Klaus Kula (1933-2019)

Wypowiedź Klausa Kuli (1933-2019), byłego wieloletniego prezesa Towarzystwa Miłośników Zabrza, na temat przeobrażeń kopalni Guido. Wypowiedź zredagowana na podstawie dwóch rozmów przeprowadzonych latem 2015 r.

Klaus KULA: To, że to kopalnia Guido istnieje, mamy do zawdzięczenia tym, którzy podpisali porozumienie o utworzeniu instytucji kultury. Ostateczny szlif całej instytucji nadała Małgorzata Mańka – Szulik. A fakt, że będzie to przedsięwzięcie ekonomicznie nierentowne – był wiadomy od początku. Taka instytucja przynosi jednak zysk pośredni – ludzie którzy znajdują się w otoczeniu takich obiektów żyją lepiej, efektywniej pracują, to jest ten zysk, który przynosi instytucja taka, jak kopalnia Guido.

Aby cokolwiek zrobić, zbudować – nie było łatwo. To były inne czasy. Nie było tak, że to wykonawcy zabiegali o zlecenia, ale to inwestor był zmuszony do podejmowania różnorodnych wysiłków, żeby zdobyć przychylność wykonawcy, i aby ten zechciał określoną pracę wykonać. Szczegóły tych zabiegów pozostawiam sobie, ale nietrudno się domyśleć, jakimi argumentami można było wtedy posługiwać się np. w branży budowlanej.

Moje działania na rzecz tej kopalni miały charakter pomocniczy, czasem organizacyjny. Jako prezes Towarzystwa Miłośników Zabrza miałem świetną zastępczynię – Krystynę Barszczewską. Towarzystwo było więc naturalnym sojusznikiem Guido od dawna. W latach 80. było to jedne niepaństwowe, legalne biuro, przez które mogły przepływać zarówno pomysły, jak i środki finansowe. Cały czas starałem się integrować wysiłki różnych ludzi, żeby efekt ich starań był jak najlepszy. Kiedy np. dyrektor kopalni Makoszowy Eugeniusz Kentnowski powiedział mi, że w tej chwili mniej go interesuje to, co jest planowane w kopalni Guido, bo musi zajmować się planową produkcją, starałem się go „zmiękczać”, nastawiać do tych spraw konstruktywnie. Czy mi się udało? Znałem też wielu ludzi. Kiedy jeden z pracowników kopalni Bielszowice – Henryk Kopeć, został dyrektorem ważnego departamentu w ministerstwie gospodarki, nie wahałem się szukać u niego poparcia na naszych zabiegów. Także w zakładzie energetycznym, którym przez lata kierowałem, kiedy było trzeba – wspierałem redukcję zadłużenia kopalni M-300. To mogło być w końcówce lat 90.

Włodarze miasta różnie podchodzili do tematu kopalni Guido. Wydaje mi się, że jeden z poprzednich prezydentów raczej udawał, że jest „za” ratowaniem kopalni – bał się kosztów. Spotkałem w tamtych latach jedną z jego bliskich współpracowniczek i pamiętam, że powiedziała mi „Zrób pan coś, bo on chce tę kopalnię zasypać!”. Zdarzało się, że niektórzy decydenci nie mieli pełnej orientacji w szczegółach kopalni. Niektórzy mylili szyb Kolejowy z kopalnią Guido. Co do szybów – jak wiadomo, po zasypaniu szybu Guido, teren z zasypanym szybem został przekazany Solidarności, jako rekompensata za mienie odebrane związkowi w stanie wojennym. Była oczywiście możliwość odkupienia tego gruntu od Solidarności, mimo że oczekiwana stawka była bardzo wysoka, wręcz zaporowa. Prezydent Jerzy Gołubowicz wahał się w tej sprawie. Pamiętam, że wraz z Marianem Czocharą umówiliśmy się z nim wtedy na roboczy obiad i przedstawialiśmy prezydentowi argumenty za odkupieniem działki. Wbrew oczekiwaniom niektórych, bo i tacy byli, Gołubowicz zgodził się na dokonanie rozliczeń z Solidarnością i ta sprawa skończyła się dobrze.

