In vitro: między procedurą medyczną a zdobyczą cywilizacyjną (1)

Wprowadzenie

Optymalna lektura tego tekstu wymaga zachowania dwóch zasad. Pierwszą jest uczciwość intelektualna. Musimy się umówić, że bez uciekania się do zabiegów słownych, uznamy pewne wynikania za niepodważalne. Np. życie człowieka nie istnieje jako  abstrakcyjne, niezależne „życie”, ono jest zawsze życiem konkretnego człowieka. Życia człowieka od człowieka nie da się oddzielić do tego stopnia, że jedno bez drugiego nie istnieje. To byłaby zasada pierwsza. Druga zasada głosi, że istnieje prawda (w tym wypadku: etyczna) niezależna od moich aktualnych przekonań, stanów i potrzeb. Coś może być dobre albo złe niezależnie od tego, co ja o tym myślę. Mogę (lub Ty możesz) myśleć, że coś jest np. dobre, podczas gdy niezależnie od tego, co myślisz (i od tego, co ja myślę) – jest to złe, a źródłem tej niezależnej od naszych przekonań kwalifikacji jest prawo zewnętrzne (naturalne, etyczne, moralne, religijne, pozytywnie stanowione…). Dla porządku dodam, że radykalne odrzucenie tych dwóch zasad, czyli opieranie swoich sądów na przekonaniu, które można streścić w zdaniu „mogę myśleć i robić, co chcę i nikomu nic do tego”, uczyni dalszą lekturę dość trudną. Mam jednak nadzieję, że odrzucenie uczciwości intelektualnej i obiektywnych zasad rzadko występuje w postaci radykalnej – zwykle jednak uznajemy jakieś elementy logiki i jakieś zasady. Nie będzie więc źle – zapraszam dalej!

In vitro jako postęp

Nie można zaprzeczyć, że możliwość doprowadzenia do zapłodnienia w procedurze in vitro dowodzi gigantycznego postępu technologicznego, jaki dokonał się w ostatnich kilkudziesięciu latach. Pierwsza osoba urodzona dzięki tej metodzie jest młodsza ode mnie o 4 lata – możliwość laboratoryjnego poczęcia człowieka pojawiła się dopiero w latach mojego życia. Łatwiejsze okazało się więc wysłanie człowieka w kosmos i bezpieczne sprowadzenie go z powrotem niż sztuczne zapłodnienie. Zdaje się, że facet, który przyczynił się do stworzenia tej metody dostał nawet Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny (2010) – uznanie dla jego dokonań jest więc globalne. Skoro jednak praktyka in vitro ma historię krótszą niż moje życie – to jest to nowość absolutna. In vitro to nowość do tego stopnia, że w wielu krajach jeszcze nie wykonuje się tej procedury, bo jeszcze nie ma tam odpowiednich specjalistów. W innych krajach owszem, te zabiegi wykonuje się ale dzieje się to w warunkach braku refleksji etyczno – moralnej: ludzie nie tylko nie wiedzą, czy to jest dobre albo złe i dlaczego, ile nie chcą tego wiedzieć. Postęp jest tak szybki, że refleksja za nim nie nadąża.

Liczą się konkrety!

