Katecheta – wychowawcą? Pięć argumentów za!

Byłem katechetą. Wyznaję to z nostalgią, bo nie wykluczam, że w splocie okoliczności, których dziś przewidzieć nie sposób, będzie mi jeszcze dane do uprawiania tego zawodu powrócić. Zobaczymy. Nigdy nie byłem wychowawcą. W katechetycznej karierze zawodowej zdarzały się sytuacje zastępstw na tzw. godzinach wychowawczych, czy zastępstw na zajęciach przedmiotowych w klasach, w których byli uczniowie niechodzący na religię. Rzecz jasna – nie realizowałem wówczas tematu katechezy. Proponowałem dyskusję o jakimś doniosłym bieżącym wydarzeniu, o obejrzanym niedawno filmie, o jakiejś celebryckiej sensacji lub o kwestiach obyczajowo – etycznych, które akurat nurtowały młodzież. Starałem się przy tym za każdym razem doprowadzić rozmowę do jakieś wychowawczo pożytecznej konkluzji (czasem się to udawało bardziej, a czasem mniej). Pracując w szkołach udało mi się także wraz z sojusznikami podejmować i zrealizować wiele związanych z katechezą zadań pozalekcyjnych (mogą świadczyć o dokonującym się wówczas u mnie rozwoju zawodowym – mogą, ale nie muszą). Były wycieczki dla młodzieży, koło filmowo – dyskusyjne, przygotowywane spektakle, były dwie książki o dziejach bliskich mi parafii, były przyparafialne katechezy dla młodzieży i dorosłych, był chór dorosłych i młodzieżowa schola liturgiczna, było parę innych rzeczy w szkole i poza szkołą. Natomiast nigdy nie byłem wychowawcą. Odczuwam to dziś jako zawodowy deficyt. Kiedyś przy obiedzie w szkolnej stołówce zapytałem mojego ówczesnego wicedyrektora, czy mógłbym od września zostać wychowawcą. Był zaskoczony tym pytaniem. Powiedział, że ludzie raczej próbują się od tego obowiązku wymiksować, a ja się pytam, czy mógłbym…? Coś mu świtało, że katecheci chyba nie mogą – obiecał, że to sprawdzi. Za kilka dni potwierdził, że w świetle obowiązujących przepisów – sprawa jest beznadziejna, choć moja deklaracja – szlachetna. Obiecał też, że jeśli się coś zmieni – da mi znać. Przez wiele lat nic się jednak nie zmieniło. W międzyczasie mogłem zostać i zostałem dyrektorem szkoły, ale wychowawcą – nie mogłem.

Każdy, kto ma doświadczenie pracy w szkole wie, że dopiero funkcja wychowawcy rozwija relacje nauczyciela z gronem pedagogicznym, ze szkołą, ze środowiskiem uczniów. Samo nauczanie jakiegoś przedmiotu czy przedmiotów pozwala się wdrożyć w zawód nauczyciela, ale też umożliwia przez długi czas funkcjonowanie na przysłowiowe pół gwizdka: taki nauczyciel robi swoje, wychodzi, a po pracy niewiele go interesuje. Bycie wychowawcą wymusza zaangażowanie szersze i głębsze, pozwala nauczycielowi dojrzeć, spojrzeć na swoich uczniów bardziej całościowo. Powiem radykalnie: bez doświadczenia bycia wychowawcą trudno mówić o byciu nauczycielem w pełnym wymiarze! Ten brak bardzo osobiście mi doskwiera, dlatego cieszę się z projektu nowych uregulowań na ten temat. Uważam, że katecheci mają pełne prawo do pełnienia funkcji wychowawców! Tym, którzy mają w tym zakresie wątpliwości, dedykuję pięć poniższych argumentów.

1. Najwyższy czas, aby zakończyć okres przejściowy (trwa od 1992) w rozumieniu katechezy i katechetów: współczesny katecheta jest pełnoprawnym nauczycielem.