Kiedy pojawił się pomysł funkcjonowania kopalni Guido jako spółki, wydawało mi się to mało precyzyjne. Towarzystwo Miłośników Zabrza miało zostać docelowo głównym akcjonariuszem, choć nie większościowym. Uzgodnienia co do proporcji podziału akcji w domniemanej spółce Guido – nie były jednak do końca uzgodnione ani nawet przemyślane. Czasy prężnej działalności Towarzystwa minęły bowiem wraz ze zmianami lat 90.

Dla mnie Skansen Guido miał istnieć, miał nie zniknąć, miał zostać odtworzony. Swoją rolę rozumiałem jako wspieranie koordynacji działań i pilnowanie różnych odcinków, na jakich toczyły się sprawy związane z Guido. Myślę, że może mój styl pracy mógł inspirować, motywować innych. Czasem starałem się też poniekąd pilnować tych, którzy mieli podejmować decyzje i to oczywiście niezależnie od opcji politycznych. Często chodziło o to, żeby jednego decydenta z drugim spotkać, np. żeby człowiek ze strony miasta spotkał się z przedstawicielem jakiejś spółki, albo jakiś poseł z jakimś wiceministrem. Moje działania polegały więc przede wszystkim na tym, by spotykać ze sobą ludzi i inspirować ich do konkretnych ustaleń.

Dotacja wywalczona m.in. przez Mirosława Sekułę nie wystarczyła na przeprowadzenie wszystkich prac, były więc kolejne wnioski w tej sprawie. Starałem się pilnować głosowań dotyczących sprawy kopalni Guido, czy to w Radzie Miejskiej, czy to w Sejmie. W Sejmie naszym sojusznikiem był później Jan Chojnacki. Pamiętam, że na ogół nasi parlamentarzyści, czyli parlamentarzyści ze Śląska, solidarnie głosowali „za”. Raz jeden Andrzej Gałażewski się wstrzymał. Zagadnąłem go przy okazji, dlaczego jako nasz poseł nie poparł jednego z wniosków. Był zmieszany, prosił aby dać mu spokój, bo już poseł Sekuła zadał mu podobne pytanie…

Jeszcze w czasach Romana Urbańczyka odbywaliśmy wyjazdy do Niemiec, np. do Zollverein, aby się inspirować, ale też po to, żeby przyciągnąć ich uwagę do naszych tematów, aby zyskać ich poparcie i wsparcie. Podczas tych wyjazdów nasi decydenci oswajali się z tematem zachowania zabytków techniki. Warto dodać, że wizyty miały charakter zarówno roboczy, jak i bardzo oficjalny. Jedną z wizyt w Polsce udało się zorganizować w ten sposób, że nasi partnerzy z Niemiec zyskali możliwość bezpośredniego spotkania z premierem Jerzym Buzkiem. Podczas rewizyty, w ramach rewanżu na prywatnej audiencji przyjął nas ówczesny prezydent Niemiec Johannes Rau. To były cenne potwierdzenia naszej dobrej współpracy. Przedstawiciele Zollverein zapewnili nas, że w zakresie zabytków techniki idziemy właściwą drogą.

Mam takie spostrzeżenie, że dla ludzi młodych przeszłość mierzona w dziesiątkach lat to dzieje pradawne. Dla mnie tak nie jest! Dla mnie to, co wydarzyło się 100 lat temu, to całkiem niedawno. Na podstawie tego materiału znajdą się tacy młodzi ludzie, którzy zainteresują się historią. Na podstawie tego opracowania można będzie zobaczyć, jak ciężką pracą i konsekwencją można było stworzyć coś dobrego. Jeśli uda się nawet dwóch lub trzech młodych ludzi zainteresować tą historią albo historią w ogóle, to będzie sukces. Bo mam wrażenie, że my przez nieznajomość historii popełniamy wciąż podobne błędy.

Działania, które podejmowałem na rzecz kopalni Guido, można przyrównać do działania efektu kuli śnieżnej. Wszyscy, którzy się angażowali – mieli z tego satysfakcję i pociągali za sobą innych. Czuliśmy, że angażujemy się w coś dobrego, pożytecznego i przydatnego. Dużą satysfakcję był dla mnie udział w pierwszym koncercie, który organizowany był przy Guido. Usiadłem sobie na ławce i słuchałem, co mówią ludzie uczestniczący w tym koncercie, a oni chwalili to, co tam się działo. I pomyślałem sobie – to jest to, to jest to! O to chodziło!

Nasze Zabrze Samorządowe, wrzesień 2019

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>