Dyskusji na temat in vitro brakuje przede wszystkim dlatego, że wymaga ona systematycznego budowania, zbierania i ważenia argumentów. Wymaga postawienia sobie trudnych i dość abstrakcyjnych pytań w rodzaju „kiedy zaczyna się człowiek?”, „czym jest godność człowieka?” – komu by się chciało snuć takie rozważania? Kiedy postęp technologiczny daje nadzieję na spełnienie pragnienia posiadania potomstwa, refleksja etyczno – moralna nie wydaje się potrzebna. Jeśli już coś analizować, to konkrety: szanse powodzenia metody, optymalny harmonogram zabiegów, koszta. Nadzieję posiadania potomstwa jesteśmy skłonni uznać za tak ważną, że wszystkie inne okoliczności przestają mieć znaczenie. Korzyści rysują się tak korzystnie, że koszty przestają się liczyć. Z resztą – powie ktoś – o jakich kosztach mowa? Poza finansowaniem, poza egzystencjalno – emocjonalnym wysiłkiem dopasowania się do reżimu poszczególnych etapów tej procedury – czy może być mowa o jakichś realnych kosztach? W świetle nadziei pojawienia się upragnionego dziecka – nawet gdyby istniały jakieś hipotetyczne kontrowersje czy negatywne przesłanki – nic się nie liczy wobec możliwości, jaką daje nowoczesna medycyna. Tak myśli wielu ale to myślenie dość niespotykane. Zwykle w dążeniu do ważnych życiowych celów ważymy i uwzględniamy różne aspekty. Mało tego, świadomość istnienia różnych aspektów uznajemy za dowód rozsądku, dojrzałości, dalekowzroczności. Przy in vitro to szerokie spojrzenie zdaje się nie mieć zastosowania. Tutaj cel totalnie rozbraja obiektywne okoliczności. Wielu preferuje więc drogę na skróty – bez zbędnych wyobrażeń, bez głębszej refleksji, bez stałych przekonań. Skoro in vitro jest możliwe – ja tego chcę, bo ja też mam prawo do szczęścia.

In vitro – procedura medyczna

Postęp, jakim w medycynie okazało się in vitro, jest – mimo powyższych uwag – bezdyskusyjny. Sytuując in vitro w przestrzeni obiektywnego naukowego postępu trzeba jednak uczciwie dostrzegać co najmniej dwie okoliczności. Po pierwsze in vitro to jednak wciąż postęp potencjalny. Procedura in vitro, podobnie jak wiele zabiegów medycznych, jest technicznie możliwa ale nie zawsze skuteczna. Kluczowy jest czynnik banalnie ludzki: po prostu człowiek nie potrafi technicznie wytworzyć drugiego człowieka. Pewnie dlatego, że laboratoryjne wytworzenie człowieka nie jest domeną naukowców tylko dwojga ludzi. Trzymanie się tej tradycji nie może być traktowane jako zacofanie ale wręcz przeciwnie – jako stabilna i konstruktywna norma. Dokonujący się w medycynie postęp rozbudza nadzieje, zwiększa szanse, ale – podobnie jak metody naturalne – nie zawsze gwarantuje sukces. Pokładanie nadziei w in vitro może pomóc w osiągnięciu celu ale może też okazać się bezpowrotną stratą czasu. In vitro posiada wszelkie cechy metody naukowej ale to jednocześnie wciąż eksperyment, a jego powodzenie za każdym razem zależy od okoliczności, których nie potrafimy kontrolować.

In vitro – zdobycz cywilizacyjna

Druga okoliczność, która rzuca ważne światło na metodę in vitro to wtórny postęp, który dokonuje się w obrębie samej tej metody. Chodzi o widoczne przesuwanie akcentu z traktowania in vitro jako procedury medycznej na rzecz uznania jej za element stylu życia właściwego dla człowieka zachodu. Praktycznym skutkiem tego stylu życia jest już nie tylko możliwość skorzystania z in vitro jako procedury medycznej ale także możliwość wpływania na rezultat tej procedury. Skuteczny wpływ wywrzeć można poprzez korzystanie z oferty zewnętrznych dawców gamet. Casting na komórkę jajową lub plemniki, choć brzmi dziwacznie, dobrze oddaje dylematy niektórych zainteresowanych. Ci, którzy nie chcą lub nie mogą wykorzystać własnych gamet, mogą w ramach in vitro wykorzystać wybrane wg preferencji, gamety innych. Czasem formułują wobec dawców jedynie podstawowe oczekiwania takie jak zgodność grupy krwi, koloru skóry, oczu, włosów. Zdarza się jednak, że w ramach postępowej metody postępowi biorcy oczekują też konkretnych cech w zakresie urody, uzdolnień, predyspozycji, a by nabrać pewności – życzą sobie wglądu w zdjęcia dawców z różnych okresów życia… Wyselekcjonowani dawcy zarabiają krocie. Tego typu inżynieria nie ma już nic wspólnego z procedurą medyczną in vitro. To coś w rodzaju inżynierii genetycznej.

