Kampania „za” czy kampania „przeciw”…?

Jakiś ponury dysonans odezwał się we mnie po zakończeniu debaty Kopacz – Szydło. Już w czasie jej trwania czułem, że coś idzie nie tak. Miało być o Polsce, a było o domniemanych racjach, które w sposób oczywisty stoją za każdą z pań, a które oczywiste są do tego stopnia, że ani Szydło ani Kopacz nawet się na ich temat nie zająknęły. To była „debata” fałszywa – monologi bez treści i emocji, które tylko przez łączność czasu i miejsca nazwano „debatą”. Czas stracony, niedosyt, rozczarowanie…  Nie odszedłem od telewizora, bo wierzyłem, że po pierwszych nierozgarniętych sekwencjach nastąpią te właściwe, konkretne, wyraziste, porywające. Tkwiłem w fotelu, w jakimś nieznośnym zawieszeniu między już a jeszcze nie. Już teraz jej wygarnie? Jeszcze nie? A więc później. Nie? Jeszcze później! I tak do samego końca. Ale nie było nic. Druga „debata”, w szerszym gronie, była o niebo lepsza. Więcej wypowiedzi wyrazistych, a przede wszystkim merytorycznych. Było ciekawie.

Obydwie „debaty” zostały technicznie dobrze wymyślone: miały swoje ramy merytoryczne i formalne, precyzyjnie określone czasy trwania. Coś tam zostało rozstrzygnięte w drodze losowania, żeby było sprawiedliwie. Scenografia, oświetlenie, nagłośnienie, kadry – wszystko dopracowane na znakomitym poziomie, bo w telewizji inaczej nie można.

Niepostrzeżenie i chyba nie do końca świadomie polityka zamyka się ostatnio w mediach: w telewizji, na Twitterze, trochę jeszcze w prasie. Do rzadkości należą rzeczywiste działania topowych polityków wśród prawdziwych ludzi. Politycy przede wszystkim starają się być ogarnięci medialnie: posiadanie predyspozycji medialnych, prowadzenie profili w mediach społecznościowych, profesjonalna oprawa fotograficzna – to absolutne minimum i kanon funkcjonowania w przestrzeni publicznej. Łatwo można go niestety utożsamić (czyli pomylić) ze światem realnym, w którym żyją prawdziwi ludzie. Ekscytując się medialnymi popisami kandydatów do rządzenia, niepostrzeżenie właśnie godzimy się na ewolucję samego pojęcia polityki. Zamiast zajmować się sprawami ludzi, tzw. dobrem wspólnym, pozwalamy politykom stawać się specjalistami od abstrakcyjnych, medialnych show. Jednym wychodzi to lepiej, innym słabiej, a my zawsze chętnie ich ocenimy – to ich nakręca.

Nie potrafię jednak przekonująco ocenić, czy tak abstrakcyjna struktura, jak „jakość polityki”, staje się dziś coraz lepsza czy wręcz przeciwnie. W tym wszystkim staram się wracać do źródeł „polityki” i myśleć o konkretnych ludziach, w szczególności o tych, którzy mieliby mnie reprezentować u władzy. Medialne show nie mają z nimi nic wspólnego. Gorące komentarze po debacie, które w momencie, kiedy piszę te słowa, non stop pojawiają się w Internecie, wskazują na to, że w telewizji wydarzyło się coś bardzo ważnego. Czy na pewno? Głosując w wyborach zawsze oddaję głos na konkretnego człowieka. Tak się składa, że prawie nigdy (nie licząc Jerzego Buzka) nie był to jednak polityk topowy, bo mieszkam w Zabrzu, a ci najbardziej znani kandydują z Warszawy. Medialne „debaty” są dla mnie ważną ciekawostką ale pod ich wpływem nie kształtują się ani moje życiowe przekonania, ani poglądy polityczne ani decyzje wyborcze.

Każdemu życzę trzeźwego dystansu do medialnych występów polityków. Prawdziwe życie rozgrywa się przecież poza telewizorem. Jak kto wypadł w telewizji – nie musi mieć przełożenia na decyzje przy urnie. Mam ten komfort, że w moim okręgu kandydują ludzie, których poznałem bezpośrednio. Mam nadzieję, że wielu z nas ma podobnie i głosujemy na znanych sobie, swoich kandydatów. Szkoda byłoby, gdyby średnio wydarzone medialne popisy partyjnych liderów miały mieć decydujący wpływ na wynik wyborów. Tym bardziej, że partyjni liderzy uczestniczący w telewizyjnych debatach nie w każdym wypadku byli najmocniejszymi punktami swoich partii. Dodam subiektywnie – niestety.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>