Jaki powinien być ksiądz?

Nieco infantylny tytuł tego wpisu stanowi zaproszenie do lektury całkiem poważnego – mam nadzieję – tekstu. Być może powstaje wrażenie pewnej niezręczności tkwiącej w zamiarze sformułowania „postulatywnej” charakterystyki współczesnego księdza przez osobę, która księdzem nie jest. Osobiście takiego wrażenia nie podzielam, a ocenę całości zostawiam wytrwałym czytelnikom.

Aby w sposób poważny odpowiedzieć na tytułowe pytanie trzeba zająć w miarę jednoznaczne stanowisko w kilku ważnych sprawach. Po pierwsze – przyjmuję, że pierwszorzędnym powołaniem księdza jest wskazywanie dróg do Boga ludziom, do których zostaje on posłany. Szczegółowych zadań księżowskich jest znacznie więcej, niektóre zupełnie nie przystają do tego pierwszorzędnego powołania księdza, niektóre wręcz temu powołaniu urągają, stanowiąc jego zaprzeczenie – np. ksiądz – biurokrata, naukowiec, działacz charytatywny, budowniczy – to wybrane anty-przykłady kapłaństwa. Czy na pewno po to ten sakrament wyciska niezatarte znamię? Ale to tylko wtręt na marginesie. Najważniejszym zadaniem księdza jest wskazywanie ludziom dróg do Boga. Po drugie – w powiązaniu z pierwszym, kapłańskie posługiwanie rozgrywa się w przeważającej mierze w parafiach. Nie w neokatechumenacie, nie we wspólnotach charyzmatycznych, nie w ruchach kościelnych, nie w mediach, nie przed komputerem, nie gdzie indziej tylko w parafiach. Te inne obszary oczywiście istnieją ale w stosunku do wspólnoty parafialnej są tylko dopełnieniem, dodatkiem, rozwinięciem jakiegoś aspektu życia parafii. Parafia jest podstawowym miejscem posługiwania księdza – to, co czyni w parafii, jest decydujące i najważniejsze. Chyba że zrównoważymy nadzorowanie remontów i organizowanie pracy charytatywnej z posługiwaniem parafialnym ale wówczas trzeba by uczciwie ogłosić, że angażowanie się wiernych w te dzieła kompensuje uczestnictwo w życiu parafialnym… Konsekwencją tamtego pierwszego ustalenia jest oczywiście rozumienie parafii niejako personalnie, jako wspólnoty osób, do których ksiądz zostaje posłany, wspólnoty rzeczywistej, nie wirtualnej. Poza klasyczną wspólnotą parafialną, czasem będzie to więc szpital, dom opieki, więzienie, zgromadzenie zakonne… Po trzecie – dla skuteczności księżowskiego posługiwania decydujące znaczenie posiada znajomość swojej wspólnoty, świadomość potencjału, potrzeb, oczekiwań ludzi, wśród których się pracuje. Stereotypowe przykłady będą chyba najlepsze: inaczej trzeba prowadzić ludzi do Boga na małej wiosce, inaczej w średnio-miejskiej parafii z przysiółkami, inaczej w dużej parafii miejskiej, jeszcze inaczej w katedrze, inaczej posługując w więzieniu, inaczej w szpitalu itd. Różnice dotyczyć muszą nie tylko stylistyki kaznodziejskiej ale spraw absolutnie podstawowych, np. takich jak styl, forma, czas i miejsce rozmowy z ludźmi.

Przyjmując więc, że najważniejszym zadaniem księdza jest wskazywanie ludziom dróg do Boga, że rozgrywa się to zasadniczo we wspólnotach parafialnych, że istotna jest znajomość wspólnoty, w której się pracuje, nasuwają się dwie kluczowe wytyczne. Mogą występować łącznie lub oddzielnie: ksiądz powinien być dobrym pedagogiem lub po prostu dobrym człowiekiem. (Przypominam, że „lub” to alternatywa niewyłączająca, zawierająca w sobie spójnik „i”, dlatego nie trzeba go osobno zapisywać w formie potworka „i/lub”)

