Katolickie zwyczaje świąteczne (Sachalin, Rosja)

Muszę wszystkiego przypilnować: liturgia, sakramenty, odśnieżanie, wytarcie podłóg, wieczerza, a jeszcze do radia mnie zaprosili, żeby opowiedzieć o katolickich zwyczajach bożonarodzeniowych, pójdę oczywiście – napisał parę dni temu ks. Tomasz Rafalak, proboszcz – misjonarz na Sachalinie. Mapy Google podpowiadają, że odległość między Zabrzem a Jużno – Sachalińskiem to 10 853 km i że dojechałbym tam za 148 godzin (bez korków). Dobre :) To jest naprawdę daleko!

Tomek pracuje tam już ok. 5 lat. Od najbliższej katolickiej parafii dzieli go półtoragodzinna podróż samolotem. Trudno powiedzieć z ilu dokładnie parafian składa się tamtejsza wspólnota. Współtworzą ją miejscowi Rosjanie ale także często potomkowie zesłańców: Ukraińców, Białorusinów, Polaków oraz obcokrajowcy pracujący czasowo w międzynarodowych koncernach wydobywczych. Święta Bożego Narodzenia są czasem zwiększonej frekwencji na mszach świętych. Na zdjęciach widać, że na pasterce (o godz. 19:00) ławki były prawie pełne. Trzeba będzie jednak przynajmniej 2-3 pokoleń, żeby u katolików w Jużno – Sachalińsku utrwaliły się określone świąteczne zwyczaje. Ten proces trwa, zachodzi już od kilkunastu lat, choć z przerwami. I prowadzony jest – jak to na misjach – w sposób nieciągły. Kiedyś posługiwali tam księża amerykańscy – tradycje świąteczne w ich wydaniu musiały mieć elementy amerykańskie. Potem nastali księża Koreańczycy – inna odsłona światowego bogactwa obyczajów. Od kilku lat jest tam ksiądz z Polski ale jak długo zostanie i kto przyjedzie po nim i jak to się przełoży na kształtowanie tradycji – trudno dziś powiedzieć. W każdym razie, kiedy Tomasz dostał zaproszenie od miejscowej rozgłośni radiowej, aby opowiedzieć o katolickich zwyczajach świątecznych – musiał mówić tak, żeby słuchacze potrafili sobie te święta wyobrazić. Nasze świąteczne grudniowe dni, to w Rosji normalne dni robocze. Tam świętowanie zaczyna się od Nowego Roku i trwa do „Trzech Króli”, kiedy to prawosławni obchodzą Boże Narodzenie. Na Sachalinie, jak i w całej Rosji, większość mieszkańców nie jest jednak prawosławna – to ateiści. Dużo trzeba wyobraźni, pokory i otwartości, żeby takiemu audytorium przybliżać Boże Narodzenie przez radio.

Około 4 godziny zajęło proboszczowi przedświąteczne odśnieżenie placu kościelnego. Jest to obszar około 150 metrów kwadratowych. Niestety nie ma w parafii zwyczaju wspólnej pracy przy parafii. A jeśli ktoś miałby zaangażować się w odśnieżanie, to raczej nie byłby to wolontariat. To pozostałość amerykańskiego modelu Kościoła, parafii i duszpasterstwa opartego o zatrudnianie pracowników do wykonywania rozmaitych zadań w parafii (kierowca, gospodarz, kościelny, ochrona…). Ten model skończył się na Sachalinie już wiele lat temu ale nawyki w jakimś stopniu pozostały. Nie zagłębiając się w ten wątek – Tomek musiał odśnieżać sam. Nie było akurat cyklonu śnieżnego, jak ten sprzed 2 lat na zdjęciu (śnieg po pachy) ale i tak roboty było sporo. Na pasterkę miało przybyć więcej ludzi niż zwykle, część samochodami. Parafianie i goście, a dla niektórych (jak u nas) to jedyny raz w roku w kościele, nie powinni więc mieć problemów z parkowaniem. Ale o to musiał własnoręcznie zadbać proboszcz. Nie była to robota ponad jego siły – Tomasz biega półmaratony i pełne maratony, ma kondycję i końskie zdrowie ale jednak 4h z szuflą musiały dać w kość.

