Kamień węgielny

Mimo poważnych wątpliwości, czy warto, decydowałem się nabyć i przeczytać książkę Krzysztofa Charamsy zatytułowaną „Kamień węgielny. Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła”. Dla przypomnienia: Krzysztof Charamsa to zawieszony (suspendowany) obecnie ksiądz, były pracownik watykańskiej Kongregacji Doktryny Wiary, były wykładowca prestiżowych rzymskich uczelni kościelnych, były sekretarz Międzynarodowej Komisji Teologicznej – ciała, które grupuje elitę światowej teologii katolickiej. Krzysztof Charamsa zasłynął u nas mocnym i – moim zdaniem – bardzo dobrym artykułem opublikowanym we wrześniu 2015 w Tygodniku Powszechnym, w którym poddał merytorycznej krytyce działalność publicystyczną ks. Dariusza Oko. Ów Krzysztof Charamsa, na dzień przed rozpoczęciem kościelnego synodu poświęconego rodzinie (październik 2015), ogłosił publicznie na zwołanej w Rzymie konferencji prasowej, że jest gejem, żyje w związku z partnerem Eduardem, czuje się szczęśliwy. Było to tym głośno.

Radykalna zmiana, której w swoim życiu dokonał – jakby nie patrzeć – wysoko postawiony duchowny, wydała mi się interesująca. Od kiedy tylko pojawiły się zapowiedzi opublikowania książki, wypatrywałem jej w księgarniach. Jakoś niedawno pojawiła się. Uwagę potencjalnych czytelników zwrócił z pewnością wywiad z Krzysztofem Charamsą opublikowany w Gazecie Wyborczej, który miał zachęcić do lektury książki. Mnie akurat zniechęcił, ale może na innych podziałał inaczej… Ad rem.

Książka stanowi obszerny zabieg literacki, w ramach którego autor, analizując własne stany emocjonalne i intelektualne, opisuje swój proces dojrzewania. Książka jest bardzo świeża, a ów proces niewątpliwie wciąż trwa. Do niezaprzeczalnych walorów książki należy szerokie omówienie, a nawet pewnego rodzaju systematyka literatury o tematyce homoseksualnej oraz gejowskiego kina, a także zestawienie autorów podejmujących tematykę osób LGBTIQ na niwie naukowej i publicystycznej. Tego typu problemowe zestawienia spotyka się rzadko, więc dla zainteresowanych mogą być przydatne. Jako ciekawe, a nieznane wcześniej szerokiemu odbiorcy ciekawostki, można uznać pojedyncze cytaty, w których Krzysztof Charamsa ujawnia kuchnię watykańskiej administracji. Papież Franciszek, kiedy otrzymał do aprobaty dekrety piętnujące błędy pewnego teologa, miał powiedzieć, że może lepiej byłoby umówić się z tym teologiem na piwo i omówić wszystko, niż kierować do niego oficjalne pisma. Kilka tego typu perełek można tam znaleźć, ale policzyć je można na palcach jednej ręki. Nie wiedziałem też, gdzie jest pochowany św. Tomasz z Akwinu, a po przeczytaniu „Kamienia węgielnego” – wiem. Z pewnością można by znaleźć w niej jeszcze kilka innych dobrych, pozytywnych wymiarów. Myślę, że dla samego autora książka ta jest swego rodzaju autoterapią – po latach wypowiedział to wszystko, co jest dla niego bardzo ważne, a co najpierw jako nieuświadomione, a potem stopniowo odkrywane i jednocześnie tłumione czy skrywane – było w nim od dawna. W tym kontekście rozumiem osobistą potrzebę tej książki dla Krzysztofa Charamsy i jej znaczenie dla autora.

Przyznam, że trudno jednak zrozumieć jej przesłanie mnie, jako zwykłemu czytelnikowi. Jakoś niedługo po rozpoczęciu lektury okazało się, że to nie jest intymna spowiedź generalna. To osobiste, totalne oskarżenie o rzeczywiste lub domniemane krzywdy wyrządzone autorowi przez „jego Kościół”. Nawiasem mówiąc „mój Kościół” często występuje na kartach książki. Nie wiem, czy świadomie czy nie do końca świadomie autor potwierdza w ten sposób, że doświadczenie Kościoła może być moje, twoje, nasze, może być bardzo różne. Moje jest zdecydowanie inne niż Krzysztofa Charamsy. Z pewnością złożyły się na to różne okoliczności, rodzinne, towarzyskie, związane z wykształceniem, z wykonywaną pracą… Kościół, o którym pisze Krzysztof Charamsa, nie jest moim Kościołem. W moim Kościele nie jest tak, jak w Kościele Charamsy. W moim Kościele nie każdy problem rozgrywa się na froncie walki z homoseksualizmem, a taki właśnie jest Kościół w „Kamieniu węgielnym”. Tutaj każdy problem teologiczny, dyscyplinarny, egzegetyczny, organizacyjny, publicystyczny, ludzki rozgrywa się jako konflikt homofobicznego kościelnego betonu z prawdą, dobrem i pięknem reprezentowanym przez homoseksualistów. Tej uwagi nie należy czytać sarkastycznie – tak po prostu jest skomponowana ta książka. Kościół Krzysztofa Charamsy to duchowni, w dużej części homoseksualiści, którzy nakładają na ludzkość irracjonalne, zacofane zakazy, których sami nie zachowują. Autor nie mógł dłużej tkwić w tym układzie, więc z niego zrezygnował…