Podsumowanie (1)

In vitro, jako postęp, wchodzi w nasze obyczaje szerokim frontem i jasne jest, że tej mody nie zatrzymamy, zwłaszcza przez zastraszenie. Ale nie możemy też brać go bezkrytycznie z dobrodziejstwem inwentarza. Dla postępu w tej dziedzinie trzeba tworzyć indywidualne i generalne ramy, przede wszystkim etyczne. Bez fundamentalnych racji etyczno – moralnych, przepisy prawne i tak pozostaną bowiem mało skuteczne. Innymi słowy: taki czy innych kształt regulacji prawnych dotyczących in vitro nie będzie miał większego wpływu na postawy społeczne: one są względem prawa pierwotne. Dlatego potrzebna jest uczciwa refleksja oparta o obiektywne zasady. Nieskrępowany postęp, uwarunkowany tylko kreatywnością zespołów badawczych, oparty o kryterium użyteczności wynalazków, dobrze rokuje i dobrze brzmi. Tak rozumiany postęp może być uznawany za koło zamachowe badań naukowych zwłaszcza, że laboratoryjne wytworzenie człowieka jest atrakcyjnym wyzwaniem dla ambitnych naukowców. Procedury in vitro będą prowadzone nadal, naiwnością jest przekonanie, że jakiekolwiek zaklęcia, wyklęcia lub przepisy są w stanie te działania u nas zablokować. Uczciwie postawione pytanie powinno brzmieć następująco: kiedy zaczyna się człowiek i czy ewentualnie może to mieć jakiś związek z in vitro…? Trzeba rzetelnie odpowiedzieć i wyciągnąć wnioski.

Komentarze

  1. Kwiecień 14, 2015

    Jerzy Gerlich Odpowiedz

    Dwa cytaty pierwszy ,,Zdaje się, że facet, który przyczynił się do stworzenia tej metody dostał nawet Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny (2010) ,, – czy informacja w tekście o Nagrodzie Nobla była rodzajem niejawnej persfazji mającej na celu nobilitację postmodernistycznego wynalazku zwanego in vitro bo jeżeli tak to polecam tekst opisujący sytuację sprzed sześćdziesięciu laty niezwykle aktualną poprzez podobieństwa w każdym calu otóż roku 1949 Egas Moniz otrzymał Nagrodę Nobla za badania nad leczniczymi efektami lobotomii polegającej na wbijaniu szpikulca do lodu przez oczodół pacjenta i „obracanie go jak mieszadełka do koktajli wewnątrz mózgu”, co miało jego zdaniem leczyć psychozę, depresję czy przysparzające problemów zachowania. Próbował on z zabiegu wbijania szpikulca w oczodół i przecinania wiązań zrobić zabieg ambulatoryjny, realizował około czterech tego typu zabiegów dziennie. Gdy u pacjenta dochodziło do zmniejszenia pobudzenia uważano procedurę za udaną. Jednak w efekcie tego zabiegu blisko 60% pacjentów umierało, pozostała część wykazywała zaś tendencje do ustąpienia niektórych objawów ,jednak wszyscy pozostawali z nieodwracalnymi uszkodzeniami: dziecinnych, potulnych, bezmyślnych, tracących poczucie tożsamości, apatycznych i bezwolnych oraz niemogących utrzymać moczu lub stolca. W owym czasie publiczne krytykowanie lekarza przez jego kolegów było uważane za nieetyczne. W okresie między 1935 a 1960 wykonano w USA blisko 50 000 zabiegów, polegających na przecięciu połączeń pomiędzy płatami czołowymi mózgu a wzgórzem. I cytat drugi ; ,,Wymaga postawienia sobie trudnych i dość abstrakcyjnych pytań w rodzaju „kiedy zaczyna się człowiek?” –jeżeli pytanie kiedy zaczyna się człowiek jest dla kogoś zbyt trudne i nadto abstrakcyjne to nie powinien dyskutować o in vitro z tego samego powodu dla którego osoba nie mająca pojęcia o grawitacji kwantowej nie może brać udziału w dyskusji o mechanice kwantowej .

