traktują jak spisek sił wrogich Polsce. Spiskują na ogół różnego sortymentu postkomuniści, ubecy, esbecy, a także komuniści, zdrajcy, dlatego radykalność samych reform oraz żelazna konsekwencja w ich wdrażaniu nie mogą podlegać dyskusji. Tak po prostu musi być, aby ostatecznie zerwać z postkomunizmem. Paranoja? Cynizm?

Politycy realnie sprawujący dziś w Polsce władzę stanową wąską grupę osób skupionych wokół swojego owładniętego pragnieniem zemsty lidera. Partia rządząca cieszy się wyrażanym w sondażach poparciem ok. 30% społeczeństwa. Prawidłowy wniosek z tego faktu jest taki, że pozostałe partie łącznie oraz osoby politycznie niezdeklarowane cieszą się poparciem ok. 70% społeczeństwa. Partia rządząca wyciąga jednak inny wniosek: zwycięzca może wszystko! To szkodliwa dla demokracji iluzja. Po przejęciu władzy, partia, zamiast rządzić z poszanowaniem Konstytucji i demokratycznych reguł, stała się narzędziem realizowania zaległych scenariuszy politycznych człowieka, który choć uczestniczy w życiu publicznym od kilku dekad, niczego doniosłego nie zainspirował, nie spowodował, nie stworzył. Założonych partii ani wywołanych awantur nie liczę.

Partia rządząca liczy na to, że posiadając realny wpływ na wszelkie możliwe służby, urzędy, archiwa, na tzw. publiczne media, a także podporządkowując sobie władzę sądowniczą sprawi, że te 70% demokratycznie nastawionego społeczeństwa trwale odda im władzę. Na krótki czas, przy odrobinie ustrojowej inżynierii, być może. Ale ta konstrukcja szybko runie. Jest bowiem oparta na politycznym oszustwie, na nieposzanowaniu demokratycznych reguł i – co najgorsze – na łamaniu Konstytucji. Nie te czasy, nie te metody. Nie da się wmówić protestującym dziś w obronie sądów, że są turystami, spacerowiczami czy esbekami, nie da się przekonać większości społeczeństwa, że protesty w obronie konstytucyjnego trójpodziału władzy są zorganizowaną akcją na rzecz sprowadzenia do Polski imigrantów, nie da się wykazać, że sposobem na usprawnienie pracy sądów rejonowych jest przeniesienie w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego. Po prostu się nie da!

Co nas czeka? Moim zdaniem rządzący wykorzystają wszelkie możliwości, aby utrzymać się przy władzy – to oczywiste. Partyjny instynkt nie zniknie. Zmieniony Sąd Najwyższy, po kolejnych wyborach, odrzuci sprawozdania innych partii politycznych, przez co zostaną one pozbawione finansowania z budżetu państwa, a także (w przypadku przegranej PIS) uwzględni szereg zgłoszonych nieprawidłowości, do jakich doszło podczas wyborów i nakaże ich powtórzenie. Protesty przybiorą wówczas zasięg szerszy, być może bardziej dramatyczny, ale przecież wiadomo, że ani Policja ani nowa formacja pana Antoniego nie wystąpią przeciwko obywatelom. Nie te czasy. Wszystko skończy się jakimś rodzajem nowego „Okrągłego Stołu”, w którym jedną stroną znów będzie demokratyczna opozycja. Drugą stroną będą obecnie rządzący, którzy w poczuciu bezsilności będą przekonywać o niebywałych rozmiarów spisku przeciwko legalnie wybranej władzy. Postanowień także tego „Okrągłego Stołu”, jako kompromisu ze zdrajcami, nie zaakceptują. Obiecają ponadto, że znajdą winnych, kiedy następnym razem obejmą stery władzy. Mam nadzieję, że motywy tropienia układów, spisków, rozliczania zdrajców, udowadniania zamachów, jako motywy przewodnie polityki krajowej, zostaną wkrótce na tyle skompromitowane, że zmarginalizują ugrupowania, które chciałyby w przyszłości opierać na nich swoje rządy. W głównym nurcie powinny pozostać partie prowadzące spór o zakres interwencji państwa w gospodarce czy opiece społecznej. Czy, jako społeczeństwo, dojrzejemy do roku 2019 na tyle, aby obronić demokrację?

PS

Gdyby jeszcze trochę poluzować wodze wyobraźni… Obecnie rządzący nie trafią do więzień, bo nie tak postępuje się z przeciwnikami politycznymi w kraju demokratycznym. Najważniejsze osoby w państwie, za uchybienia przepisom Konstytucji, trafią przed Trybunał Stanu i jako przed tym organem skazane, stracą możliwość czynnego udziału w życiu publicznym. Trybunał Stanu będzie jednak możliwy dopiero po naprawie Sądu Najwyższego (o ile wiem, I Prezes Sądu Najwyższego jest Przewodniczącym Trybunału Stanu). Trwa bowiem, pod pretekstem zerwania z dziedzictwem stalinizmu w wymiarze sprawiedliwości, przemyślana w szczegółach demolka Sądu Najwyższego. W rzeczywistości nie chodzi o poprawę efektywności ani naprawę moralną wymiaru sprawiedliwości, ani o zerwanie ze stalinizmem – to walka o władzę prowadzona z naruszeniem konstytucyjnej reguły trójpodziału władzy. Skok na Sąd Najwyższy, po wyłączeniu Trybunału Konstytucyjnego, pomoże rządzącym wygrać lub powtórzyć następne wybory, pozwoli zmarginalizować inne partie, uchroni też przez jakiś czas prezydenta, panią premier i być może innych od stanięcia przez Trybunałem Stanu. Pozwoli też, przez Izbę Dyscyplinarną, ręcznie sterować wymiarem sprawiedliwości i zapewni wydawanie przez sądy oczekiwanych przez polityków wyroków (we wskazanych sprawach).

Rządzący, pod płaszczykiem walki z dziedzictwem stalinizmu w wymiarze sprawiedliwości, reaktywują system niemal żywcem wzięty z tamtej epoki. Naprawa sądownictwa po tych rządach będzie wymagała potęgi rozsądku i będzie nie lada wyzwaniem!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>