W wyuczone umiejętności pedagogiczne wierzę tylko trochę, jeśli „wierzenie trochę” ma w sobie cokolwiek z wiary. Wrodzony talent pedagogiczny można, a nawet trzeba rozwijać w ramach systemu edukacji. Tak przygotowany pedagog, z pisemnym potwierdzeniem kwalifikacji, może nawet profesjonalnie uczyć w szkole. Ale dla kapłańskiego posługiwania istotne jest co innego. Świat, w którym żyjemy, jest bardzo wymagający. Pismo Święte nie jest dziś jedynym źródłem zasad, na jakich opieramy swoje życie. Szum medialny, od którego trudno się zdystansować, potęguje zamieszanie. Modne stają się różne prądy umysłowe, filozofie, herezje, zabobony, obyczaje, przez której trzeba roztropnie swoją wspólnotę prowadzić. Roztropnie – w żadnym razie nie oznacza wydawania przez księdza sądów, że coś jest albo nie jest zgodne z nauką Kościoła, albo że coś jest albo nie jest grzechem. „Roztropnie” oznacza właśnie pedagogicznie, wychowawczo, przekonująco objaśniać i tłumaczyć. To nie mogą być wyłączające komunikaty w stylu „ja mam rację, a jeśli ktoś nie rozumie albo myśli inaczej, to nie mój problem”. Skuteczne pokazywanie ludziom dróg do Boga wyklucza poetykę arogancji. Pan Jezus nigdy tak nie nauczał, więc księża też tak nie powinni nauczać. Bycie dobrym pedagogiem w gąszczu spraw tego świata, takiego jakim on jest, to pierwsza odpowiedź na postawione w tytule pytanie.

Bywa jednak i tak, że ktoś nie jest dobrym pedagogiem. Nie posiada w tym zakresie wrodzonych talentów i w związku z tym nie był w stanie ich rozwinąć w szkołach. Teoretycznie zna podstawy ale w praktyce pedagog z niego marny. Nawiasem mówiąc uważam, że taka właśnie kondycja księży jest o wiele częstsza niż poprzednia. Dla takich księży jest inna droga: zamiast silić się na bycie mentorem, dobrym pedagogiem, powinni być po prostu dobrym ludźmi. Nie oznacza to bynajmniej, że bycie dobrym człowiekiem – w przeciwieństwie do talentów pedagogicznych – jest każdemu wrodzone i łatwo osiągalne. Wręcz przeciwnie! Bycie dobrym człowiekiem oznacza konsekwentną realizację zasad życia chrześcijańskiego: czynienia większego dobra, miłosierdzia, wybaczania ale nie w charakterze postanowienia wielkopostnego czy pokuty ale tak całkowicie konsekwentnie i totalnie, ocierając się czasem o naiwność. Bo lepiej o naiwność się ocierać niż o arogancję. Ale proste to nie jest. Przede wszystkim dlatego, że ksiądz to też człowiek, który nie jest w stanie wyłączyć swoich predyspozycji, zainteresowań, potrzeb – trudno być tak totalnie dobrym, zwłaszcza gdyby czynić to tylko na pokaz. Ale tylko ta droga jest alternatywą wobec braku talentów pedagogicznych. Bycie dobrym człowiekiem posiada niebywały magnetyzm, przyciąga uwagę ludzi i samych ludzi, jest nieformalnym nauczaniem – przez dawanie przykładu (exempla trahunt). W byciu dobrym jest też dynamika i cała paleta odcieni – nikt nie jest doskonały. Ksiądz – dobry człowiek – może bardzo skutecznie ukazywać swojej wspólnocie drogi do Boga, który jest przecież „Summum Bonum”. Nie ma w tym modelu wielkiej teologii, szerokich horyzontów, niezliczonych kwalifikacji – tylko bycie dobrym człowiekiem. I to jest druga, ostatnia odpowiedź na tytułowe zapytanie.

Komentarze

  1. Luty 4, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Gdybyś zadał to pytanie w mojej rodzinnej wiosce, usłyszałbyś tyle odpowiedzi ilu jest w niej parafian.
    Miałam możliwość poznania i obserwowania księdza przez Ciebie opisanego jako „WszystkoWiedzacyNajlepiej” :) Niestety nierozerwalnie łączy się to z księdzem -kiepskim pedagogiem.Ktos kto uważa, ze wszystko wie najlepiej ,nie jest w stanie stworzyć relacji z uczniem, która zachęcałaby do poszukiwania,myślenia,dyskusji.
    Ksiądz „WszystkoWiedzacyNajlepiej” jest obecny (a raczej nadzoruje ) w każdej płaszczyźnie życia małej wioski.Starsi parafianie -zgodnie z tradycja wiejską- nie kwestionują,nie poddają w wątpliwość, nie sprzeciwiają się księdzu.Nigdy.
    Młodzi ludzie potrzebują jednak czegoś więcej.Skutkiem tego jest coniedzielny wzmożony ruch samochodowy w godzinach Mszy Św.w sąsiadujących parafiach.
    Dobre strony tego są takie,że w ławkach mniejszy tłok i zawsze można usiąść na Mszy..;)

