Komentatorzy w natarciu!

Nie wiem czy pokolenie później urodzonych czytelników może pamiętać stare „The Muppet Show”? Był tam duet niezawodnych komentatorów – starszych panów w balkonowej loży, którzy potrafili skrytykować każdy występ. Nie sprawiali wrażenia znawców sztuki czy choćby krytyków ale mieli swoje trwałe miejsce w tym specyficznym teatrze i do nich też należało zwykle ostatnie słowo – już po opadnięciu kurtyny.

Postawę obserwatora lub ewentualnie recenzenta przyjmujemy naturalnie wobec wszystkiego co dzieje się na zewnątrz. Od modnego znów w tych dniach sportu poczynając, bo to chyba najbardziej powszechne zjawisko, przez wszystko inne, na polityce kończąc. Przyjmowaniu tej postawy sprzyjają współczesne media – wszystko niemal można dziś obserwować w TV, prasie, w Internecie, czasem nawet można przyglądać się różnym wydarzeniom wprost na żywo – takie mamy czasy. Niektórzy posuwają się krok dalej i komentują to, co widzą i co w związku z tym przeżywają: pogaduchy w gronie znajomych, komentowanie na forach, pisanie blogów, tradycyjna publicystyka, literatura, sztuka… Komentowanie może spełniać funkcję porządkowania obserwowanych zjawisk, o ile oczywiście komentowaniu towarzyszy jakikolwiek moment refleksji. Różnie bywa: http://forum-inspiracji.pl/nadpobudliwi-komentatorzy-w-sieci-czyli-o-powiklaniach-nieleczonej-biegunki-myslowej/

Prawdziwy przełom polega na wyjściu z roli obserwatora i podjęciu się realizacji niektórych zadań. Przykład oczywisty i aktualny: zupełnie czym innym jest obserwowanie meczu w TV i rozgrywanie tego samego meczu na boisku. Różnica jest tak fundamentalna, że tych dwóch stanów nie ma sensu porównywać. Przejście z fotela na murawę to byłaby rewolucja! Byłaby, bo takie rewolucje nie zdarzają się ani w sporcie, ani w służbie zdrowia, ani w szkole, wydawałoby się – nigdzie się nie zdarzają. Ale to nie prawda, bo zdarzają się w polityce.

Co jakiś czas grupa ludzi decyduje się na opuszczenie loży obserwatorów i komentatorów i wkracza w zupełnie inną, nową, nieznaną sobie rzeczywistość. Zewnętrzne spostrzeżenia o funkcjonowaniu danego wycinka rzeczywistości trzeba wtedy odłożyć na bok, bo nijak nie przystają do faktów. Wkroczenie w obszar realizacji wymaga zupełnie nowego nastawienia, wsłuchiwania się w potrzeby, wypracowywania lepszych rozwiązań, nieustannego poszukiwania sojuszników, korzystania z różnorodnych narzędzi, znajomości prawa, konsekwencji w działaniu. Wchodząc w obszar realizacji nie można już być tylko recenzentem. Dlatego nie podobają mi się pomysły tych kandydatów ubiegających się o mandaty radnych, którzy chcą przekonywać wyborców do siebie wyłącznie krytyczną oceną tej czy innej „obecnej ekipy”. Bycie radnym to przede wszystkim odpowiedzialne podejmowanie decyzji. Już na etapie kampanii trzeba więc porzucić wygodną lożę komentatora, wysilić umysł i konstruktywnie opowiedzieć wyborcom o swoich doświadczeniach, pomysłach, możliwościach, zainteresowaniach, a przy urnach okaże się, na które z tych propozycji jest największe społeczne zapotrzebowanie. Wybory to nie „Muppet Show”, tu ostatnie słowo należy do wyborców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>