Karim Hayat – facet, który zawrócił po kolegów.

Miałem dziś okazję uścisnąć rękę człowiekowi, który podczas zwycięskiej i tragicznej zarazem wyprawy na Broad Peak, miał siłę i wolę, aby po krótkim odpoczynku ponownie się wspinać z nadzieją na odnalezienie Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego. Jak wiemy – nie udało się. To znaczy nie udało się ocalić dwójki himalaistów, bo wyjść im naprzeciw – owszem. Karim Hayat zawrócił, wraz z nim Artur Małek.

Słyszałem dziś świetną wypowiedź Janusza Majera (szef programu Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera). Opowiadał o celach tegorocznej letniej wyprawy na Broad Peak. Wyprawa organizowana w ramach programu PHZ miała oczywiście służyć przegotowaniu wspinaczy do ataku na jeden z dwóch dotychczas jeszcze nie zdobytych zimą ośmiotysięczników (K2, Nanga Parbat). Ale Majer nakreślił 3 szczegółowe cele tej wyprawy, dając wyraźnie do zrozumienia, że kolejność, w jakiej je wypowiadał, to jednocześnie gradacja ich ważności. Po pierwsze: żeby wszyscy wrócili cało i zdrowo do domu. Po drugie: żeby wszyscy wrócili tak jak wyjechali – jako przyjaciele. Po trzecie: żeby zdobyć zaplanowany szczyt – jeśli warunki na to pozwolą. Takie ustawienie zespołowego wspinania daje zupełnie inny obraz tego sportu. Inny niż ten, który utrwalił się po tragicznej zimowej wyprawie na Broad Peak.

Zawrócić, aby pomóc, to wielka sztuka. Pół biedy i pół sztuki, jeśli powrót oznacza „tylko” korektę swoich planów, kompresję swoich ambicji. Prawdziwy problem jest wtedy, kiedy powrót oznacza ryzyko utraty własnego zdrowia lub życia. Na taki powrót zdecydował się Karim z Arturem Małkiem. Nie chodzi o to, że szli na pewną śmierć ale poszli w kierunku, w którym na pewno bliżej im było właśnie do śmierci niż do życia. Taka decyzja i taka postawa budzą najwyższy szacunek!

Patrząc dziś na tego faceta – Pakistańczyka, który zawrócił do góry po swoich polskich kolegów, widziałem człowieka pogodnego, radosnego, otwartego. To nie jest typ „jeszcze żyjącego męczennika” pogodzonego z dolą ludzi gór, z nieuchronnym losem albo typ mentora, który posiada ekskluzywną wiedzę i doświadczenie i czasem w ograniczonym zakresie raczy się nimi dzielić.

Ten typ osobowości dobrze wpisuje się w ideał nauczyciela. Nauczyciel posiada zdefiniowane cele i konsekwentnie, co nie zawsze oznacza łatwo, dąży do ich realizacji. Czasem musi ryzykować, wychodzić poza utarte schematy, czasem zawracać po zagubionych, czasem musi gnać do przodu – wszak taka rola lidera. Nie jest najważniejsze, aby w tym wszystkim prezentować się jako człowiek szczęśliwy, któremu to co robi – daje satysfakcję ale też nie zaszkodzi jeśli tak właśnie jest.

Nie wiem, czy zawracanie po potrzebujących może być najważniejsze. Lepiej, żeby taki nauczyciel na wycieczce górskiej nikogo nie zgubił! A jeśli już ktoś się zapodzieje – na pewno zrobi wszystko, aby takiego ucznia odnaleźć i bezpiecznie sprowadzić. Tak samo zrobiłby rodzic wobec swoich dzieci, mąż wobec żony. A Karim zawrócił po kolegów. Wypada życzyć sobie takich przyjaciół!

Komentarze

  1. Wrzesień 25, 2014

    Wasyl Odpowiedz

    Wow! Niesamowity człowiek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>