  2. Luty 5, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Bo klerycy w seminariach dużo się uczą, czasem rywalizują na wiedzę tak w ogóle albo przed egzaminami albo na oceny z egzaminów, albo myślą, że jeśli ktoś zdaje lepiej niż inni to znaczy, że będzie lepszym niż inni księdzem. Skutek tego przeakcentowania formacji intelektualnej jest taki, że potem już na parafiach, zostaje im mechanizm tej rywalizacji i „WszystkiegoWiedzeniaNajlepiej”. Wzmożony ruch aut ku sąsiadom, wywołujący negatywne efekty (nie tylko ekologiczne), powinien przyspieszyć auto-refleksję ;)

    • Luty 7, 2015

      Tomasz Odpowiedz

      Miales okazje byc w seminarium? 5 lat widzialem klerykow na Uniwersytecie i odnosze wrazenie, ze tak od 4 semestru studia stanowia dla nich tlo dla dziesiatkow innych dzialan, takich jak: formacja, nabozenstwa w seminarium, rekolekcje, wyjscia kulturalne, praktyki na parafii i innych miejscach. Wiec chyba jednak nie masz racji.

      • Luty 8, 2015

        Gospodarz Odpowiedz

        Tomasz – nie da się zaprzeczyć temu, co napisałeś. Mnie chodzi o to, co ciekawie wyraził ks. Jacek Prusak w dzisiejszym Tygodniku Powszechnym: księża po „teologicznej zawodówce” (seminarium) są przygotowani do nauczania, wykładania, wydawania sądów, do funkcjonowania wg zasady ‚jestem księdzem, więc mnie słuchajcie’, natomiast nie potrafią rozmawiać. Są przygotowani do tego, aby bronić wiary ale nie są przygotowani do rozumienia pytań wiernych. To są oczywiście uwagi ogólne ks. Prusaka, które dopuszczają mnóstwo odcieni i wyjątków. Mnie chodziło o to, że jeśli ktoś prezentuje taką przeważająco odgórną, zasklepioną postawę, będzie dziś pedagogicznie nieskuteczny.

  3. Luty 5, 2015

    adrian Odpowiedz

    A może pierwszym i najważniejszym akcentem kapłańskiej posługi jest modlitwa, w której ów ksiądz jest „zatopiony” z i której wychodzą wszystkie inne po pierwsze i po drugie i po trzecie. Ksiądz powinien się modlić za siebie, parafian itd. Z tej podstawowej roli kapłana wypływa wszystko inne i pozostałe. Jeśli nie będzie modlitwy to wszystko inne będzie jedynie suchą drogą powinności- powinien być takim, a takim i może jeszcze takim. Jeśli będzie człowiekiem modlitwy (mądrej modlitwy) to będzie wiedział jaki powinien być.

  4. Luty 5, 2015

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Oczywiście modlitwa to podstawa, fundament – nie tylko dla księdza – pełna zgoda. Mnie chodzi o to, jaki powinien być ksiądz, kiedy już się pomodli, zmówi brewiarz, odprawił liturgię i idzie na jakieś spotkanie albo do kancelarii albo w gości, do szkoły, do sklepu itp. Natomiast czy modlitwa, jej jakość mają wpływ na to, jakim ksiądz jest dla innych? Polemizowałbym. Jeśli tak, to na pewno nie jest to wpływ decydujący.

  5. Luty 6, 2015

    adrian Odpowiedz

    Jeśli łaska buduje na naturze, a naturą księdza winna być modlitwa to byłbym spokojny o całą resztę. Oczywiście wiem co masz na myśli pisząc- jakim powinien być ksiądz – słuchający, komunikatywny, otwarty to podstawa. Może też być Bobem budowniczym, aktywistą, dbającym o biednych, dobry psychologiem, pedagogiem, człowiekiem kulturalnym, wrażliwym, wymagającym, miłosiernym, nie dającym sobie w kaszę dmuchać, wizjonerem ewangelicznym. To tak w skrócie:)

  6. Luty 6, 2015

    Gospodarz Odpowiedz

    Modlitwa to taka jakby „prywatna sprawa” księdza więc nie wnikam. „Bob Budowniczy” zawsze da radę! :))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>