Józef Majewski, Kanony śmierci

Z wszech miar niezwykła jest książka Józefa Majewskiego, znanego mi dotąd wyłącznie z łamów Tygodnika Powszechnego. Tym razem ów autor podzielił się obszerną, erudycyjną refleksją na temat jednego zaledwie utworu muzycznego. Ponuro brzmiący tytuł i alegoryczna obwoluta tworzą aurę tajemnicy. Blisko 400 stron tekstu, przypisów i literatury pozwala uchylić jej rąbka: chodzi o Wariacje goldbergowskie J.S. Bacha. I bynajmniej nie jest to standardowa akademicka refleksja na temat genezy, wydań czy wykonań tego dzieła. Owszem, te wątki zostały w jakiejś mierze uwzględnione, ale istotą książki Majewskiego jest chrystologia wariacji goldbergowskich. Tak – chrystologia.

Narracja robi ogromne wrażenie. Mnogość kontekstów, przejrzystość prezentowanych wątków, konsekwentnie zachowywany ewangelicki kontekst teologiczny rozważań czy właśnie ów erudycyjny charakter opowieści, obejmujący przede wszystkim wypowiedzi muzyków, muzykologów, teologów i nie tylko, budują przekaz na wskroś wiarygodny. Lektura książki może nasuwać nieodparte skojarzenia z „Pierwszymi trzema minutami” Stevena Weinberga. Tam również autor sięga do wątków, które wydają się poza dyskusją, i w sposób niezwykle dynamiczny i przekonujący ukazuje (niby hipotetycznie) pierwsze trzy minuty wydarzeń, jakie rozegrały się kilka miliardów lat temu. Majewski nie sięga aż tak daleko w przeszłość, wchodzi za to bardzo w głąb.

Józef Majewski tą książką, choć to oczywiście nie jedyna jego wypowiedź w tym obszarze tematycznym, zapewnił sobie trwałe miejsce w refleksji teologów o muzyce i muzykologów o teologii. Autor, wspominając koncepcyjne inspiracje jednej z rosyjskich pianistek, w rzeczywistości wypowiada się w sposób absolutnie oryginalny! Nikt wcześniej nie zinterpretował w ten sposób Wariacji goldbergowskich. Podczas gdy wspominana w książce z szacunkiem rosyjska pianistka, wykonując Wariacje, zanotowała jedynie w zapisie nutowym pewne intuicyjne okruchy religijnych uczuć, podejście Majewskiego jest komplementarne – muzykologiczno-teologiczne w sensie ścisłym. Choć subiektywnie wciąż trudno mi przekonać się do chrystologii tego utworu, wnioskom autora nie sposób zaprzeczyć. Dyscyplina logiczna i metodologiczna czynią ten głos poważnym i trwałym wkładem w interpretację dzieła, które przecież powszechnie uchodzi za świecką muzykę instrumentalną.

Punktem wyjścia refleksji Majewskiego jest podkreślenie oczywistej oczywistości: Bach był kompozytorem. Z jednej strony związany z Gdańskiem naukowiec wskazuje, że Jan Sebastian nie był zawodowym teologiem, a jego główne zdolności dotyczyły nie dziedziny słów lecz dźwięków. Poza samą jego muzyką – pisze Majewski – nasza wiedza o jego teologicznych zainteresowaniach pochodzi z kilku rozsianych i na poczekaniu skreślonych uwag w listach, biblijnych adnotacjach czy wstępach do utworów. Autor przywołuje rekonstrukcję listy zachowanych ksiąg składających się na domową bibliotekę Lipskiego Kantora. Ten wykaz usiłuje powiązać z niektórymi wątkami ewangelickiej teologii, które Bachowi mogły być bliskie. Z drugiej strony Józef Majewski przypomina, że odbiór muzyki, zwłaszcza w okresie baroku, opierał się głównie na znajomości figur retoryczno-muzycznych, w szczególności takich, które pozwalały kojarzyć struktury muzyczne z ich znaczeniem pozamuzycznym. Ten sposób podejścia organicznie wiązał muzykę z treściami pozamuzycznymi, w przypadku Jana Sebastiana – głównie teologicznymi.