Powrót religii do szkół dokonał się dość wartko, bez pogłębionej debaty, szkoleń kaskadowych i zabezpieczeń finansowych. Na zorganizowanie wszystkiego było raptem kilka miesięcy, ale taka była wtedy atmosfera (1992). Powrót religii do szkół w tych okolicznościach okupiony został szeregiem stanów przejściowych, jak się okazało – długotrwałych. Dotyczyły one m.in. wynagrodzenia katechetów (przez dobrych kilka lat pracowali za free), ich kwalifikacji zawodowych (na początku wystarczyła matura i kościelny kurs katechetyczny), statusu samych katechetów w radzie pedagogicznej (nauczyciele-ci to, czy nie do końca?), statusu ocen z katechezy wśród ocen z innych przedmiotów (najpierw ocena z religii była znakiem graficznym o zabarwieniu emocjonalnym, dużo później zaczęła wliczać się do średniej, wciąż jednak nie ma wpływu na promocję), programów i podręczników (podręczników dość długo nie było, a program, jeszcze w XXI wieku obowiązywał z lat bodaj 70.), wątpliwości w sprawie nadzoru pedagogicznego (przez lata niektórzy dyrektorzy wahali się, czy mogą chodzić na hospitacje do katechetów czy też potrzebują do tego współpracy z metodykiem namaszczonym przez kurię), religii na maturze (wciąż nie można jej zdawać, podczas gdy istnieją finansowane przez państwo studia teologiczne – niespójność jest oczywista). Był też (wciąż jest) przepis, który mówił, że katecheta „nie przyjmuje obowiązków wychowawcy klasy”. Rozwiązanie to było uzasadnione w początku lat 90. Dla pierwszych katechetów musiał zostać stworzony system nabywania kwalifikacji pedagogicznych i doskonalenia zawodowego. Nie było dla nich wynagrodzeń. Prowizorka mogła wówczas polegać na tym, że choć religię do szkół z powrotem wprowadzono, to trochę jednak została ona na zewnątrz. Później to inne traktowanie katechetów przestało być nie tylko potrzebne, ale i zrozumiałe. Zapomniany przepis, relikt rozwiązań tymczasowych z roku 1992, stał się regulacją obowiązującą przez blisko trzy dekady, niesłusznie pozbawiając nauczycieli – katechetów warunków pełnego rozwoju zawodowego. Najwyższy czas zakończyć okres przejściowy: współczesny katecheta jest pełnoprawnym nauczycielem!

2. Ustawowe możliwości, potencjalnie dostępne dla wszystkich nauczycieli, nie mogą dyskryminować niektórych ze względu na nauczany przedmiot.

Katecheta może realizować awans zawodowy, może organizować spotkania z rodzicami, może prowadzić zajęcia pozalekcyjne, może promować działalność szeroko rozumianych organizacji pozarządowych na terenie szkoły, może wspierać innych nauczycieli w działaniach z zakresu funkcji dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych szkoły. Ma obowiązek wypełniania dziennika, zatrudnia się go na podstawie karty nauczyciela, ocenia się jego pracę tak samo, jak wszystkich nauczycieli… Katecheta może zorganizować wycieczkę czy formę szkolnego wypoczynku i być jej opiekunem czy kierownikiem, czyli w istocie – może być kimś w rodzaju wychowawcy kolonijnego dla różnych grup uczniów, ale nie może pełnić tej funkcji w odniesieniu do zespołów klasowych. Jeśli katecheta posiada kwalifikacje do nauczania innego przedmiotu (lub innych przedmiotów) – również nie może być wychowawcą. Brak możliwości pełnienia funkcji wychowawcy, także na czas zastępstwa za nieobecnego nauczyciela – wychowawcę, jest dla nauczycieli – katechetów zwyczajnie dyskryminujący. Dawniej niektórzy posługiwali się jeszcze argumentem, że katecheza, to jest przedmiot „nienaukowy”, w jakimś sensie nie tak poważny, jak inne przedmioty. Miało to być uzasadnieniem innego postrzegania i traktowania katechetów, jako nauczycieli, ale takich nie do końca. OK, w latach 90., ze względu na różne obiektywne uwarunkowania, było to częściowo zasadne. Zarówno katecheci duchowni, jak i świeccy (choć generalizacja w tym zakresie jest bardzo krzywdząca) byli uwikłani w różnego rodzaju braki metodyczne i programowe, w różne niejasności organizacyjne i funkcjonalne. Tamta sytuacja mogła budzić dystans „zawodowych” nauczycieli. Od kiedy jednak mamy teologię, jako dyscyplinę naukową w strukturach państwowych uniwersytetów, prowadzoną często, jako „specjalność katechetyczna”, nie można powielać tamtych schematów myślenia. Taka krytyka jest dziś zwyczajnie nieuczciwa. Współcześni katecheci nie mają żadnych kompleksów z powodu swojego przedmiotu. Stop dyskryminacji katechetów ze względu na nauczany przedmiot!

