Komunikacja: słuchać, mówić, czytać, oglądać, myśleć…

Mam w pamięci taki rysunek satyryczny sprzed ok. 30 lat: dwóch biznesmenów – Azjatów czeka na spotkanie z polskim prezesem przed jego gabinetem w Warszawie (za oknem widać Pałac Kultury); prezes kończy jakieś sprawy, strasznie głośno rozmawia – zza drzwi dochodzą powtarzane strzępy zdań, zasadniczo – krzyki. Interesanci nieśmiało pytają sekretarkę, co tam się dzieje, na co asystentka odpowiada, że szef rozmawia z Gdańskiem. „A nie może przez telefon?” – pytają retorycznie goście.

Takie to były czasy, szkoda gadać. Komunikacja międzyludzka była i jest prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie dziś rozpowszechnionym jej wariantem jest komunikacja medialna. Ten model polega na włączaniu o określonej porze określonych kanałów TV i przeglądaniu takich a nie innych stron internetowych. Niektórzy czytają jeszcze prasę drukowaną, a nawet książki ale tutaj nie przesadzałbym, bo wg danych Biblioteki Narodowej, 47% Polaków nie przeczytało w roku 2014 tekstu dłuższego niż 3 strony maszynopisu. Komunikacja medialna jest zasadniczo jednostronna ale nie do końca, bo po jednej i drugiej stronie zachodzą w tej relacji procesy myślowe.

Niektórych znanych publicystów lepiej czytać niż słuchać/oglądać. Zacznę od prehistorii. W latach `90 bardzo popularne w moim środowisku były książki, które pisał dominikanin o. Jacek Salij. Były to i są znakomite kompendia wiedzy o sprawach ważnych z pogranicza wiary i moralności. Jego książki kupowało się i czytało jednym tchem, powoływali się na nie kaznodzieje podczas mszy młodzieżowych, o tych książkach rozmawiało się na pierwszych katechezach licealnych. I oto pewnego dnia, gdzieś w drugiej połowie lat `90, dane mi było spotkać o. Salija osobiście. Na jakimś sympozjum o. Salij mówił na żywo. Do dziś pamiętam konsternację swoją i części audytorium, z jaką przysłuchiwaliśmy się ogólnej męce, jaką wyraźnie sprawiało mu mówienie. O. Jacka Salija zdecydowanie lepiej się czyta niż słucha.

Niektórych z kolei lepiej słuchać/oglądać niż czytać – przykład: Jarek Kuźniar. Podczytuję jego teksty, bo od jakiegoś czasu powrócił do blogowania. Są to dobre, zgrabnie, fachowo napisane teksty, wnoszące nowe niuanse do spraw, o których mówi się w kraju. Prawdziwy dynamit to jednak Jarek Kuźniar na żywo w TV. Chyba nie ma w tej chwili osobowości medialnej, która na tak wysokim poziomie łączyłaby w sobie (na żywo, przed licznym audytorium) bieżącą orientację w najbardziej aktualnych o danej porze dnia tematach z umiejętnością błyskotliwego operowania tą wiedzą wg potrzeb. Kuźniara zdecydowanie lepiej mi się ogląda niż czyta. Choć efekt jego telewizyjnej osobowości jest taki, że nawet kiedy go czytam, to jakbym go słyszał (nie byłem jeszcze z tym u specjalisty, bo myślę, że to minie). Podobnie wyraziste wrażenia towarzyszą mi, kiedy czytuję Konrada Kruczkowskiego. Teksty, które pisze na swoim blogu czy dla Onetu to najwyższych lotów pisarska robota – mało kiedy mogę z taką swobodą i koncentracją oddawać się intensywnej mieszance czytania z myśleniem, jak właśnie przy tekstach Kruczkowskiego. Chyba spełnia się jego młodzieńcze marzenie – kiedy dorośnie, chciał zostać Jerzym Pilchem. Natomiast zdarza się czasem Konradowi coś mówić przed kamerą – te występy medialne są zgrabne, dobre, przede wszystkim są mądre ale w jego wydaniu wolę teksty pisane. Pewnie można by też wskazać paru komplementarnie utalentowanych publicystów. Takich, których i ogląda/słucha i czyta się równie kapitalnie. Do głowy przychodzi mi Andrzej Stasiuk z tym wszakże zastrzeżeniem, że nie było mi jeszcze dane słuchać go na żywo. Ale jeśli jest taki, jak sobie wyobrażam czytając (u specjalisty termin odległy) – byłby to przykład takiego symetrycznego, komplementarnego talentu komunikacyjnego.

Sympatie i antypatie medialne każdy miewa swoje. Co dla jednych jest standardem komunikacji dla innych może być manipulacją, tam gdzie jedni widzą rzetelny komunikat i profesjonalny warsztat inni w swej przenikliwości dostrzegają arogancję – takie mamy czasy. Co nie znaczy, że w zasadach komunikacji nie ma wartości uniwersalnych – są ale w dobie Internetu mało kto jest skłonny przejmować się nimi na serio. W tych dniach intensywnie komunikuje się z nami, zasadniczo medialnie, dwóch facetów. Ich narracje podlegają niezliczonym komentarzom i recenzjom. Ważne aby odróżnić recenzowanie swoistego theatrum, jakie obydwaj w tych dniach przed nami odgrywają, z wybieraniem prezydenta. Medialne igrzyska nie mają wiele wspólnego z rozwiązywaniem realnych problemów. Choć recenzowanie jakości wyborczych komunikatów następuje na podstawie pierwszych wrażeń, to wybór musi być bardziej przemyślany. Jeśli ktoś mówi, że obniży wiek emerytalny, obniży podatki, zwiększy budżetowe wydatki to naturalnym odruchem nie może być krzyżyk przy jego nazwisku ale pytanie – jak zamierza swoje pomysły sfinansować. Doświadczony, przewidywalny, stabilny realista, który – jak się okazuje – ma trochę wspólnego z o. Salijem, jest bardziej wiarygodny niż skory do obietnic jego konkurent. Podstawą skutecznej komunikacji, przede wszystkim medialnej, jest wiarygodność tych, którzy komunikaty formułują.

Blog Jarosława Kuźniara

Blog Konrada Kruczkowskiego

Komentarze

  1. Maj 14, 2015

    Dorota Odpowiedz

    Z Panem Kuźniarem mam tak samo jak Ty.
    I bardzo to lubię:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>