Swój „coming out” opisuje, jako wyjście z więzienia, jako akt wyzwolenia z kajdan. Takie ujęcia jednoznacznie dowodzą, że proces dojrzewania osobowości autora wciąż trwa. Każdy pierwszoroczny adept seminarium duchownego wie bowiem, że klamka drzwi tej instytucji znajduje się tylko z jednej strony: aby się tam dostać, trzeba zapukać, poprosić o przyjęcie, ale żeby wyjść – wystarczy wyjść. Nie trzeba przez lata zdobywać wykształcenia, przyjmować święceń, robić kariery, wikłać się w romans, kreować wroga i dopiero w ramach walki z instytucjonalnym wrogiem – odejść. Odejść można zawsze. Można to uczynić po cichu albo w atmosferze skandalu, jeśli skandal ma do czegoś posłużyć, np. do nagłośnienia problemu albo do promocji publikacji książkowej… Czy ta konkretna książka cokolwiek zmieni w podejściu Kościoła do osób homoseksualnych? Śmiem wątpić… Czy i w jakim zakresie podejście Kościoła do osób homoseksualnych w ogóle wymaga zmian? Paradoksalnie na to pytanie trudno znaleźć odpowiedź na kartach książki – ona jest przede wszystkim oskarżeniem i szkoda, że tak mało w niej wątków, które można by uznać za zaproszenie do konstruktywnej refleksji czy nawet polemiki.

Nie podejmuję się w tym miejscu polemiki z doświadczeniem Kościoła Krzysztof Charamsy – ono może być różne, bo różne przeżycia to doświadczenie kształtują. Chcę jednak podkreślić, że w tym wypadku różne doświadczenia oznaczają jedynie różne partykularne spojrzenia na Kościół. Nie oznaczają natomiast różnych prawd, z których bardziej prawdziwa jest ta, którą głosi czy ujawnia ważniejszy członek wspólnoty. Prawda o Kościele w jego wymiarze ludzkim, jest na pewno bardziej skomplikowana niż można by powierzchownie sądzić. Żadne z naszych prywatnych doświadczeń, spojrzeń, sądów nie stanowią jednak pełni prawdy o Kościele. Podobnie jest z książką Charamsy. Jego spojrzenie na Kościół jest bardzo jednostronne, partykularne i w związku z tym bardzo odległe od prawdy o Kościele. Są tam wątki, które mogłyby stanowić zalążek konstruktywnej debaty, ale z tą książką trudno dyskutować. Można ją najwyżej przeczytać, choć istnieje ryzyko, że zostawi duży niedosyt. Dla mnie największy niedosyt pozostawiły fragmenty końcowe. Autor pisze tam o zawirowaniach wokół swojej osoby, które powstały po wywiadach, jakich udzielał w Hiszpanii (przed referendum w sprawie niepodległości Katalonii), a także o wspomnianym na początku głośnym artykule w Tygodniku Powszechnym (polemika z ks. Oko). W odniesieniu do kwestii hiszpańskich – nie wiem, ale w odniesieniu do naszych krajowych zawirowań prawda jest nieco mniej romantyczna niż przedstawia ją autor. Dziennikarze TP ustalili, że Krzysztof Charamsa, przekazując do druku swój tekst, był już umówiony z kilkoma włoskimi redakcjami na ową konferencję prasową, podczas której wyznał publicznie prawdę o swojej orientacji seksualnej. Wykorzystał więc Tygodnik Powszechny do promocji swojego nazwiska i zwiększenia zainteresowania swoją osobą wobec planowanych u siebie zmian. W książce napisał, że reakcja polskich biskupów na tę jego publikację była jedną z okoliczności w jakich zdecydował się ujawnić prawdę o sobie. Zręczność tej zagrywki nie zmienia faktu, że cynicznie wykorzystał renomowane pismo do partykularnych interesów i o to mam do Krzysztofa Charamsy ogromny żal. Fakt, że w swojej książce nie pisze o tej sytuacji w sposób uczciwy, po pierwsze nie podnosi jej rangi, a po drugie pozwala postawić pytanie, o rzetelność licznych innych ciągów myślowych zawartych w tej publikacji.

Grafika pochodzi z profilu Krzysztofa Charamsy i profilu jego partnera w mediach społecznościowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>