3. Katecheta może zostać dyrektorem szkoły – dlaczego zatem miałby nie zostać wychowawcą klasy?

Ścieżkę takiego właśnie awansu zawodowego przerobiłem na własnej skórze. Podejmując decyzję o ubieganiu się o pełnienie funkcji dyrektora, byłem przekonany, że jako katecheta, mogę startować w konkursie. Przekonanie to wyrobiłem sobie na podstawie analizy obowiązujących przepisów. Na tzw. wszelki wypadek i dla świętego spokoju wystosowałem jednak pismo do Śląskiego Kuratorium Oświaty w Katowicach z zapytaniem, czy katecheta może… Odpisali w dwóch akapitach, jak to KO, że przepisy jasno wskazują, kto może. Upewniony w ten sposób – wystartowałem i dyrektorem szkoły zostałem. Katecheta – dyrektorem! Była to publiczna szkoła samorządowa, osiedlowe gimnazjum w jednej z dzielnic Zabrza. Pod moim kierownictwem szkoła nie przybrała jednak radykalnego kursu konfesyjnego, o ile wiem nikt z absolwentów nie wstąpił też (póki co!) do klasztoru. Nie było skarg na mnie (katechetę – dyrektora), że coś światopoglądowo utrudniam czy wymuszam, czegoś zabraniam, do czegoś nakłaniam. Nie wprowadziłem nabożeństw międzylekcyjnych ani nawet modlitw porannych. Na j. polskim Biblii było tyle, co wszędzie indziej, na historii Kościół nie przesłonił całości dziejów, na muzyce nie pojawił się chorał gregoriański, a zajęć z WDŻ nie prowadziła siostra zakonna. Z tytułu takiej, a nie innej polityki nie miałem żadnych nieprzyjemności z gliwicką kurią, która – o dziwo – w żadnej formie nie oczekiwała ewolucji placówki w kierunku szkoły katolickiej. Pisząc poważnie: w naszym gronie pedagogicznym była osoba niewierząca (wiedziałem o jednej), byli uczniowie różnych wyznań, w tym Świadkowie Jehowy, byli rodzice, którzy domagali się dla swojego syna organizacji zajęć z etyki i w związku z tym wszystkim i nie tylko, z tytułu bycia przeze mnie katechetą, nie dochodziło do żadnych scysji, bo niby dlaczego miałoby dochodzić? Czy zatem pełnienie przeze mnie funkcji wychowawcy klasy mogłoby więc cokolwiek skomplikować? Nie wydaje mi się.

4. Wzmocnienie autonomii dyrektora szkoły w prowadzeniu polityki kadrowej.

Sytuacja jest obecnie taka, że teoretycznie każdy członek rady pedagogicznej (poza katechetami) może pełnić funkcję wychowawcy. Nie oznacza to jednak, że każdy nauczyciel jest wychowawcą. Zapytajmy retorycznie, czy każdy się do tej funkcji nadaje? Niektórzy zostają wychowawcami ze względu na trafnie zidentyfikowane predyspozycje zawodowe i radzą sobie świetnie (selekcja pozytywna), a inni zostają wychowawcami, bo nikt inny już być nim nie może albo się nie nadaje lub nikt inny w danej klasie wychowawcą być nie chce (selekcja negatywna). Są więc (nie obrażając) poloniści, którzy nigdy nie powinni być wychowawcami, bo np. nie potrafią rozmawiać, i są katecheci, których potencjał bezpowrotnie marnuje się z tego powodu, że nie mają dziś prawa być wychowawcami. Z resztą mniejsza o nauczycieli – uczniów szkoda! Jeśli przepisy dopuszczą od września 2018 pełnienie przez katechetów funkcji wychowawców, to jeszcze nie będzie oznaczać, że każdy katecheta wychowawcą zostanie. Katechetą się jest – wychowawcą się bywa. Powierzenie dodatkowych zadań zawsze będzie zależne od przemyślanej polityki kadrowej dyrektora szkoły. Jeśli okoliczności nie pozwolą na objęcie funkcji wychowawcy przez katechetę (np. grupa rodziców danej klasy poprosi, aby takiej funkcji katechecie nie przydzielać), to profesjonalny dyrektor będzie wiedział, jak postąpić i na pewno nie będzie forsował wychowawstwa pani katechetki tylko dlatego, że przepisy pozwalają, aby była wychowawczynią. Sytuacja obecna, kiedy przepisy nie pozwalają, aby katecheci pełnili funkcje wychowawców, stanowi dla dyrektorów ograniczenie w prowadzeniu autonomicznej polityki kadrowej. Katechetów nie bierze się od uwagę przy rozdzielaniu funkcji wychowawców, bo obowiązuje w tym zakresie irracjonalny zakaz.