Potem była czynność, którą dość lapidarnie określił, jako wycieranie podłóg. W kościele, w holu kościoła, w mieszkaniu – sporo jest podłóg, które powinien powycierać i zapewne zrobił to – jak na swoje możliwości – starannie. Przyznaję, że w tej akcji trudno mi sobie go wyobrazić. Jest natomiast jedna dziedzina, którą nie musi zajmować się osobiście. Jest to muzyka kościelna. W parafii posługują organiści, grają na elektronicznych organach, które udało się zakupić i tam na wyspę dostarczyć, dzięki serii charytatywnych koncertów organowych, które dwa lata temu wykonywał na Śląsku zabrzański organista Waldemar Krawiec. Organiści zapewne konsultują repertuar śpiewów z proboszczem ale stanowią dla niego cenną pomoc. Jest ich troje. Jedna dziewczyna gra na mszy w j. angielskim (dla pracowników międzynarodowych koncernów), dwoje pozostałych – na mszach w j. rosyjskim.

Tegoroczna pasterka była bardziej uroczysta niż zwykle: w czasie mszy odbył się chrzest małej Darii – takie wydarzenia są dla misjonarzy bardzo motywujące. Czasem dotyczą dzieci, czasem dorosłych, nie ma ich zbyt wiele. Każda grupa, którą Tomasz przygotowuje do chrztu, zaczyna w składzie x osób, a kończy w składzie x osób minus 1, 2, 3… Katechumeni z sobie tylko znanych powodów wykruszają się i rezygnują. Może wrócą, kiedy będą bardziej gotowi. Drugą atrakcją tegorocznej pasterki był występ parafialnego chóru – zespołu międzynarodowych śpiewaków. Było więc religijnie, uroczyście, artystycznie. Gościem tych uroczystości był nawet duchowny prawosławny, bo z chrześcijanami tradycji wschodniej Tomasz żyje bardzo po bratersku. Tak to już jest – księża potrzebują różne sprawy omawiać w swoim gronie, a skoro katolickich księży akurat nie ma pod ręką? Dobra współpraca z prawosławnymi zaowocowała nawet umieszczeniem Tomasza w ilustrowanym ubiegłorocznym kalendarzu tamtejszej prawosławnej diecezji. Jego wizerunek zdobił, zdaje się, lipiec. Kiedy próbuję wyobrazić sobie podobny gest w drugą stronę, tutaj u nas na Śląsku, to owszem, umiem sobie to wyobrazić ale jednocześnie wiem, że umieszczenie w katolickim kalendarzu duchownego innej tradycji – musiałoby być świadectwem bardzo dobrych personalnych relacji, niemal zaufania, to musiałby być (ten „ich” przedstawiciel) ktoś o powszechnie znanej dobrej reputacji, przewidywalny i otwarty. I kiedy te wyobrażenia podłożę pod Tomka w kalendarzu prawosławnej diecezji to jestem pewny, że to dobry człowiek jest!

Nie wszystkie wigilijne zwyczaje miały miejsce podczas wieczerzy po pasterce. Z zestawu: dzielenie się opłatkiem, składanie życzeń, wspólna modlitwa, czytanie ewangelii o Bożym Narodzeniu, śpiew kolęd – niektórych elementów nie było. Po pierwsze: w różnych zakątkach świata świąteczne zwyczaje mogą się kształtować różnie. Po drugie: do niektórych tamtejsi parafianie sięgną dopiero w następnym pokoleniu, do innych – jeszcze później. Tam nie ma presji na rezultaty. Tam trzeba po prostu być wśród ludzi, z ludźmi i dla ludzi. Zamiast siedzenia w kancelarii Tomek dyżuruje więc codziennie parę godzin w otwartym kościele. Czasem ktoś przyjdzie pogadać, czasem nie przyjdzie. Raz przyszedł chłopak, który chciał się dowiedzieć, czy katolicy i buddyści to ta sama religia, czy są jakieś różnice. Takich rozmów jest więcej, czasem są to jednorazowe spotkania, czasem przybierają jakąś regularność, czasem przeradzają się w katechumenat. Inne zwyczaje, inna skala oczekiwań, inne kryteria sukcesu ale to samo Boże Narodzenie.

 

Komentarze

  1. Kwiecień 9, 2015

    Józef(osoba71) Odpowiedz

    Szczęść Boze ! Miłosierdzie Boże jestem pewny przez Takich Ksieży jaks Tomasz dotrze wszedzie….z Bogiem Józef

  2. Kwiecień 10, 2015

    Piotr Kunce Odpowiedz

    Dziękuję za dobre słowo, podzielam to przekonanie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>