Kolęda 2.0

Krąży sporo legend na temat przebiegu kolędy, czyli wizyt, jakie składają nam w tych dniach księża z pobliskiego kościoła. Jako emerytowany ale przedtem długoletni ministrant sam mógłbym do tego zbioru niejedną opowieść dorzucić choć to tylko opowiastki młodszego albo starszego ministranta, a więc zasadniczo komizm sytuacyjny, słowny lub postaci. Raczej mało kogo dziś interesowałoby, że mój zmęczony kolega ministrant Darek oparł się o rozgrzany piec w jednym z domów, przez co wypalił sobie na plecach kurtki dość pokaźną dziurę, a kiedy ksiądz (bo on pierwszy to zauważył) zwrócił mu uwagę, Darek – nie zdejmując kurtki – powiedział „e tam, mama mi zaszyje”. Inny, starszy wtedy kolega Norbert, zdarzało się, że po kilku godzinach kolędowania bywał głodny. Norbert nie omieszkiwał tego głodu zaspokajać sięgając – pod nieuwagę gospodyni/gospodarza – po jadalne ozdoby choinkowe, a potem dla niepoznaki, obracając choinkę o ileś tam stopni, żeby przetrzebiony obszar drzewka nie rzucał się w oczy. Choć czy to akurat był komizm – nie jestem pewny. Raz też sam doświadczyłem komicznej niewątpliwie sytuacji, kiedy idąc z dwójką młodszych ministrantów, jako „starszy”, a więc ubrany w czarną sutannę i komżę, miałem okazję przywitać się z gospodarzem jakiegoś położonego na peryferiach domu. Wyszedł on naszej trójce naprzeciw i zaczął witać się ze mną, jak z księdzem: „Szczęść Boże, zapraszamy księdza do nas, może kawy-herbaty się ksiądz napije?” Coś w tym stylu to było i pamiętam moment mojego zawahania: a może by tak wejść w rolę? Scenariusz znałem na pamięć. To były dawne czasy ale współcześni ministranci z pewnością mogliby dzielić się podobnymi historyjkami, z pewnością opowiadaliby je dziś multimedialnie ku uciesze lubiącej to widowni.

Gdyby jednak spojrzeć na kolędę nieco poważniej, czyli z perspektywy dorosłych, trzeba by dostrzec w tym wydarzeniu coś więcej niż źródło śmiesznych opowiastek. Jedną z najbardziej wstrząsających opowieści kolędowych usłyszałem jakiś czas temu od kolegi. Pewien na-swój-sposób-nowoczesny i do bólu ekstremalnie otwarty ksiądz przyszedł na kolędę do mieszkania w bloku w dużym mieście. Przechodząc do miejsca, w którym przygotowano kolędową aranżację, dostrzegł w przejściowym, ewidentnie młodzieżowym pokoju na ścianie dużymi literami wykonany napis „FUCK OFF”. Ksiądz nie skomentował go wchodząc ale tuż przed wyjściem zapytał domowników: „Przepraszam ale nie rozumiem, o co chodzi w tym napisie. Kto się ma od kogo odpierdolić? Ja od was, wy ode mnie?” Podobno domownicy strasznie się zmieszali, a trzeba dodać, że było to jedynie dwoje ludzi w średnim wieku. Może więc jakiś nieobecny, zbuntowany domownik chciał coś komuś zakomunikować zza węgła?

Wizyta księdza ma znaczenie zarówno dla samego duchownego, jak i dla parafian ale dla tych drugich nieporównanie większe. Możemy bezpośrednio z księdzem pogadać, a rozrzut tematów i standardów rozmowy jest nieograniczony: życie parafii, wsi, miasta, dzielnicy, plotki, skandale, finanse, dogmaty, sprawy egzystencjalne, sport, problemy, hobby… Dla tzw. zwykłych parafian okazje ku temu, aby pogadać z księdzem są rzadkie, a dobrze jest spotkać czasem księdza w innej sytuacji niż msza św., konfesjonał czy parafialna kancelaria. Wielką kolędową szansą także dla księdza są bezpośrednie rozmowy, z których czasem – owszem – nic nie wynika ale czasem potrafią też odsłonić rzeczywiste, głębokie problemy, które nie leżą w kompetencji żadnej państwowej służby, ośrodka ani żadnego urzędu. Czasem są to sytuacje, w których wystarczy zachować się jak człowiek i porozmawiać albo tylko wysłuchać. Czasem trzeba wspiąć się wyżej i zachować się jak chrześcijanin – coś roztropnie doradzić albo w czymś konkretnym wesprzeć. Są też na pewno okazje, kiedy trzeba zachować się jak ksiądz i skorzystać z władzy święceń albo ze znajomości prawa kanonicznego.

Księża najwyraźniej nie radzą sobie jednak z formułą kolędy, której w większości kurczowo się trzymają, a która już dawno nie przystaje do rzeczywistości. Podawanie do wiadomości ulic i numerów domów, które ksiądz będzie odwiedzał w podanych dniach, nie ma przyszłości, nie tylko ze względów praktycznych. Dodawane zwyczajowo do tych ogłoszeń wytyczne w zakresie przygotowania domu, uchylonych drzwi, składania, nieskładania lub przeznaczenia ofiar, niezbędnych do wglądu zeszytów i czego tam  jeszcze – skutecznie minimalizują potencjalne korzyści, jakie ksiądz mógłby odnieść dzięki takiej wizycie. Kolęda odbywa się „ulicami i numerami” i przyjęty na dany dzień porządek i normę ksiądz musi bezwzględnie wyrobić, bo taki jest plan. Nie należy np. nakłaniać księdza, aby wszedł do jakiegoś mieszkania poza kolejnością, bo musi trzymać się przyjętego na dany rok planu. Gdyby jeszcze – mimo ogłoszenia – ksiądz nie pojawił się w wyznaczonym mieszkaniu, byłby skandal. Czas staje się okolicznością decydującą o trwaniu wizyty księdza. Całość wygląda do bólu mechanicznie i sztucznie. Trudno to „coś” porównać do czegoś, co znamy z życia, może poza pracą listonosza ale przecież nie o to ma chodzić. Po co więc bawić się w amatorski teatr?

Na szczęście z wolna pojawia się u nas dojrzalsza praktyka bezpośrednich spotkań księży z parafianami: ci pierwsi oczekują na zaproszenia od tych drugich. Oczekują konkretnych, indywidualnych zaproszeń. Księża – zwolennicy tej formy czasem wyznaczają jakieś ramy czasowe, w jakich spodziewają zaproszeń, czasem ich nie wyznaczają – wtedy można zapraszać ich do siebie przez cały rok. Nie wydają wytycznych w zakresie przygotowania, nie ustala się ulicowego harmonogramu, nie przychodzą z ministrantami, zamiast presji czasu obowiązuje tylko zdrowy rozsądek. Zamiast naciąganych domowych mini-nabożeństw – prawdziwe domowe super-spotkania. Taka formuła kolędy jest na pewno dojrzalsza i bardziej efektywna choć to zależy, kto- czy- i jakich rezultatów się spodziewa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>