5. Dobrzy katecheci to świetny materiał na wychowawców, bo profesjonalna katecheza szkolna jest swego rodzaju godziną wychowawczą z merytorycznym rozwinięciem.

Wyobrażam sobie, że głównym argumentem przeciwników pełnienia przez katechetów funkcji wychowawców byłaby taka oto sytuacja: w zespole klasowym, którego wychowawcą jest katecheta, są uczniowie, którzy na religię nie chodzą. I co wtedy? Otóż – nic. Oni nadal nie chodziliby na religię, chodziliby natomiast na godziny z wychowawcą – katechetą. Katecheci – wychowawcy musieliby natomiast bezwzględnie wystrzegać się niecnych postępków, o których słyszy się, że mają miejsce w kręgach zbliżonych do skrupulatnych matematyków – wychowawców czy wiecznie niewyrabiających się z programem polonistów – wychowawców, czy myślących sobie nie-wiadomo-co anglistów – wychowawców. Słyszy się, że mianowicie oni czasem na godzinach wychowawczych swoje przedmioty realizują! Śmią bowiem twierdzić, że są ważniejsze sprawy niż jakieś tam wychowawcze gadu – gadu, co to nawet nie wiadomo o czym i po co język strzępić, kiedy tyle materiału do przerobienia… A że wśród uczniów są matematycy nie aż tak bardzo praktykujący, humaniści – minimaliści czy młodzież w sens języków obcych wątpiąca – to ich, tych wychowawców, nie interesuje! Takie skandale dzieją się w setkach szkół w tym kraju. Że młodzież cierpi i milczy to i rozumiem, bo jak tu się zbuntować? Ale gdzie są rodzice, gdzie dociekliwi publicyści, gdzie wrażliwi na zasady politycy? Można na godzinie wychowawczej nadrabiać tematy z przedmiotu „historia”, ale gdyby tak katecheta wszedł w tym samym czasie z tematami o historii Kościoła, to będzie coś złego? Bądźmy intelektualnie uczciwi! Współczesna katecheza to nie indoktrynacja, nawracanie, nachalna propaganda, to nie nabożeństwo międzylekcyjne. Dobrzy katecheci mają świetny potencjał w kierunku pracy wychowawczej – warto z niego korzystać.

Tak naprawdę, zgodnie z przepisami, każdy nauczyciel realizuje w swojej pracy funkcje dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze łącznie. To dzieje się podczas pracy z kredą i gąbką, z laptopem, ale także podczas przerw (dyżury), wycieczek, zajęć dodatkowych, projektów, indywidualnych rozmów itd. Wykluczanie katechetów z funkcji wychowawców jest dziś rozwiązaniem anachronicznym. Krytyka zapowiedzianej likwidacji tej bariery może dziś wynikać wyłącznie z powierzchownej refleksji krytykujących albo z przyczyn ideologicznych. Z punktu widzenia organizacji pracy szkoły jest to rozwiązanie właściwe, naturalne i oczekiwane. Żałuję, że sam nie doczekałem tego pracując w zawodzie, choć może kiedyś jeszcze będzie mi dane…

Katecheta – wychowawcą? Jestem za!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>