Retoryka muzyczna, wybory form czy symbolika liczb to niektóre ważniejsze elementy konstrukcyjne muzycznej teologii J.S. Bacha. To na ich wnikliwej analizie Majewski opiera swoją oryginalną narrację. Wśród pogłębionych w książce wątków muzyczno-teologicznych są m.in. wcielenie Jezusa Chrystusa powiązane jego męką, śmiercią i zmartwychwstaniem. Wcielenie zapisane jest zwłaszcza w dźwiękach rozpoczynającej i końcowej arii, opartej – podobnie jak całość cyklu – na temacie basowym dającym się powiązać z jednym z opracowań pieśni bożonarodzeniowej. Mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa wyraża kompozytor retorycznym językiem dźwięków, grup rytmicznych, nawiązywaniem do tematycznie bliskich motywów znanych z innych kompozycji (obficie w książce cytowanych), układem linii melodycznych, wreszcie krzyżowaniem rąk przez wykonawcę czy innymi sposobami, o których obszernie prawi Józef Majewski. Innym tematem zaszytym w dźwiękach „Wariacji” jest miłość Boga czy raczej sam Bóg, który jest Miłością. Dyskretnie wyraża to Bach m.in. formami tanecznymi opracowań (np. sarabanda). Jakby na marginesie autor zwraca w tym wątku uwagę na liczne (wielonarodowe) wątki taneczne w „Wariacjach” i innych utworach (także liturgicznych) Bacha. Przekonująco tłumaczy inklinacje taneczne, w kościele luterańskim w ogóle nieobecne, dalekimi powiązaniami jakie występują między tańcem a… liturgicznymi procesjami. Zauważyliście wcześniej, że liturgiczne procesje są „nikłym, ale wyraźnym echem tańca religijnego”?

Nie podejmując się streszczania książki Majewskiego, czego zresztą uczynić niepodobna, dodam jeszcze, że wątków teologicznych – głównych i szczegółowych, odczytał i zaprezentował autor „Kanonów śmierci” znacznie więcej. Jego analizy są zarówno ogólniejsze, związane z formami poszczególnych wariacji, jak i bardziej szczegółowe, poświęcone konkretnym taktom. Uczta dla ducha i umysłu! Warto w tym miejscu zauważyć – za Majewskim – trójdzielną strukturę „Wariacji”. Bach uporządkował trzydzieści wariacji w grupy po trzy, na końcu każdej z nich umieszczając dyskretny kanon. Owe kanony opracowane są w odległościach kolejnych interwałów: od unisona (kanon pierwszy – wariacja trzecia) do kanonu w nonie (kanon jedenasty – wariacja dwudziesta siódma). Ani wspomniana w tytule forma kanonu, ani tematyka śmierci nie jest tu oczywiście przypadkowa, ale po szczegóły odsyłam do książki.

Poziom muzykologiczny opracowania jest bardzo wysoki. Majewski prezentuje nie tylko zebrane w międzynarodowej literaturze elementy refleksji nad muzyką religijną, muzyką Bacha, a zwłaszcza nad „Wariacjami”, ale jednocześnie pedagogicznie odsłania metody badania tego rodzaju muzyki. Najbardziej zapadające w pamięć perełki dotyczą aspektów formalnych i symbolicznych dzieła. Zwykłemu czytelnikowi trudno uwierzyć, w tak bezdenną głębię przemyśleń Jana Sebastiana (tak, nawet jego!) oraz w to, że naprawdę ogarniał (tak, nawet on!) te wszystkie niuanse, których dotyka Józef Majewski. Ale – proszę wierzyć – zaprzeczyć tej narracji nie sposób.

Precyzyjny i rzeczowy jest także opis genezy utworu. Pomijam go jednak tutaj, aby nie pozbawiać czytelników przyjemności odkrywania tej unikatowej wiedzy i jej mało znanych kontekstów. Bardzo odświeżające są uwagi dotyczące obecnych w „Wariacjach” nawiązań do innych wielkich dzieł Bacha. Wśród tych pozornie pobocznych wątków można odnieść wrażenie, że autor „Kanonów śmierci” zapomina się. Brnie bowiem w głąb kwestii bezpośrednio niezwiązanych w „Wariacjami”, autonomicznie i z pasją je rozwija, by niespodziewanie powrócić do głównej myśli teologicznej czy muzykologicznej, błyskotliwie ją puentując.

Po przeczytaniu książki dr. hab. Józefa Majewskiego nie da się już słuchać „Wariacji” tak, jak słuchało się ich zwykle. Zwracanie uwagi na tempa, artykulację czy frazowanie staje się odtąd podejściem infantylnym i nieco krępującym. Po lekturze „Kanonów śmierci” słuchacz staje się bardziej uważny, wnikliwy, wręcz zachłanny – chce usłyszeć to wszystko, o czym przeczytał, a czego wcześniej w tej muzyce nie zauważał. I nawet jeśli nie zawsze usłyszy wszystko, to na zawsze już wie, że „Wariacje goldbergowskie” są czymś znacznie więcej niż muzyką na bezsenne noce.

Józef Majewski, Kanony śmierci, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2019, ss. 376.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>