Konfesjonał nieczynny

Wśród wysokich budynków budzącego się w piątkowy poranek Douai dostrzegłem jeszcze wyższą od nich wierzę i ku niej się skierowałem. Głupio byłoby tak błąkać się bez celu wśród porannych biegaczy, sklepikarzy otwierających podwoje, restauratorów pucujących wygrodzone ogródki… Więc do kościoła! Postanowiłem pójść we Francji do kościoła. Nie na mszę ale tak po prostu – żeby zobaczyć jak jest, jakie są organy, jaki ołtarz, jaki wystrój. Byłem ciekawy, czy przy okazji przyłapię Francuzów na „nieczynnym kościele”, wszak to kraj już prawie misyjny. A tu niespodzianka – drzwi szeroko otwarte!

Tym, co przykuło moją uwagę były konfesjonały. Nie tylko one – jeszcze wspaniałe organy, wystawa grafik, źródełko z wodą płynącą i chrzcielnica za okrągłą ozdobną kratą, tak bardzo okrągłą, że samej chrzcielnicy nie można było dotknąć – pewnie była zabytkowa. Ale przede wszystkim – jako się rzekło – konfesjonały. Niektóre wyglądały na używane (wnoszę po stanie ich zachowania i wrażeniach estetycznych) ale większość – zdecydowanie nie! Sama ilość tych mebli była zastanawiająca – co najmniej 20. Takiej ilości budek nie powstydziłoby się dzisiaj średniej wielkości sanktuarium. Ale ten eglise Saint Pierre sanktuarium nie był, choć – jak się później okazało – był jednym z najdłuższych kościołów we Francji. Najdłuższy nie znaczy jednak, że najbardziej oblegany. Podobnie konfesjonały, mimo że nie używane – nie można ich usunąć, zwłaszcza że przedstawiają wartość zabytkową. Z konfesjonałem, który nie służy do spowiadania, jest pewien problem. Ludzie do kościoła jednak we Francji przychodzą i trzeba jakoś te konfesjonały – dziedzictwo religijnej przeszłości – zagospodarować. Można użyć ich jako przykładów w kazaniach dla dzieci (jakby to szło? „Siostry i Bracia! Nasi przodkowie spowiadali się, a my co? Psinco!”). Można konfesjonały traktować jako obiekty fotograficzne, zwłaszcza jeśli klęcznik penitenta pokrywa wieloletnia warstwa kurzu, a z siedzenia dla księdza wyłazi zabytkowy wsad. Pomysły Francuzów pozwalają też niewielkim kosztem przerobić na trzyczęściową kameralną powierzchnię wystawową – wystarczy niewielką skalą ingerencji i stylistycznie spójną (mniej więcej) zabudować przestrzenie dla penitentów i księdza i osadzić tam półki na wysokości, o jaką nam chodzi. Wysokość półek trzeba jednak porządnie przemyśleć, bo po wykonaniu zabudowy nie da się jej regulować.

Różne są pomysły na konfesjonały. Widziałem kiedyś (chyba na Jasnej Górze ale nie jestem pewien) pokój, w którym można usiąść przy stole w formie face to face i odbyć spowiedź w formie rozmowy. Z resztą nie musi to być spowiedź – czasem może się okazać, że sama rozmowa byłaby  z różnych względów bardziej na miejscu. Formę rozmowy ma też spowiedź podczas pielgrzymki – wspólne kilkadziesiąt metrów z księdzem na tyłach grupy – to wyjątkowa spowiedź. Widziałem też w nowoczesnej świątyni w wielkim mieście konfesjonał w formie wydzielonej, wyizolowanej termicznie i dźwiękowo przestrzeni kościelnej. Możliwość wejścia była tam sygnalizowana lampami (czerwona i zielona), drzwi były spore i ozdobne, wnętrze było akustycznie wytłumione, ale technicznym miejscem spowiedzi był klasyczny klęcznik z kratką. To tak, jakby w nowoczesnym mercedesie zainstalować radio Safari-5. Przerost otoczki nad istotą? Ale to nie jest ważne.

Są też kościoły, w których dużym wysiłkiem finansowym parafian pozyskuje się konfesjonały, żeby po prostu były. Szkoda, że nasz Kościół – wspólnota nie może działać jako przestrzeń wymiany dóbr doczesnych, np. nieużywanych mebli kościelnych – wówczas część francuskich konfesjonałów mogłaby znaleźć bardziej adekwatne zastosowanie. W kościele św. Jakuba na Sachalinie (Rosja), gdzie proboszczem jest pochodzący z Gliwic ks. Tomek Rafalak, pojawił się niedawno konfesjonał. Wykonany został na Opolszczyźnie i przy pomocy sojuszników dotarł po wielu tygodniach na Daleki Wschód i zastąpi dotychczasowy pokój w przedsionku, wyposażony w klęcznik. Ksiądz Tomek czyni tam coś, co jest poza świadomością naszych krajowych duchownych: doposażając kościół, Kościół buduje.

Kiedyś nie było konfesjonałów, a spowiedź można było odbyć tylko raz w życiu. W niektórych wspólnotach (zakonnych) spowiedź miała (a może nada ma?) formę publiczną. Dawniej księża uczyli się na pamięć wszystkich możliwych grzechów (ech, to były czasy) i wszystkich możliwych form pokuty za określone grzechy. Takich wspominek – ciekawostek można by pewnie znaleźć więcej. Jako miejsca do „komfortowego” spowiadania służą dziś konfesjonały – taka jest wielowiekowa tradycja Kościoła. Spowiedź jest dostępna często, w zasadzie w Polsce codziennie można się wyspowiadać, choć we Francji – obawiam się, że nie. Czemu więc wiele konfesjonałów jest nieczynnych? Bo nie ma w nich księży? A może – bo nie ma przed nimi wiernych?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>