  2. Kwiecień 15, 2015

    Jerzy Gerlich Odpowiedz

    Moje serce raduje się w Panu, *
    dzięki Niemu moc moja wzrasta.
    Szeroko otwarłam usta przeciw moim wrogom, *
    bo cieszyć się mogę Twoją pomocą.
    Nikt nie jest tak święty jak Ty, Panie, †
    poza Tobą bowiem nie ma nikogo, *
    prócz naszego Boga nie ma innej ostoi z dzisiejszej LG- nomem omen tak się ,,posklejało,, ……..jest to uzasadnienie mojego sądu dodam tylko gdyby wystąpiły jakieś trudności natury poznawczej ,że ja i Pan Bóg to już jest większość!

  3. Kwiecień 15, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Jerzy, przyznaję że przez Twoje wpisy poznaję Cię ze strony, z której chyba nie miałem okazji wcześniej Cię poznać…

    Dość surowo rozprawiłeś się z dwoma zdaniami z tekstu wstępnego na temat in vitro. Chylę czoło przed przenikliwością z jaką przejrzałeś i osądziłeś moje intencje, widzę że ciężko coś przed Tobą ukryć.. Postaram się następnym razem lepiej zamaskować mój podziw dla twórcy in vitro ;)

    Nie jestem pewny, czy dobrze rozumiem uwagę dotyczącą abstrakcyjności i trudności pytania o to, kiedy zaczyna się człowiek: jeśli uważasz, że pytanie o „początek człowieka” jest proste i zwyczajne – odpowiedz na nie. Oczywiście nie chodzi o wyłożenie zagadnienia w taki sposób, w jaki zapewne i Ty i ja intuicyjnie je czujemy ale taki, który pozwoliłby przekonać do tej intuicji tych, którzy widzą to inaczej. Spróbujesz?

  4. Kwiecień 16, 2015

    Jerzy Gerlich Odpowiedz

    Dosyć często znajdujemy się w sytuacji kiedy za bardzo nie wiemy co jest prawdą natomiast i w tych sytuacjach jesteśmy w stanie wskazać co prawdą nie jest .Jeżeli mam wątpliwość czy embrion jest człowiekiem intuicja podpowiada mi rozwiązanie następujące; każdy człowiek był embrionem a jeżeli z niczego nie ma nic to czym(kim) jest embrion ? Może mój umysł nie jest olśniewający ale czy domaganie się wszystkich dowodów czym jest embrion ,i kiedy zaczyna się człowiek jest poważne? Rzadko boję się stawianych pytań ale manipulowanie przy życiu – ciarki przechodzą. Ponieważ często w historii pod pozorem niesienia pomocy tak manipulowano opinią całych społeczeństw ,że były w stanie zaakceptować eksterminację najsłabszych ,swoich ,braci – wystarczy przypomnieć sobie kim były pierwsze ofiary hitlera i, że eugenika zrodziła się w miejscu odległym od Niemiec. Tego się boję ,boję się ,że znajdą się ludzie którzy zechcą wykorzystać taką konfigurację, a diabeł nie śpi .Dlatego w takich sytuacjach kiedy do końca nie wiadomo o co chodzi czy nie lepiej posłuchać słów żeby unikać nawet pozorów zła a w sytuacji gdy stoimy należy uważać żebyśmy nie upadli ? Piotrze nie Twoje intencje oceniam ,ale podziwiam najpierw ,że podejmujesz tematy gdzie tak łatwo można się dać odstrzelić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>